Pandemia?? Gospodarka, głupcze! Jak Szwajcaria wychodzi z kryzysu, w którym nie była

gospodarka Szwajcarii w czasie epidemii

Lockdown, home-office, załamanie branży restauracyjnej i hotelarskiej, upadek branży lotniczej.

Brzmi znajomo? Tak wyglądała rzeczywistość prawie każdego państwa na świecie w 2020 r.

A może by tak „sytuacja gospodarki na koniec roku 2020 jest zaskakująco silna”? Co powiecie na taki scenariusz?

W tym zdaniu kryje się odpowiedź, dlaczego Szwajcaria pomimo najgorszych w Europie statystyk zachorowań na korona wirusa, nie zdecydowała się ponownie na pełen lockdown.

Nie tam straszny diabeł, gdzie go malują

W zeszłym roku gospodarka Szwajcarii skurczyła się o 3%. To niewiele, porównując do sąsiednich Niemiec i Austrii (6%) czy też Francji i Włoch (9%). Biorąc pod uwagę zapowiadany wzrost o 1%, 4 punkty na skali to na prawdę dobry wynik w obecnej sytuacji.

Jak to się Szwajcarii udało?

Otóż sektory, których powolny upadek od kilku miesięcy oglądamy, nie przyczyniają się tak na prawdę w dużym stopniu do PKB Szwajcarii. Branża turystyczna, sportowa, restauracje – to jedynie odsetek wpływów w kraju zależnym od sektora usług.

Mocno w dół i stopniowo w górę

Mocne tąpniecie nastąpiło w marcu. To całkiem oczywiste. Ale od tego czasu większości sektorów udało się stopniowo stanąć na nogi. Szwajcaria jako jedna z pierwszych w Europie szybko zdecydowała się na powrót do szkół oraz ponowne otwarcie sklepów i restauracji późną wiosną. Pomoc finansowa dla małych i średnich przedsiębiorstw płynęła szerokim strumieniem, co pozwoliło im na przetrwanie kryzysu.

Późną jesienią sytuacja epidemiologiczna na zachodzie Szwajcarii na tyle się pogorszyła, że kantony francuskojęzyczne wprowadziły ponownie lockdown. Tym razem jednak nie cierpiały całe branże, bo w części niemiecko- i włoskojęzycznej sklepy i restauracje pozostały otwarte. Podobnie jak otwarte pozostały kina, teatry i siłownie, z dużymi jednak ograniczeniami.

Czy francuscy Szwajcarzy karnie trzymali się reguł narzuconych im przez władze kantonalne? Oczywiście, że nie. Turystyka sklepowo-restauracyjna wewnątrz kraju była aż nazbyt oczywista. Branża – jako ogół – przetrwała.

Gorzko-słone życie restauracji

Od grudnia restauratorzy pomstują na rząd i nie ograniczają się już jedynie do wyrażania niezadowolenia w mediach społecznościowych lub nielicznych (ze względu na obostrzenia) protestach.

Podczas, gdy zachodnia Szwajcaria już, już miała ponownie odetchnąć pełną piersią i przygotowywała się do odbicia od dna, rząd zastosował metodę kija i solidarnie przyłożył wszystkim. Restauracje, ośrodki sportowe i kulturalne pozostają zamknięte w całej Szwajcarii, prawdopodobnie do końca lutego.

Minister Zdrowia i członek Rady Federalnej Alain Berset zaczął dostawać pogróżki, a restauratorzy pytają się wyczerpani sytuacją, po co były wprowadzane stopniowe obostrzenia. Po co inwestycje w przygotowanie lokali do reżimu sanitarnego, skoro i tak na koniec wszystko jest zamknięte na cztery spusty.

Dzisiaj część lokali zapowiada jawny sprzeciw wobec władz państwowych i postanowiła otworzyć drzwi dla klientów, mimo zakazu.

Czy to branża restauracyjna będzie kozłem ofiarnym gospodarki?

Dlaczego sklepy, wyciągi narciarskie i szkoły nadal pozostają otwarte?

Turystyka szwajcarska zachwiana, ale stoi

Zamknięte hotele, zamknięte restauracje, brak turystów.

No, niekoniecznie.

