Szwajcaria neutralna, czy nijaka?

To nie będzie wpis o polityce międzynarodowej.

Chociaż, właściwie może trochę tak.

Ale bardziej będzie o tym, jak bardzo neutralność przeniknęła dusze Szwajcarów.

To jednak trochę o polityce

Na początek troche faktów. Szwajcaria jest neutralna – to wie każdy. Ba, to pierwsze neutralne państwo na świecie, którego niezależność została uznana przez inne państwa. Dokładnie rzecz biorąc Szwajcaria jest neutralna od 1815r., od czasów Kongresu Wiedeńskiego.

Wtedy Helweci zdecydowali – a sąsiadujące z nimi mocarstwa się zgodziły, że waleczni alpejscy górale nie będą brać udziału w walkach i opowiadać się po żadnej ze stron.

Idea szlachetna, myśl czysta, wykonanie? No nie wiem…

Nie drażnij lwa

Polakom neutralność Szwajcarii kojarzy się głównie z oazą spokoju na ocenie II wojny światowej – małym punkcikiem na mapie Europy, do którego każdy pragnął uciec, aby schronić się przed wojenną pożogą.

Brzmi idealnie, tylko że neutralność Szwajcarii polegała głównie na tym, żeby… nikogo nie wpuszczać. Bo neutralność to nie tylko nie mieszanie się w sprawy innych. To przede wszystkim dbanie o własne interesy. To nie tak, że pomagamy wszystkim, którzy maja problemy, ale sami się przy okazji nie angażujemy.

W czasie wojny Szwajcaria była otoczona przez państwa Osi. Przyjmowanie znacznej rzeczy uchodźców niezgadzających się z linią polityczną Hitlera i Mussoliniego – lub na przykład żołnierzy uciekających z okupowanych państw – mogłoby się łatwo zakończyć oskarżeniem Szwajcarii o sprzyjanie wrogom Rzeszy. A stąd już mały krok do tego, aby Szwajcaria została pożarta przez nazistowską falę.

I tyle by zostało z jej neutralności.

Obiektywnie rzecz biorąc Szwajcarzy bardziej ustępowali Hitlerowi, niż mu się sprzeciwiali. Trzeba oddać prawdę sprawiedliwości, że trochę nie mieli wyjścia, więc wybrali drogę środka – nikomu nie pomagamy, nikogo nie wspieramy.

Dlatego dziś Szwajcarzy – chociaż ciężko im przełknąć gorzką pigułkę, że zamykanie granic przed cywilnymi uciekinierami było mało szlachetne- mówią wprost: chronilismy tylko swój własny kraj. Trudno, ale tego wymagało dobro narodu.

Ostatni do bitki, pierwsi do… armii?

Zdziwiłby się ktoś, gdyby zasugerował, że Szwajcarzy nie lubią wojskowości. Armia szwajcarska jest na bardzo wysokim poziomie, świetnie wyposażona i obowiązkowa dla dorosłych obywateli. Co więcej, Szwajcarzy sami w referendum przyznali znaczne środki na modernizację armii, która… się nie bije.

Nie bije się, ale musi bronić kraju. Świetnie wyszkolona armia ma chronić wypracowaną neutralność, gdyby powstało jakiekolwiek zagrożenie. Stare dobre powiedzenie mówi, że żeby zostać w Szwajcarii generałem, trzeba nie dopuścić do wojny. W 1847 do wojny domowej nie dopuścił Guillame Henri-Dufour (po tym wydarzeniu powstała w 1848 r Konferedarcja Helwecka), a w 1870 Hans Herzog pilnował, aby żaden z kantonów nie stanął po jakiejkolwiek stronie w wojnie francusko-pruskiej. Conrad Wille trzymał Szwajcarię z dala od I wojny światowej, a Henri Guisan – z dala od drugiej. Takim sposobem Szwajcaria dorobiła się tylko czterech generałów.

Powiedziałabym nawet, że szwajcarska neutralność powstała po to, aby chronić kraj przed… Szwajcarami

W niemiecko-francusko-włoskjęzycznym tyglu katolików i protestantów nie trudno o podpalenie lontu. Szczególnie, jak wokół sąsiedzi próbują wiecznie przeciągnąć co poniektórych na swoją stronę. Szwajcarskie kantony różniło – i nadal różni – bardzo wiele. Decyzja o neutralności gwarantowała im samym, że nie będą sobie skakali do gardeł, wspierając każdy innego z sąsiadów.

Ciężkie podwaliny pod zjednoczenie kraju.

Neutralność w sercu

Ta neutralność wryła się głęboko w serca i dusze Szwajcarów. I to nie tylko na poziomie międzynarodowym, ale też międzyludzkim.

