Co stereotypowy Polak wie o Szwajcarii?

kroliczek Lindt

Kiedy spytać się przypadkowego Polaka, z czym kojarzy mu się Szwajcaria, odpowie pewnie, że z czekoladą Milka, bankami i zegarkami.

To najbardziej klasyczne stereotypy o Szwajcarii.

Chcecie się z nimi zmierzyć?

1. Fioletowa krowa i świstak zawijający w sreberka

Auć. Będzie bolało. Mocno.

Wiem, że ta wiadomość spowoduje palpitacje serca i bezsenność na kolejne dwie noce, ale fioletowa krowa nie jest szwajcarska. Co gorsze, świstak zawijający w sreberka też nie. Czytaj dalej Co stereotypowy Polak wie o Szwajcarii?

Puknij się w łeb człowieku czyli jak ciężko wzdychają Szwajcarzy, gdy słyszą o sobie stereotypy

Stereotypy o Szwajcarach

Polacy piją wódkę na śniadanie, a w Warszawie po ulicach chodzą polarne niedźwiedzie.

Co tam jeszcze?

Ach, no słynny kawał z Niemiec: Jedź do Polski na wakacje, twój samochód już tam jest.

Taaa… wszyscy uwielbiamy stereotypy, szczególnie jak nie dotyczą nas.

A co tam mamy o Szwajcarach? Że są nudni, uporządkowani jak w szwajcarskim zegarku i mają fioletowe krowy.

Muszę przyznać, że im dłużej mieszkam w Szwajcarii, tym coraz trudniej przychodzi mi patrzeć na ten kraj z dystansem.

Stereotypy się weryfikują, Szwajcarzy normalnieją, tylko te krowy czekają za każdym rogiem. Nie, wcale nie fioletowe. Normalne, mućkowate.

Jak myślicie, co najbardziej wkurza Szwajcarów? Krótka lista stereotypów, z którymi borykają się Helweci. Czytaj dalej Puknij się w łeb człowieku czyli jak ciężko wzdychają Szwajcarzy, gdy słyszą o sobie stereotypy

Co ja tu robię? #12 Pierwiosnki, pierwiastki, pierwsze koty za płoty

Uniwersytet blogowania się kończy. I dobrze w sumie, bo nie nadążałam z tymi pracami domowymi. Dobra, przyznam się, skończył się tak na prawdę dwa tygodnie temu. Dzisiaj już ostatni post z tej serii. Czas na blogowy rachunek sumienia. Akurat dobrze się składa, bo:

 
Nie chodzi o to, że po tym uniwersytecie jestem już całkiem odjechana jak kosmici, tylko że właśnie nam z frankiem szwajcarskim stuknął pierwszy rok, odkąd zaczęliśmy chodzić na randki. A dzisiejsze zadanie na uniwersytecie polega na zaplanowaniu przyszłości bloga w oparciu o to, co nasze śledzie vel followersi czytają na randkach najchętniej. Potem wystarczy już tylko systematycznie co miesiąc/co tydzień o tym pisać. Bez wymówek, że nie mam czasu, że się muszę bawić w lokomotywę, odrabiać niemieckie Konjuktivy lub inne takie włoskie Subjonktywy. Tylko co tu wybrać? To może ciekawe miejsca w Szwajcarii do zwiedzenia. Tak raz na miesiąc, dajmy na to 15-ego. Trochę się już tego zebrało, o Gruyere, Bernie, śladami Jamesa Bonda. Albo o zakręconych ludkach, co im przyszło żyć pod alpejską gwiazdą. Tylu ich ciekawych po świecie chodzi i pływa. O Einsteinie już było. O Narutowiczu też. A tu jeszcze Roger Federer, Mario Botta, H.R. Giger w kolejce czekają.  To ich też raz na miesiąc wrzucimy w kalendarz, może na 23- ego. A jeszcze kultura i sztuka, bo to przecież blog z misją, pod strzechy trzeba upychać tę nieznaną helwecką spuściznę. Dadaizm nie wystarczy, było też już co prawda o paradzie miłości w Zurychu i o tahitańskich pannach na wydaniu, ale przydałoby się może o Paul Klee, albo o takim fajnym muzeum dla dzieci w Ticino, Museo in Erba. Nie, muzeum dla dzieci będzie w cyklu o tym, co można superanckiego robić z dziećmi w Szwajcarii. To kultura niech ich do kalendarza na 5-ego, a dzieci – na sam koniec, na 30-ego na przykład. Luty będzie poszkodowany, bo nie ma 30-ego. I jeszcze o kuchni, bez czekolady nie dam rady. I o Szwajcarach. I tak ad hoc, co mi przyjdzie do głowy. To wyjdzie razem tych postów w miesiącu… za dużo. Jak to poetycko stwierdziła niedawno jedna z moich śledzi na fejsie: Super blog, ale co za dużo, to i świnia nie przeżre. W sumie racja. Plan A nie wypalił.
To w takim razie trzeba inaczej, tak po szwajcarsku. Na scenę wkracza plan B. Kalkulatory w dłoń, statystyka od zawsze była najbardziej ulubionym i najmniej nudnym przedmiotem wszystkich studentów, więc pójdzie gładko. Co najchętniej czytają Polacy na polskim blogu o Szwajcarii?
W ciągu ostatniego roku najchętniej czytanymi randkami były  – ta ram ta dam….

  1. 8 oznak, że w Szwajcarii nadal jestem Polką
  2. 10 oznak, że jesteś już Szwajcarem
  3. Wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, czyli co stereotypowy Polak wie o Szwajcarii
  4. James Bond na szwajcarskich wakacjach

No i git. Wychodzi na to, że Polacy najbardziej lubią czytać o Polakach. To trochę kiepsko rokuje dla bloga o Szwajcarii. Dobrze, że chociaż ten 007 Bond ratuje statystykę. No nic, zostaje mi chyba jednak plan A do realizacji. Z tym, że będzie bardziej polski niż szwajcarski, trochę ułańskiej fantazji sobie zostawię, co mi przyjdzie na myśl pod perukę, to napiszę. Czekajcie, a się przekonacie.
A na koniec statystycznie najczęściej pojawiające się kraje, do których udał się frank na randki. Nie, to by było za banalne. Wiadomo, że Polska i Szwajcaria. To w takim razie te z drugiego krańca listy – najrzadziej: Arabia Saudyjska, Malediwy, Tajlandia, Czechy, Słowacja (a tym co się nie podoba? W końcu po polsku też zrozumieją.) Katar (na zdrowie), Aruba i Barbados (Barbados???). I jeszcze Korea Południowa. Dobrze, że nie Północna.
W sumie czytaliście nas już ponad 10.000 razy. Dziękujemy i zapraszamy z frankiem na kolejne randki. W prezencie i na zachętę małe video. Też go nie rozumiem, ale czym więcej razy go oglądam, tym bardziej się śmieję. Może to jest recepta na udany blog.  Aloha! (to dla tych z Barbadosu).

 
 
 
 

8 oznak, że w Szwajcarii nadal jestem Polką

Jak przetrwać w Szwajcarii
Wir sind Schweiz. Jesteśmy Szwajcarią. Też bym sobie taki fajny rowerek kupiła, a tu ze mnie ta polskość wyłazi i wyłazi.

Szwajcara rozpoznać na ulicy dość łatwo (10 oznak że jesteś już Szwajcarem), a po mnie od razu widać, że jestem obca, bo:

  1. Macham łapami

Jakoś nie mogę się do tego przyzwyczaić, że na przejściu dla pieszych kierowcy postrzegają mnie jako zjawiskową istotę i zawsze się zatrzymają, żeby sobie popatrzeć jak przechodzę. W ramach odruchów dobroci próbuję Czytaj dalej 8 oznak, że w Szwajcarii nadal jestem Polką

Fryderyk Chopin był Francuzem, czyli czego stereotypowy Polak nie wie o Szwajcarii

Zermatt, autobus elektryczny

O czym my, Polacy powinniśmy wiedzieć, a wcale nie wiemy.

Nieznane fakty o Szwajcarii

Berno ulica Kramgasse
Berno

1. Stolica Szwajcarii to Zurych

Nie, a może jednak Genewa?

Surprise, surprise, jednak nie Zurych i nie Genewa, bo Berno. W Szwajcarii jest Berno? To Brno na Słowacji? Nie, to Berno w Szwajcarii.

Mało osób kojarzy nie tylko jaka jest prawdziwa stolica Szwajcarii, ale że w ogóle jest takie miasto.

Zurych to stolica biznesu i bankowości, Genewa – zegarków i organizacji międzynarodowych.

A Berno jest malutkie i słodkie, takie średniowieczne i nie lubi się chwalić tym, co ma najlepsze.

Natomiast ma zdecydowanie jedną zaletę nad pozostałymi: Jest na tyle małe, że można je przejść na piechotę. Ewentualnie przejechać wzdłuż i wszerz jedną linią tramwajową.

Zurych
Zurych

2. Trójkątne czekoladki z Matterhornu

Kojarzycie trójkątne czekoladki w żółtym długim opakowaniu z obrazem góry?

Możecie się przyznać, ja też nie wiedziałam, że Toblerone jest ze Szwajcarii a ckliwy obrazek to jeden z bardziej znanych szczytów, Matternhorn.

