Zagraniczne adopcje – szwajcarski skandal

Na ratunek dzieciom

Dzieci leżały na podłodze jedno przy drugim. Brudne, często nagie lub nieprzebrane przez wiele godzin. Kraj, w którym panowała wojna domowa, pogrążony był w chaosie. Tysiące dzieci zostały sierotami, bądź też były porzucane przez swoich biologicznych rodziców.

Rodzice adopcyjni z państw Europy zachodniej wiedzieli, że robią słusznie. Bez ich pomocy te dzieci nie miałyby szans na przeżycie. 

W latach 80-tych i 90-tych zagraniczne adopcje z terenów objętych konfliktami, czy skrajnym ubóstwem były bardzo często spotykane. „Boom adopcyjny”, wychodzący na przeciw pragnieniom bezdzietnych, bogatych rodziców. Szwajcaria nie należała do wyjątków, trafiły tu dzieci m.in. ze Sri Lanki, Libanu, Indii, czy Korei Południowej. W latach 1980-2000 trafiło w ten sposób do Szwajcarii około 14 tysięcy dzieci.

Rodzice adopcyjni oglądali zdjęcia fatalnych warunków, w jakich przebywały porzucone dzieci. Nie mieli wątpliwości, ani tym bardziej wyrzutów sumienia, że wywożąc ich z kraju pozbawiają przynależności do własnej kultury, do własnych korzeni. Nie zwracali również uwagi na to, co właściwie było wpisane w dokumentach adopcyjnych.

… Nielegalny handel dziećmi?

Jest też druga strona tej historii.

Dokumenty fałszowane i niekompletne. Brak danych o narodzeniu, miejscu zamieszkania.  Dzieci odbierane matkom tuż po narodzinach. Zmieniona tożsamość, obcy ludzie udający rodziców, dane urodzeniowe dziecka nijak mające się do rzeczywistości.  Proceder na olbrzymią skalę, bardzo lukratywny interes.

Władze szwajcarskie, które były uprzedzane o wątpliwych działaniach ośrodków adopcyjnych, a mimo to akceptujące bez wahania i zastanowienia absurdalne dokumenty, nie kontrolujące sytuacji.

Zmory historii wychodzą z szafy

Skandal wybuchł, kiedy duński reporter nakręcił dokument o skradzionych i adoptowanych dzieciach ze Sri Lanki. Wkrótce okazało się, że podobny los spotkał tysiące dzieci, mieszkających obecnie w Europie. W listopadzie 2017r. podobny dokument o losach dzieci w Szwajcarii wyemitowała stacja RFS. Dla wielu Szwajcarów obcego pochodzenia był to szok. Zaczęli się zastanawiać, czy również oni zostali nielegalnie odebrani swoim rodzicom.

Dzisiaj dorośli już ludzie próbują się dowiedzieć prawdy i poznać swoje prawdziwe losy oraz odnaleźć biologicznych rodziców.

Bezdzietne pary ze Szwajcarii wspierały handel dziećmi

Nieświadomie.

Adopcje przeprowadzały prywatne ośrodki adopcyjne, działające legalnie za przyzwoleniem władz kantonalnych. Dzieci dostawały szwajcarskie dokumenty na bazie tych wystawionych przez lokalne władze. Legalnie opuszczały jeden kraj i legalnie otrzymywały obywatelstwo innego.

Legalnie, bo nikt nie sprawdzał wiarygodności tych dokumentów.

Na miejscu w proceder zamieszani byli adwokaci, lokalni urzędnicy, lekarze i położne w szpitalach.

Dzisiaj, zszokowani prawdą rodzice adopcyjni czują się oszukani i uwikłani w wielkie kłamstwo. Zdjęcia biednych, porzuconych dzieci miały wzbudzić w nich współczucie. Biznes na masową skalę, doskonale opłacany.

Mają również pretensje do szwajcarskich władz i częściowo obarczają je odpowiedzialnością. Z ich punktu widzenia adopcje nie były nielegalne. Jako rodzice adopcyjni musieli spełnić odpowiedni warunki, całe ich życie było dokładnie prześwietlone. Wierzyli, że władze – legalizując adopcje – czynią podobnie po drugiej stronie.