Neutralność to tak na prawdę droga środka.

„JaEin” – i tak, i nie, „to zależy”, „tak szybko jak możliwe, tak wolno jak konieczne”, „ciężko powiedzieć” – to typowe stwierdzenia w Szwajcarii. Ciężko tu podjąć stanowczą, szybką decyzję. Balansowanie na huśtawce niezdecydowania. Ciężko iść na ustępstwa jednej części społeczeństwa, wywołując frustracje u innej.

Neutralność połączona z federalizmem, olbrzymią suwerennością kantonów oraz wrodzoną ugodowością Szwajcarów powoduje, że ten kraj jest… taki mało stanowczy. Wszystko musi być przemyślane, przedyskutowane, oparte na kompromisie – jednocześnie takie, żeby nie urazić żadnej ze stron.

Pierwszy przykład prosto z góry do Rząd Federalny. Grupa 7 osób z czterech największych partii politycznych, która nie dość, że decyzje musi podejmować kolegialnie – a każdy z nich jest odpowiedzialny za inny sektor – to jeszcze wobec obywateli musi zawsze mówić jednym głosem. Podziały pozostają wewnątrz gabinetów, wobec społeczeństwa stoimy jednym murem.

Stereotypy, które z łatwością przypisujemy Szwajcarom dają się łatwo usprawiedliwić ich wewnętrznie odczuwalną neutralnością. Kto używa tu niemieckiego wie, że Szwajcarzy do perfekcji opanowali używanie trybu przypuszczająco – proszącego.

Czy mogłabym ewentualnie kopnąć Pana w kolano ? Poprosiłabym chętnie o rachunek, gdyby Pan był tak miły i znalazł czas na przyniesienie mi go. Może Pani usiąść, ale będzie mi miło, gdyby uczyniła to Pani z przyjemnością. Tak, żeby przypadkiem nikogo nie urazić swoją bezpośredniością. Czegoś wymagam, ale nie tak, żeby to zabrzmiało jak żądanie.

Podobnie jest z odpowiedziami. Ciężko tu usłyszeć jednoznaczne „nie masz racji”, „jest inaczej, niż mówisz”, „ale…”. Ton wypowiedzi jest wyważony, bez negatywnych emocji.

Wewnętrzną neutralność Szwajcarów (złośliwi powiedzieliby nieumiejętność podjęcia decyzji) można było bardzo łatwo zaobserwować w czasie panującej od roku pandemii.

Szwajcaria była jednym z ostatnich państw w Europie, która ogłosiła lockdown w czasie pierwszej falii. To tutaj niespotykane, żeby decyzja zapadała bez konsultacji lokalnych, odgórnie, narzucona przez berneński rząd. I o ile w marcu 2020 r. była ona podyktowana wyjatkową sytuacją i nie wzbudziła protestów w społeczeństwie, o tyle w listopadzie – w samym już epicentrum drugiej fali – była o wiele trudniejsza do podjęcia.

Rząd nie chciał podejmować decyzji za kantony – bo przecież kantony mają prawo samostanowienia. Kantony nie chciały podejmować decyzji – żeby nie drażnić lwa ukrytego u swoich własnych obywateli. Jedni chcieli, ale trochę się bali. Inni nie chcieli, więc czekali na decyzje podjęte gdzieś indziej. Taka wewnętrzna przepychanka, czyich interesów mamy bronić bardziej. W czyje sprawy nie będziemy się bardziej mieszać.

I stąd decyzje drogi kompromisu. Dlaczego w środku szalejącej pandemii Szwajcaria nie zamknęła szkół? Dlaczego zostawiła otwarte stoki narciarskie, mimo że cała Europa solidarnie je zamknęła? Nakazała maseczki w komunikacji, ale nie na otwartej przestrzeni? To typowa polityka szwajcarska. Nie nadepnąć za bardzo na odcisk – tylko tyle, ile się musi. Trochę tak, trochę nie. Zamykamy, ale nie do końca. Jednym przywalimy, ale drugim odpuścimy.

Pamiętajmy, jak funkcjonuje rząd – interesy turystyki nie mogą stać ponad interesami szkolnictwa czy służby zdrowia. Z kolei interes służby zdrowia nie może przechylać się na niekorzyść gospodarki. Suma sumarum decyzja ze strony rządu jest tylko jedna, wspólna.

To jak już wyłożyłam kawę na ławę, dlaczego Szwajcarzy w życiu codziennym są tacy neutralni, to włożę łyżkę dziegciu pytaniem – Czy na pewno są nadal neutralni na poziomie międzynarodowym?

Szpiedzy z krainy świstaków

W teorii kraj neutralny nie wstępuje w sojusze militarne ani nie jest członkiem organizacji międzynarodowych. Tak trochę, znaczy się, bo też nie do końca.

Od 2002r. Szwajcaria jest członkiem ONZ – co zostało oczywiście przegłosowane i zaakceptowane w krajowym referendum. Nie będę się czepiała przynależności do skostniałej nieco organizacji, w końcu są tam prawie wszystkie państwa świata, więc ciężko powiedzieć, że się z kimś konkretnym spiskuje. Choć i tak wiadomo, kto rządzi.

Natomiast – tak na szybko postawione pytanie – z kim współpracuje Szwajcaria, co byście odpowiedzieli?

Białoruś? Korea Północna? Może Meksyk albo Trynidad i Tobago?

W styczniu 2020 r. neutralność Szwajcarii zatrzęsła się w posadach za sprawą tzw. Cryptoleaks. Otóż mała (w sumie) szwajcarska firma z kantonu Zug, Crypto AG, opanowała międzynarodowy rynek maszyn szyfrujących. Takich, co się używa w komunikacji między rządami sojuszniczych państw, żeby opracować nieznaną wrogim – lub innym – państwom strategię działania. Takich też, które używane były podczas negocjacji największych światowych kryzysów XX wieku. Szwajcarska firma wykorzystywała przy tym wizerunek neutralnego państwa, przez co udawało jej się sprzedawać urządzenia szyfrujące jako mocno wiarygodne i niemożliwe do złamania.

Tymczasem Crypto AG od początku było przyczółkiem amerykańskiego i zachodnioniemieckiego wywiadu. Urządzenia szyfrujące były tak instalowane, żeby CIA i BND mogły je „podłuchiwać”. Dzięki temu znane były szczegóły tajnych rozmów światowych przywódców, co w czasach zimnej wojny dawało Amerykanom nieocenioną przewagę.

Przez cały rok komisja śledza badała, czy rząd i parlament wiedział o tajnej działaności Crypto AG. Czy szwajcarskie służby specjalne wiedziały „po cichu” co się dzieje, czy też aktywnie w tym uczestniczyły. Nie udowodniono, iż wszystko odbywało się za niemą zgodą władz, mimo, że wydaje się mało prawodpodobne, aby Ministerstwo Obrony nie znało działań agencji wywiadu.

Neutralna Szwajcaria, a tu taka współpraca na boku? A fe….

Zainteresowanym szpiegowskimi historiami polecam artykuł i film przygotowany przez szwajcarską telewizję.

A co z tą Unią?

To teraz kolejny wciągający temat – stosunki Szwajcarii z Unią Europejską. Chociaż Szwajcaria nie jest członkiem Unii ( o czym często wielu osobom zdarza się zapominać), to jest otoczona przez państwa unijne i łatwo z tego sąsiedztwa się nie wyplącze.

Szwajcarzy bronią się przed Unią rękami i nogami. Wołami by ich nie zaciągnęli, tak bardzo bronia swojej niezależności. I to mimo, że rząd usiłował ich przez wiele lat przekonać do czegoś całkiem odwrotnego. Szwajcaria podpisała z Unią Europejską szereg umów o wpółpracy bilateralnej – i w praktyce ma wiele praw i obowiązków takich samych, jak państwa członkowskie. Tyle, że każdą umowę trzeba ratyfikować oddzielnie. Więcej o „skomplikowanych” relacjach Unii i Szwajcarii możecie przeczytać na blogu I’m not Swiss.

Dlaczego Szwajcarzy tak bardzo nie chcą się związać z Unią, mimo że – tak na prawdę już są z nią związani?

Właśnie przez głębokie poczucie neutralności. Szwacjarzy nie lubią, jak im ktoś narzuca przepisy. Wolą do wszystkiego dochodzić sami, latami wypracowując kompromis i zadowalając 51% społeczeństwa.

Dlaczego akurat 51%?

Tak bardzo popularne w Szwajcarii referenda bardzo często kończą sie wynikiem tuż ponad 50%. Czasami o wygranej lub przegranej decyduje nawet kilkanaście tysięcy głosów. Przy wyniku rzędu 55-56% mówi się już o „druzgocącej porażce przeciwników”.

Połowa społeczeństwa na tak, połowa na nie. Nie ma radykalizmu, nie ma nagłej zmiany układu sił. Rewolucja to nie tu, my lubimy tak po środku.

Ot, typowa neutralna Szwajcaria.


Więcej o podziałach katolickich i protestanckich Szwajcarów można przeczytać w poście O świętym Mikołaju, szwajcarskich zegarkach i wyprzedaży na odpustach. Jak się religijnie zreformowała Szwajcaria

Jedna odpowiedź do “Szwajcaria neutralna, czy nijaka?”

Leave a Reply