Szwajcarskie hotele pozostawały otwarte przez cały czas pandemii, podobnie jak znajdujące się w nich restauracje. I chociaż odpływ cudzoziemców – głównie z dalszych rejonów – był widoczny, to jednak rodzimą branżę uratowały w lecie tysiące turystów lokalnych.

Szwajcarzy posłuchali rządu i w niewielkim tylko stopniu zdecydowali się na wakacje zagraniczne. Większość postanowiła nie tylko wesprzeć lokalny biznes, ale też obawiała się zmieniających się jak w kalejdoskopie wytycznych dotyczących kwarantanny. Do podróży nie zachęcała sytuacja we Francji ani we Włoszech.

Podobnie teraz, w samym centrum drugiej fali, na turystów czekają ośrodki narciarskie. Głównie na turystów lokalnych, bo Szwajcarzy nie mają dużego wyboru i nie mogą ani jeździć do sąsiednich państw na stoki, ani też swobodnie poruszać się bez obowiązku kwarantanny.

Pomimo restrykcji, na szwajcarskich stokach można też spotkać zagranicznych turystów, głównie europejskich, nie azjatyckich. Niektórzy uważają, że Szwajcaria skorzystała na tym, iż nie jest państwem członkowskim Unii Europejskiej i przez to solidarnie nie zamknęła stoków. Przy okazji gospodarczo na tym zyska, bo wygłodniali wrażeń narciarze z całej Europy rzucą się na szwajcarskie Alpy.

Tylko, że władzom Szwajcarii wcale na tym nie zależy. Ośrodki narciarskie są otwarte, bo to ważny sektor turystyki. Jednak i tutaj zaplanowane są ograniczenia w ilości osób korzystających dziennie z wyciągów i karnetów open. Nieczynne restauracje mają zniechęcić przybyszy z dalekich regionów. Branża dostała pozwolenie na tyle, aby przetrwać, ale nic więcej.

To jednak, czy ośrodki pozostaną nadal otwarte w szczycie sezonu, zależy od sytuacji na stokach podczas najbliższych tygodni ferii zimowych i od ogólnej sytuacji w kraju.

A ta, ogólnie rzecz biorąc, nie jest dobra. Liczba przypadków zachorowań nie spada, szczepienia się ślimaczą i wszyscy się zastanawiają, czy zamiast białego szaleństwa nie czeka nas już niedługo przykręcenie śruby.

Gospodarka się rozwija

Podczas, gdy jedni przeżywają ciężkie chwile, innym wiedzie się całkiem nieźle. Szwajcarska gospodarka oparta jest m.in. na eksporcie oraz produkcji farmaceutycznej, a w tych dwóch branżach sytuacja szybko się ustabilizowała.

Jednym z najbardziej obciążonych rynków jest paradoksalnie branża zegarmistrzowska oraz produkcji komponentów metalowych. Producenci luksusowych zegarków w dużej mierze opierają swój biznes na eksporcie do Azji. Od czasów pandemii ruch w tym kierunku praktycznie zamarł. To nie czas na luksusowe błyskotki, brakuje również azjatyckich turystów, którzy rokrocznie byli największymi klientami w Szwajcarii.

Podobny regres spotkał producentów i eksporterów komponentów metalowych, używanych głównie w produkcji pojazdów i samolotów.

O kryzysie natomiast nie może mówić branża ubezpieczeń ani farmaceutyczna. Podczas, gdy ciężar wydatków związanych z testami, szczepionkami i walką z korona wirusem wziął na siebie budżet państwa, kasy chorych nadal otrzymywały miesięczne składki od pacjentów, którzy to natomiast o wiele mniej korzystali z usług medycznych.  Odwołane planowane zabiegi i wielomiesięczne rehabilitacje, mniej wizyt u lekarzy – większość kas chorych zakończyła zeszły rok na plusie.

Branża farma natomiast szykuje się na wielki boom w 2021r. Kolejna, dopuszczana po woli do obrotu, amerykańska szczepionka Moderna, będzie produkowana przez szwajcarską firmę Lonza. Jej fabryka w Visp dostarczy szczepionki na cały świat poza rynkiem amerykańskim. Rocznie planuje się produkcję 300 mln dawek dla Europy, Azji i Afryki.