W poszukiwaniu korzeni

Adopcyjni rodzice mieli dobre chęci, ale dorastający Azjaci często odczuwają potrzebę odkrycia swoich prawdziwych korzeni – skąd pochodzą, kim byli ich biologiczni rodzice, dlaczego oddali ich do adopcji.

Młodzi zaadoptowani Szwajcarzy mają duże trudności w odkrywaniu prawdy. Szwajcarskie władze dysponują niekompletną dokumentacją, niekiedy wystawianą na zupełnie inne dane osobowe, n.p. dane matki inne w dokumentach adopcyjnych, niż w dokumentach migracyjnych.  Zdarzają się też dokumenty z datą poprzedzającą narodziny dziecka.

Te rozbieżności jednak nie prowokowały władz do kwestionowania ich legalności i żądania od ośrodków adopcyjnych lub innych państw uzupełnienia i skorygowania danych.

Odpowiedzialność władz szwajcarskich

Wiele wskazuje na to, że władze szwajcarskie wiedziały o nieprawidłowościach przy procesie adopcji, ale nic z tym nie zrobiły. Jedną z osób pośredniczących w nielegalnych adopcjach była Alice Honnegger z kantonu St. Gallen. Tylko dzięki jej działaniom, w Szwajcarii przebywa ponad 250 dzieci ze Sri Lanki. Mimo, że jej działalność nie spełniała prawnych wymogów, przez lata dostawała zgodę na przeprowadzanie zagranicznych adopcji. Kanton nie wypełniał swoich obowiązków kontrolnych.

Jednocześnie, władze kantonu są świadome, że w posiadaniu fundacji założonej przez Alice Honneger jest szereg dokumentów z czasów tamtych adopcji. Dokumentów, do których dostępu domagają się zaadoptowane dzięki niej dzieci – bez skutku. Władze uznają, iż fundacja jest organizacją prywatną i ma prawo samodzielnie dysponować archiwum adopcyjnym. Adoptowane dzieci nie mają praw.

Szokujące są również dokumenty znajdujące się w państwowych archiwach na temat adopcji z ogarniętego wojną Libanu. W 1988 r w korespondencji między ambasadą Szwajcarii w Libanie a Bundesamt für Ausländersfragen opisany jest proceder nielegalnego handlu – które konkretnie szpitale bądź też lekarze są zamieszani, ile kosztuje i jak wygląda taki proces. Już wtedy było wiadomo, że noworodki są odbierane matkom tuż po porodzie, a w dokumentach dziecka często wpisuje się od razu dane rodziców adopcyjnych.

Proces legalizacyjny adopcji wspierały dwie libańskie instytucje kościelne, których celem była „pomoc w wywiezieniu dzieci z ogarniętego wojną kraju”.  To, w jaki sposób adopcyjni rodzice dostali dzieci, czy też jakie były prawdziwe dane osobowe matki (lub rodziców) – nie było kwestionowane.

Brak prawa do tożsamości

Kto jest właściwie winny bałaganowi, jaki jest w oficjalnych dokumentach i akceptowaniu takich oczywistych błędów? Kantony? Federalne władze sądownicze? Ośrodki władzy przerzucają się między sobą odpowiedzialnością.

Co więcej, w wydanym przez Bundesamt für Ausländersfragen w 1982r piśmie władze federalne stwierdzają jasno, że prawdziwa tożsamość dzieci nie zawsze jest znana, czy też potwierdzona. Dlatego też używane są często dane, które są sprzeczne. Jednocześnie sprawa identyfikacji uznana jest za nieistotną, jako że tożsamość dzieci zostanie w przyszłości określona dokumentami wydanymi przez władze szwajcarskie.

Szwajcarski paszport jest ważniejszy, niż tożsamość kulturowa.

 

Źródła:

Swiss Info: Sri Lankas In Switzerland demand justice

SRF: Internationale Adoptionen – ein Schweizer Skandal

 

Więcej o czarnych stronach Szwajcarii można przeczytać:

Niechciani ludzie, moralni degeneraci. Ciemna strona szwajcarskiej administracji

Brudna czekolada, brudna woda, zabijane zwierzęta, zatrute jedzenie. Na ile szwajcarskie koncerny są odpowiedzialne za swoje produkty?

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz