Święty Gotthard wpadł do czarnej dziury

Dzisiaj w Szwajcarii wielkie święto. I nie, wcale nie chodzi o Dzień Dziecka, bo go tu wcale nie celebrują. Widać, za dużo dzieci mają i już im się nie opłaca komercji napędzać z tego powodu. Imigranci zawsze chętnie sypną nowym przychówkiem, wiem coś sama na ten temat. Tak więc dziś do zabawy z okazji wcale nie Dnia Dziecka Szwajcaria zaprosiła kilka mądrych i mniej mądrych, za to znanych głów, jak niemiecka głowa pani kanclerz Merkel,  holenderska głowa Francanda (vel francuska głowa Hollanda, nigdy nie pamiętam), czy też makaronowa głowa Renzi. Szwajcarzy – jak wiadomo – to jajcarze nad jajcarzami, więc wszyscy się będą dziś razem bawić w otwarcie wielkiej czarnej dziury. Wielka, bo ma 57 km długości, a czarna – bo 2300 m pod górą. Żeby się pod tą górą nie pogubili, to im światełka, a przy okazji mnóstwo elektroniki zainstalowali, i jeszcze szyny wzdłuż poprowadzili, żeby wiedzieli, gdzie wejść, a gdzie wyjść. Jak już te szyny tam leżały, to ktoś mądry wpadł na pomysł, że właściwie to można by było po nich puszczać pociągi. I od tej pory zamiast majestatycznie wspinać się naokoło po Św. Gotthardzie w górę, po to żeby się po drugiej stronie naokoło spuszczać w dół, włoskie Popędoliły i inne bombardierskie Intercity będą do siebie mrugać w tunelu po linii prostej z prędkością 250 km/h.
Jak ktoś myślał, że warszawskie metro długo planowali, to się zdziwi. Przerżnąć Gottharda wzdłuż chcieli już w 1947 r, tylko tu jakieś kryzysy gospodarcze, tam protesty i w ogóle się dogadać nie mogli – normalka w sumie. W końcu 17 lat temu zaczęli się pukać w te swoje szwajcarskie zegareczki, że czas tik- tak- tik-tak, a tunelu ni widu,ni słychu i wzięli się do roboty. Przy budowie II linii metra stołeczna Marysia razem z koleżanką tarczą Anią poruszały się w tempie 100m na 2 tygodnie przez warszawskie podziemne błota i iły. Helwecka Helwetia (chyba jej oficjalnie nie nazwali? A szkoda…) w takim tempie to by do Włoch za 3 stulecia nie zajechała. Zresztą taka napasiona szwajcarskimi serami to by się nawet pod Wisłą nie zmieściła. No, ale jak chce się mieć najdłuższy i najgłębiej położony tunel świata, to bez 410 -metrowej wiertarki ani rusz.
Na zabawę w kolejkę górską dla politykierów i oficjałków przewidzieli całe 3 dni, szwajcarski i imigrancki plebs będzie się mógł pobawić w chowanego w tunelu dopiero w najbliższy weekend. Wszyscy się mają cieszyć, a co. Jak już ponad 12 miliardów  wydali na budowę, to kolejne parę frankoli na huczną bibę w całym kraju można dorzucić. Nie tylko ci przytunelowi Tesyńczycy i Uri…owcy? Urijczycy?, ale za państwową kolejową kasę będą się radować też Berneńczycy, Genew-czycy, Argow-czycy, Biel-czycy, Zurych-czycy i Wintertur-czycy. Albo – ianie. Albo- owcy. Polska język, trudna język.
I jak to za dawnych, dobrych, socjalistycznych czasów bywało, otwarcie – otwarciem, wstęga i fanfary muszą być, ale pociągi nową trasą pojadą dopiero od grudnia. Za dużo czasu nadrobią w tym tunelu, potem trzeba będzie swoje odstać na granicy z Włochami, bo się jeszcze Italiańcy nie pozbierają z nowym rozkładem jazdy, więc już lepiej wrzucić wszystko w standardową zmianę europejskich pociągów w grudniu. Jak coś się rypnie, to będzie można zwalić, że co roku się i tak rypie, więc to nie wina Gottharda. PKP na przykład będzie miało świetną wymówkę. Już nie „sorry, taki mamy klimat”, tylko pociąg relacji Szczecin- Gdańsk utknął w śniegu z powodu otwarcia tunelu Gottharda. I git.
Chcecie zobaczyć, jak się jedzie wielką czarną dziurą?

W ogóle z tym Gotthardem same problemy są. Jakby nie było, to najkrótsza droga z północy na południe Europy. Tylko taki jeden problem – Alpy se wzięły i wyrosły. I albo je górą, albo naokoło, albo dołem. Inaczej się nie da. Niemcy i Włosi i innej maści narody się pchają w te i wewte, a Szwajcarzy kombinują i kombinują, jakby tu przejazd usprawnić, ale nie podeptać przy okazji ciężarówkami i TIR-ami tych ich pięknych Alp. Kiedyś było prościej – samochodem można było przejechać tylko górami przez przełęcz. A że w górach zimą lubi padać śnieg, to się Gotthard na sen zimowy zamykał i szukaj sobie człowieku innych serpentynek. To teraz pytanie za 100 punktów, kiedy się budzi na wiosnę po zimowej przerwie. A to zależy. Czasami już w kwietniu przejadą spychaczami przez śnieg, czasami dopiero w lipcu, jak się Gotthard zbiesi i  ani du du nie popuści z lodowej skorupy. Czasami – jak to w tym roku – już, już się lisek witał z pierwszymi przejeżdżającymi gąskami a tu w maju sypnęło śniegiem i Gottharda zamknęli.

1 / 7

Tunel dla samochodów pod Gotthardem też już zbudowali. Jako makietę tego dla pociągów. Ten samochodowy ma tylko 16 km czarnej dziury, za to autostrada po obu stronach się wdzięcznie urywa i przez tunel oferuje tylko po jednym pasie w każdym kierunku, przez co napaleni turyści weekendowi czekają w kilkukilometrowych korkach. Teorie spiskowe mówią, że… Dobra, na jeden wpis jeden tunel wystarczy. O teoriach spiskowych tunelu samochodowego innym razem.
Hoop Schwiiiz!
 
 
 
 
Exit mobile version