Dodatkowo, intratny kontrakt na logistykę i dystrybucję tych szczepionek na cały świecie dostał szwajcarski koncert transportowy Kuehne+Nagel.

O co chodzi ze szkołami? Dzieci zarażają, czy jednak nie?

W tym temacie Szwajcaria chyba najbardziej różni się od pozostałych państw.

Podczas, gdy jedne kraje co szybciej zamykały szkoły obawiając się rozprzestrzeniania wirusa, Szwajcaria broni nadal bastionu otwartych szkół.

Już w pierwszej fali na wiosnę, najpierw zostały otwarte szkoły podstawowe i przedszkola, jeszcze przed sklepami. Podobnie na jesieni, na zdalne nauczanie przeszły obowiązkowo tylko szkoły wyższe.

Podstawówki, przedszkola i żłobki pracują w reżimie sanitarnym, gdzie nauczyciele i opiekunowie muszą nosić maseczki, a rodzice najlepiej jakby trzymali się z dala od szkół.  Również uczniowie powyżej 12 r.ż mają obowiązek noszenia maseczek na terenie szkoły.  Nie ma masowego zamykania całych szkół przy wykryciu ogniska zakażenia.

Ryzyko zarażenia w dużej grupie dzieci jest niwelowane korzyściami wynikającymi ze stacjonarnego nauczania.

Podobnie cały czas działają szkoły średnie. Teoretycznie, ucząca się w nich młodzież również mogłaby przejść na nauczanie zdalne.  W ich przypadku, nie byłoby to już tak uciążliwe dla pracujących rodziców.

Ale… cały problem ze szkołami ponadpodstawowymi polega na tym, że 78% społeczeństwa szwajcarskiego kończy zawodówki. To szkoły, gdzie nauka trwa 1-2 dni w tygodniu, a w pozostałe dni uczniowie normalnie pracują w swoich przyszłych zawodach. Nie można przenieść ich praktyk do nauki online.

To właśnie uczniowie szkół zawodowych byli oczkiem w głowie rządu pod koniec zeszłego roku szkolnego. Państwo nie mogło sobie pozwolić na wypuszczenie na rynek kilkudziesięciu tysięcy bezwartościowych pracowników – bez odpowiednich kwalifikacji ani dyplomu zawodowego.

Aby lepiej zrozumieć ten fenomen, warto zwrócić uwagę na to, jak rozłożone są ministerstwa w rządzie. Radny Federalny odpowiedzialny za szkolnictwo jest jednocześnie odpowiedzialny za gospodarkę. To na jego barkach leży dostosowanie systemu nauczania tak, aby wychodzili z niego świetnie przygotowani do zawodu nowi pracownicy, którzy będą rozwijać gospodarkę. To on jest odpowiedzialny za dobrobyt kraju i bezrobocie.

Szwajcaria na 100%

Praca, gospodarka, przyszłość.

To hasła definiujące Szwajcarię w 100%.

Nie umniejszając tragedii osób, które zmarły z powodu wirusa, rząd prowadzi niebezpieczną grę na cienkim lodzie. Obostrzenia tylko tam, gdzie są absolutnie konieczne, tylko wtedy, gdy nie da się ich uniknąć.

Gospodarka, gospodarka i jeszcze raz gospodarka – te słowa słyszeliśmy wielokrotnie w czasie konferencji poświęconych walce z wirusem w Szwajcarii.

Ocena ryzyka, uwzględnienie interesu wielu stron – chociaż ta polityka nazywana jest też brakiem zdecydowania i ostrych kroków.

Krytykowana przez znaczną część społeczeństwa. Czy słuszna? Ocenimy to dopiero za kilka lat.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Zapisz się do newslettera, a kolejny otrzymasz bezpośrednio do swojej skrzynki mailowej.

Źródła: Swissinfo, NZZ

O epidemii w Szwajcarii można przeczytać jeszcze tu:

http://randkizfrankiem.pl/szwajcaria-stawia-czola-wirusowi/

http://randkizfrankiem.pl/szwajcaria-walczy-z-koronawirusem/

 

Gdzie spędzać wolny czas? Na cmentarzu!

Szwajcarskie cmentarze idą z duchem czasu

Od początku epidemii korona wirusa administracje szwajcarskich cmentarzy mówią o znacznie większej liczbie odwiedzających.  Ale nie chodzi tu wcale o nostalgię za zmarłym lub uczestnictwo w mszy pogrzebowej.

Szwajcarskie cmentarze stają się centrami spokoju, wypoczynku i …sztuki.

Ograniczenia w spędzeniu wolnego czasu spowodowały, że mieszkańcy upatrzyli sobie szwajcarskie, znane cmentarze jako miejsce spacerów i odpoczynku. Największe nekropolie w kraju, takie jak Freidhof am Hörnli w Bazylei czy w Siehlfeld  Zurychu to ostoje spokoju, natury i ciszy. Ale nie tylko. Czytaj dalej Gdzie spędzać wolny czas? Na cmentarzu!

Poradnik mamy imigrantki w Szwajcarii

Jestem Mamą-Imigrantką w Szwajcarii.

W Bernie mieszkam od ponad 5 lat i wydaje mi się czasami, że już wszystko wiem.

Przyjechałam tu z jednym berbeciem w brzuchu, a teraz mam już dwoje. Przeszłam przez wszystkie etapy wtajemniczenia mamy-cudzoziemki.

Od tego, że czuję się jak kosmitka na oceanie i nie rozumiem, co mówią do mnie inne rybki – do momentu, kiedy spotykam inną kosmitkę i z zapałem opowiadam jej,  jak to U NAS w tym oceanie jest. Czytaj dalej Poradnik mamy imigrantki w Szwajcarii

15 najlepszych aplikacji, bez których ciężko jest żyć w Szwajcarii

Zauważyliście, że od czasu koronawirusa zrobiliśmy się bardziej digitalni? Więcej laptopów i home-office, więcej wiszenia na komórkach. Dzisiaj niezbędnik każdego „nowego Szwajcara” – 15 najlepszych aplikacji na telefon, bez których ciężko tu żyć.

A które bardzo ułatwiają nam życie.

Czytaj dalej 15 najlepszych aplikacji, bez których ciężko jest żyć w Szwajcarii

Szwajcaria stawia czoła wirusowi. Szkoły, transport, usługi

„To bardzo szwajcarskie, szukać rozwiązań razem z branżami, zamiast decydować z góry”

Te słowa padły 16 kwietni z ust Alain Berset, członka szwajcarskiej Rady Federacyjnej i Ministra Zdrowia.

Członkowie rządu jak co dzień przedstawili mieszkańcom obecną sytuację w Szwajcarii. Tym razem jednak – podobnie jak 13 marca, gdy ogłaszano „lockdown” – wszyscy oczekiwali konkretnych dat. Kiedy skończy się „zamknięcie” Szwajcarii? Czytaj dalej Szwajcaria stawia czoła wirusowi. Szkoły, transport, usługi

Szwajcaria walczy z koronawirusem. Sytuacja w służbie zdrowia i w gospodarce

koronawirus w Szwajcarii

Jak Szwajcaria walczy z koronawirusem?

Szwajcaria wysuwa się na czołówkę państw światowych dotkniętych koronawirusem. Zgodnie z danymi Worldometers, jest obecnie na 8 miejscu pod względem potwierdzonych przypadków zakażeń.

W jaki sposób kraj podszedł do walki z wirusem i jak to wpływa na lokalną gospodarkę?

Zaledwie tydzień temu napisałam post o tym, jak bardzo koronawirus zmieni nasze życie. Nie przewidziałam jednak dwóch rzeczy. Tego,

a)  jak bardzo moje przewidywania okażą się słuszne

b) że zmiany nastąpią tak szybko

Czytaj dalej Szwajcaria walczy z koronawirusem. Sytuacja w służbie zdrowia i w gospodarce

Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?

Świat się zmienia, właśnie teraz

W miniony poniedziałek Rada Federalna Szwajcarii ogłosiła na konferencji pełne „wyłączenie” kraju. Kto śledził w tym czasie niusy w swoim telefonie? A kto włączył radio lub telewizor? A może ktoś się dowiedział o zmianach dopiero z porannej gazety?

Koronawirus to nie tylko choroba, z którą walczy pół świata.

To wirus, który prawdopodobnie zmieni nasze zachowania społeczne szybciej, niż przypuszczaliśmy. Czytaj dalej Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?

Zasady Swiss-etykiety prosto i logicznie. Czy wiesz, kiedy popełniłeś faux-pas w Szwajcarii?

Co wypada, a czego nie wypada robić w Szwajcarii?

Jak się zachować, żeby nie wyjść na totalnego gbura?

Kilka podstawowych zasad Swiss-etykiety

W prawicy Twej dźwigasz ciężar honoru Szwajcarii

Pierwszy, podstawowy i kardynalny błąd w Szwajcarii, to salut typu żołnierz na warcie i trzymanie w prawicy czegokolwiek innego, niż dłoń witającego Cię Szwajcara. Porzuć Polaku odmęty spodni, rączki od teczki czy torby i wznieś swą pięciopalczastą prawostronną w mocnym uchwycie przywitania. Czytaj dalej Zasady Swiss-etykiety prosto i logicznie. Czy wiesz, kiedy popełniłeś faux-pas w Szwajcarii?

Dziękuję Państwu bardzo, mersi filmol czyli Polak po szwajcarsku a la Król

ksiązka o szwajcarii

Mersi filmol. To miał być taki ukłon w stronę dialektu szwajcarskiego. Francusko-niemiecka mieszanka ugrzecznionej, uprzejmiej Szwajcarii.

 

Tuż przed wydaniem dopadła go panika.

Sam nie wiedział, czego się bardziej bał – tego, że ludzie nie będą chcieli kupować jego książki, czy tego, że im się nie spodoba.

Ciekawe, czy będzie dużo hejtu? Bo to, że będzie jest prawie pewne. Pytanie tylko, czy mniej, czy więcej. Nauczył się już tego z polonijnych grup na fejsie. Pytanie o gruszkę czy pietruszkę, a tu 500 komentarzy, a co trzeci to: jak ci się nie podoba, to wracaj do Polski. Jak ci się tak w Polsce podobało, to po co wyjeżdżałeś do Szwajcarii? Czytaj dalej Dziękuję Państwu bardzo, mersi filmol czyli Polak po szwajcarsku a la Król

Moje dzieci są dwujęzyczne. A właściwie trójjęzyczne

dwujęzyczne dzieci w Szwajcarii

Moje szwajcarskie dzieci są trójjęzyczne.

Posługują się w miarę biegle i zrozumiale po polsku, włosku i po niemiecku.

W miarę biegle uwzględniając oczywiście ich wiek, bo jedno ma trochę ponad dwa lata, a drugie trzy i pół. O teorii względności z nimi nie porozmawiam, ale już o tym, co dzisiaj jadły na obiad i co nowego słychać u Misia Uszatka – jak najbardziej.

Chociaż, kto ich tam wie.

Może w żłobku rozmawiają z nimi po niemiecku o Einsteinie, w końcu mieszkamy w Bernie, które bardzo lubi się chwalić swoim najsłynniejszym obywatelem.

W każdym razie ja na pewno tego nie zrozumiem, bo w przeciwieństwie do moich dzieci nie znam dialektu berneńskiego. Czytaj dalej Moje dzieci są dwujęzyczne. A właściwie trójjęzyczne

Mam wyższe wykształcenie, jestem ekspertem, szukam pracy w Szwajcarii. Dlaczego Szwajcarzy nie zatrudniają imigrantek?

kobiety na rynku pracy w Szwajcarii

Artykuł zaktualizowany 13 września 2019. Oryginalnie ukazał się  na blogu  Auslanderka w Szwajcarii 11 stycznia 2019r. 

Czy w Szwajcarii są potrzebni eksperci z zagranicy?

Nie, wcale nie.

Jest ich tutaj tysiące.

Wysoko wykwalifikowani, dobrze wykształceni, z odpowiednią wiedzą i doświadczeniem.

Siedzą w kuchni, gotują obiad dla dzieci i zdaje się, że nikt ich w tym społeczeństwie nie zauważa.

Ekspertki, nie eksperci. Czytaj dalej Mam wyższe wykształcenie, jestem ekspertem, szukam pracy w Szwajcarii. Dlaczego Szwajcarzy nie zatrudniają imigrantek?