Zresztą słynny trójkątny kształt czekoladki inspirowany jest właśnie szczytem Matterhornu.

Kto nie wierzy, wystarczy żeby wjechał pociągiem do bezsamochodowego Zermatt. Stamtąd kolejką zębatą do Goernergrat i już może chrupać tobleronową czekoladę z widokiem na Matternhorn.

Oraz dwadzieścia innych czterotysięczników.

Zermatt
Eko Zermatt – wszystkie samochody są elektryczne, a do miasteczka można się dostać jedynie przy pomocy kolei zębatkowej
matternhorn
Widok na Matternorn

3. Słynne szwajcarskie sery

Z Holandii jest gouda, z Francji camembert, z Włoch mozarella, a ze Szwajcarii?

No, jaki serek, kto wie?

Niby Szwajcaria to krowy i alpejskie hale, ale serów helweckich w ogóle nie znamy.

W takim razie pierwsze koło ratunkowe.

Emme, rzeka w kantonie berneńskim.

Nic?

Ok, niech bedzie drugie : Emmental, dolina rzeki Emme.

Teraz będzie już prosto: dla jeszcze-nie-kumających, trzecie koło ratunkowe: Emmentaler.

Ta dam! Swojsko brzmiący emmentaler z supermarketu jest już w koszyku.

Do koszyka dorzucić trzeba jeszcze Gruyere, Vacherin, Tomme i Appenzeller.

I jeszcze kilkanaście innych, równie śmierdzących i równie przepysznych, a właściwie smaczniejszych, bo emmentaler mocno już komercyjny, a i smak taki mało charakterystyczny.

O serach można by długo, bo bez serów Szwajcarii nie ma, więc dla przypomnienia:

o śmierdziuchach na stole
a także o gruyere
oraz o fondue
krowa

To teraz szybciutko, żeby nie zapomnieć, czego się właśnie nauczyliśmy, trzeba się zapisać do newslettera.

Albo dać znać innym znajomym, żeby sobie poczytali. Służą do tego te kolorowe przyciski na dole strony.

A jak jeszcze ocenicie ten artykuł, to już będzie git gitara.

10 oznak, że jesteś już Szwajcarem

  1.  Nie marudzisz. Ani nie narzekasz. A to już oczywisty znak, że przestałeś być Polakiem.P1040271
  2.  Jedziesz prawym pasem i nie przekraczasz prędkości na autostradzie o więcej niż 20 km/h
  3.  Na przejsciu dla pieszych czekasz,aż pieszy dojdzie 250 m do zebry po to, żeby go przepuścić. Nawet jak ma czerwone światło i to ty masz pierwszeństwo.P1040473
  4. Na pustej ulicy w środku nocy jedziesz 30 km/h jeżeli takie jest ograniczenie. Nie ważne, że nikogo nie ma, nie ważne, że nikt nie widzi. Jesteś Szwajcarem i przestrzegasz zasad, bo są po to, żeby były.
  5. Nie trąbisz na rowerzystów tylko panicznie szukasz w lusterkach na prawo i lewo, czy przypadkiem nie trzeba któregoś przepuścić.
  6. Masz wywieszoną szwajcarską flagę na balkonie. Albo chociaż kubek z flagą. Albo portfel. Albo garnek. Albo długopis. Albo świecznik.
  7. Mówisz dzień dobry nieznajomym na ulicy. Właściwie to w każdym kantonie „dzień dobry” brzmi inaczej, więc de facto mamroczesz coś pod nosem licząc na to, że inni pomyślą, że ich właśnie pozdrowiłeś. Zresztą, po pół roku nadal nie rozumiesz, co do Ciebie mamroczą, więc czujesz się usprawiedliwiony.
  8. Oglądasz mecz hokeja w telewizji i masz swoją ulubioną drużynę, bo hokej to narodowy sport Helwetów.P1040329
  9. Wyjeżdżasz z warsztatu samochodowego i nie płacisz za naprawę. W sklepie internetowym też nie płacisz za zakupy. Rachunki dostajesz potem do domu i płacisz je we wskazanym terminie.
  10. Przechodzisz przez jezdnię na pasach. Nawet jeżeli najbliższe stado dinozaurów będzie tędy przebiegało za następne 4 mln lat, ulica jest szerokości twojej szczoteczki do zębów, to i tak pójdziesz do zebry.
    Wersja dla zmotoryzowanych: Parkujesz tylko na wyznaczonych do tego miejscach. Jeżeli jedynym wolnym miejscem jest kwadracik asfaltu przed sklepem z azbestem, jest niedziela i sklep na pewno nie jest dziś otwarty, to nie parkujesz bo jest tylko „dla klientów”. A ty wolisz kamienny dach zamiast azbestowego. P1040472

P1040471[blog_subscription_form]