Śmierdzące jajo na wagę złota. O tym, co Berno zrobiło ze spadkiem, w którym łapki maczali bezpośrednio najwięksi zbrodniarze w historii.

Kolekcja Gurlitta w Bernie

Mili Państwo, dzisiaj będzie o gołych babach

O degeneratach, zniszczonych wojną ludziach, o złych nazwiskach i o tym jak polityka może wpływać na sztukę. Oraz o tym, jak  trudno 70 lat po wojnie osądzić jednoznacznie, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

Myślicie, że będzie o aktualnej sytuacji w Polsce, żołnierzach wyklętych i konflikcie z Izraelem i Ukrainą?

Otóż nie, ta historia dotyczy Szwajcarii. I tak jak w thrillerach Hitchcocka najpierw będzie trzęsienie ziemi, a potem napięcie wzrośnie.

A wszystko zaczęło się całkiem niewinnie od pewnego spotkania w pociągu z Zurychu do Monachium w 2010r.

 

Niemiecki strażnik celny zainteresował się starszym, dobiegającym do 80tki, dobrze ubranym panem, który przewoził w kopercie znaczną kwotę pieniędzy. Samo przewożenie gotówki przez granicę nie jest zakazane, ale starszy pan przyznał, że pieniądze uzyskał ze sprzedaży obrazu w Bernie. Padło podejrzenie o oszustwo podatkowe i dociekliwy celnik zapytał się wujka Google, co też ten wie o spotkanym pasażerze, niejakim panu Gurlitt. Czytaj dalej Śmierdzące jajo na wagę złota. O tym, co Berno zrobiło ze spadkiem, w którym łapki maczali bezpośrednio najwięksi zbrodniarze w historii.

Czego się musiałam nauczyć, jako matka szwajcarskiego dziecka?

Wychowanie dzieci w Szwajcarii

Moje dziecko zawsze jest brudne

Im bardziej deszczowy i ponury jest dzień, tym więcej moje szwajcarskie dziecko ma zabawy na najbardziej brudnym z możliwych placów zabaw. Takie jest przynajmniej założenie żłobków i przedszkoli.

Ogólnie przyjęta w narodowym referendum polityka prorodzinna mówi, że dzieci, aby się dobrze rozwijały muszą być brudne.

Do realizacji tego szczytnego celu służą oczywiście instrumenty ochronne takie jak kalosze i nieprzemakalne spodnie, ale i tak zdarzają się takie dni, kiedy z uśmiechem pełnym podziwu dla osiągnięć mojego berbecia żłobianka vel przedszkolanka mówi: Tak się dzisiaj dobrze bawił na placu zabaw, że był cały przemoczony, aż po pieluchę!

A ja, jako matka małego Szwajcara muszę pokazać, jaka jestem z tego dumna.

Z drugorodną było mi już łatwiej. Naprawdę?? Zjadała liście z ziemi? O, jak super!!! Tak, ja też uważam, że to słodkie.   Czytaj dalej Czego się musiałam nauczyć, jako matka szwajcarskiego dziecka?

Czy ja mówiłam, że nie znam niemieckiego? Ha! To już znam!

jak nauczyć się szybko niemieckiego

Jak najszybciej i najprościej nauczyć się niemieckiego?

4 miesiące popełniłam pewien wpis, w którym przyznałam się, że nie znam niemieckiego.

I posypały się na mnie z tu i owędzia gromy, że przecież ja znam niemiecki! Do kitu, bo do kitu, no ale znam!

Ja też co prawda nigdy nie twierdziłam, że nic nie umięę i nie rozumięę, tylko że znam do bani. Jak na mój wysoce zintelektualizowany poziom ambicji, to stanowczo za mało.

I właśnie z okazji Nowego Roku i dotrzymywania nigdy niedotrzymywanych noworocznych obietnic postanowiłam natchnąć wszystkich nieprzekonanych do swoich własnych planów i napisać post motywacyjny.

Żeby motywacji było zadość, oznajmiam wszem i wobec, że ZNAM NIEMIECKI. Ha!

Jak mi się to udało osiągnąć w tak krótkim czasie?

Ostatnim razem było o tym, jak się nie nauczyć języka, nawet jak się bardzo chce.

To tym razem będzie o tym, jak się go nauczyć, jak standardowe metody zawodzą. Coś tam jednak co nieco z tego dojcza sklecę, więc dziś podzielę się tajemną wiedzą, jak można się samemu uczyć języka obcego.

A najlepsze – uważajcie, na sam koniec. Czytaj dalej Czy ja mówiłam, że nie znam niemieckiego? Ha! To już znam!

O świętym Mikołaju, szwajcarskich zegarkach i wyprzedaży na odpustach. Jak się religijnie zreformowała Szwajcaria

Grudzień na przednówku, za oknem biało, więc najwyższy czas pomyśleć o prezentach dla rodziny. Dla siebie też, bo co będzie jak nam kolejną parę skarpet i majtek kupią.

Dzisiaj będzie więc post o kupczeniu.

Co powiecie na małe odkupienie win? Albo wyprzedaż grzechów? Może kilka dodatkowych lat w czyśćcu?

No niestety, na takie zakupy w Szwajcarii jest szlaban. A przynajmniej w mojej, protestanckiej części Szwajcarii. I to już od dobrych 500 lat, wszystko przez niejakiego Martina Lutra, średniowiecznego pastora. Nie mylić z Martinem Luther Kingiem (dla niezorientowanych – to też co prawda pastor, tyle że amerykański i taki bardziej dwudziestowieczny).

A więc tenże Martin Luter uznał, że sprzedawanie- w zamian za odpuszczenie grzechów –  kopytek osiołka ze żłóbka Jezuska lub też małej kości czwartego palca świętego Nepomucena to marketing rodem z mikołaja Coca-Coli, a nie zachowanie godne świątobliwych średniowiecznych mnichów, nie mówiąc już o biskupach. Spisał więc listę wszystkich To-Do i Not-to-Do w kościele katolickim i 31 października 1517 r. przybił swoje słynne 95 tezy na drzwiach kościoła w Wittenberdze, co by się ludziska dowiedzieli, iż pobłądzili i muszą wrócić na drogę praworządności. Tak w skrócie można by opisać początki reformacji, największego rozłamu w historii chrześcijaństwa.

A tak na marginesie, przyznać się bez bicia, kto w listopadzie słyszał w kościele w Polsce na kazaniu, że przypada właśnie 500-lecie protestantyzmu? Czytaj dalej O świętym Mikołaju, szwajcarskich zegarkach i wyprzedaży na odpustach. Jak się religijnie zreformowała Szwajcaria

Czy język może być uparty jak osioł? Dlaczego nie mogę się nauczyć niemieckiego?

jak się nauczyć łatwo niemieckiego

Co jest nie tak z tym językiem? Dlaczego nie mogę się nauczyć niemieckiego?

 

Za każdym razem, jak jestem w Polsce na wakacjach, to słyszę to samo zdanie:

Ty to już pewnie w tej Szwajcarii zostaniesz, co? Niemiecki znasz, pracę sobie dobrą znajdziesz, to po co masz do Polski wracać?

No i właśnie tutaj jest taki mały niuansik.

Bo ja wcale niemieckiego nie znam.

Więc o szukaniu pracy na lokalnym rynku nawet nie mam co myśleć.

Wiem, że zaraz znajdą się ekspaci, co powiedzą, że w korporacjach niemiecki nie jest konieczny i można dać sobie radę z angielskim, tylko że moje małe i kochane Berno tak trochę mało korporacyjne jest.

Dla tych, co nie w temacie – ekspaci to białe kołnierzyki przeniesione z ziemi nad Wisłą do ziemi pod Alpami.

Zazwyczaj na dobrze płatne kontrakty, werbowani u siebie w kraju, więc nikt od nich niemieckiego na dzień dobry nie wymaga.

To tak w skrócie rzecz ujmując – to nie ja.

Ja – to już mieszkam w Szwajcarii od dwóch i pół roku i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że po takim czasie powinnam już się z lokalsami dogadywać.

Więc uczę się tego niemieckiego i uczę i nie mogę się go nauczyć. W celu uniknięcia tak zwanych wielce pomocnych i dołujących rad w komentarzach od razu zaznaczę, co zazwyczaj jest zapisane małym drukiem na końcu strony: Czytaj dalej Czy język może być uparty jak osioł? Dlaczego nie mogę się nauczyć niemieckiego?