Gdyby babcia miała wąsy, czyli co by było, gdyby mnie tu nie było

Gdyby mnie nie było w Szwajcarii, to pewnie bym była w Polsce.

Żyłabym sobie nieświadoma cudów i dziwów, jakie mi przyszło w nowej ojczyźnie poznawać, nawet bym za bardzo nie miała za czym tęsknić, no bo by mnie tu nie było. Więc za czym tu tęsknić.

Ale jestem.

Postanowiłam więc zrobić listę rzeczy, do których najczęściej bym wzdychała, gdyby mi przyszło wynieść się z sielsko-alpejskiego raju.

Tak na wszelki wypadek, gdyby w Szwajcarii miała wybuchnąć lokalna wojna atomowa i trzeba by brać nogi za pas, a ze sobą tylko najważniejsze rzeczy. Przynajmniej będzie wiadomo, czego i gdzie szukać – od dzisiaj lista będzie wisieć na lodówce.

Gdybym się wyprowadziła ze Szwajcarii, to brakowałoby mi… Czytaj dalej Gdyby babcia miała wąsy, czyli co by było, gdyby mnie tu nie było

Ślimak, ślimak pokaż rogi, dam ci sera na pierogi

Emmentaler zwiedzanie fabryki sera

Rodzina się zjechała z Polski na wakacje, trzeba im coś szwajcarskiego pokazać.

Krowy i sery? Niech będzie, krowy i sery.

30 km od Berna jest Emmental – idziemy w komercję, zobaczymy jak się produkuje jeden z najsłynniejszych serów na świecie, emmentaler. Równie słynny, co gouda z Goudy w Holandii.

Tak, tak, też kiedyś myślałam, że emmentaler jest holenderski, dobrze że nawigacja mnie do kraju tulipanów nie wywiozła. Czytaj dalej Ślimak, ślimak pokaż rogi, dam ci sera na pierogi

Fryderyk Chopin był Francuzem, czyli czego stereotypowy Polak nie wie o Szwajcarii

Zermatt, autobus elektryczny

O czym my, Polacy powinniśmy wiedzieć, a wcale nie wiemy.

Nieznane fakty o Szwajcarii

Berno ulica Kramgasse
Berno

1. Stolica Szwajcarii to Zurych

Nie, a może jednak Genewa?

Surprise, surprise, jednak nie Zurych i nie Genewa, bo Berno. W Szwajcarii jest Berno? To Brno na Słowacji? Nie, to Berno w Szwajcarii.

Mało osób kojarzy nie tylko jaka jest prawdziwa stolica Szwajcarii, ale że w ogóle jest takie miasto.

Zurych to stolica biznesu i bankowości, Genewa – zegarków i organizacji międzynarodowych.

A Berno jest malutkie i słodkie, takie średniowieczne i nie lubi się chwalić tym, co ma najlepsze.

Natomiast ma zdecydowanie jedną zaletę nad pozostałymi: Jest na tyle małe, że można je przejść na piechotę. Ewentualnie przejechać wzdłuż i wszerz jedną linią tramwajową.

Zurych
Zurych

2. Trójkątne czekoladki z Matterhornu

Kojarzycie trójkątne czekoladki w żółtym długim opakowaniu z obrazem góry?

Możecie się przyznać, ja też nie wiedziałam, że Toblerone jest ze Szwajcarii a ckliwy obrazek to jeden z bardziej znanych szczytów, Matternhorn.

Zresztą słynny trójkątny kształt czekoladki inspirowany jest właśnie szczytem Matterhornu.

Kto nie wierzy, wystarczy żeby wjechał pociągiem do bezsamochodowego Zermatt. Stamtąd kolejką zębatą do Goernergrat i już może chrupać tobleronową czekoladę z widokiem na Matternhorn.

Oraz dwadzieścia innych czterotysięczników.

Zermatt
Eko Zermatt – wszystkie samochody są elektryczne, a do miasteczka można się dostać jedynie przy pomocy kolei zębatkowej
matternhorn
Widok na Matternorn

3. Słynne szwajcarskie sery

Z Holandii jest gouda, z Francji camembert, z Włoch mozarella, a ze Szwajcarii?

No, jaki serek, kto wie?

Niby Szwajcaria to krowy i alpejskie hale, ale serów helweckich w ogóle nie znamy.

W takim razie pierwsze koło ratunkowe.

Emme, rzeka w kantonie berneńskim.

Nic?

Ok, niech bedzie drugie : Emmental, dolina rzeki Emme.

Teraz będzie już prosto: dla jeszcze-nie-kumających, trzecie koło ratunkowe: Emmentaler.

Ta dam! Swojsko brzmiący emmentaler z supermarketu jest już w koszyku.

Do koszyka dorzucić trzeba jeszcze Gruyere, Vacherin, Tomme i Appenzeller.

I jeszcze kilkanaście innych, równie śmierdzących i równie przepysznych, a właściwie smaczniejszych, bo emmentaler mocno już komercyjny, a i smak taki mało charakterystyczny.

O serach można by długo, bo bez serów Szwajcarii nie ma, więc dla przypomnienia:

o śmierdziuchach na stole
a także o gruyere
oraz o fondue
krowa

To teraz szybciutko, żeby nie zapomnieć, czego się właśnie nauczyliśmy, trzeba się zapisać do newslettera.

Albo dać znać innym znajomym, żeby sobie poczytali. Służą do tego te kolorowe przyciski na dole strony.

A jak jeszcze ocenicie ten artykuł, to już będzie git gitara.

Narodowy sport stołowy – Fondue

fondue seroweTak, tak, wy też kochacie fondue, chociaż może jeszcze o tym nie wiecie. Narodowy sport stołowy Szwajcarów, czyli ćwiczenie mięśni przedramienia podczas nieustannego sięgania do bulgocącego kociołka. Oprócz ruchów prostych góra-dół , dozwolone – a wręcz wskazane – są ruchy okrężne, co by kleistą mazię raz na jakiś czas w kociołku zamieszać. W wersji naturel (inaczej saute) wasz długi dwuząb* będzie nadziany miękką bagietką. W wersji exclusive – oprócz bagietki podawane są małe gotowane ziemniaczki po generalsku**. Fondue to nie jest PO PROSTU jedzenie gorącego sera. Jak wszystko w Szwajcarii – ma swoje niezbywalne zasady:
1) Po pierwsze primo – z widelca do kotła z serem nie można zgubić bagietki (ani żadnej rzeczy, która nią nie jest). Za zgubienie raz nadzianego już kawałka są kary. Jakie – ustala to towarzystwo naokołostolne przed rozpoczęciem kolacji. Zgubienie bagietki oznacza, że nie jesteśmy dość wprawnymi pożeraczami fondue a założenie jej na widelec było przypadkowe i niechlujne, nie poprzedzone wymaltretowaniem biednego kawałkach w palcach tak, żeby na widelcu opierała się skórka. Najbardziej pewny sposób – połowę kromki bagietki (nie całą!***) zegnij w pół i nadziewaj skórką, a nie „miękkim”.
2) Po drugie primo – na dnie kociołka zawsze trochę sera się przypala. Nie szorujemy widelcem po dnie, żeby nie odrywać przypalenizny i nie psuć tym smaku pozostałego jeszcze płynnego gluta.
3) Po trzecie primo – w pogotowiu należy mieć przygotowany pieprz. Jak gości jest więcej, to warto mieć nawet dwie pieprzniczki, bo w użyciu są cały czas. Można oczywiście bezceremonialnie pakować ser z bagietką prosto do ust, ale „po szwajcarsku” najpierw obtoczymy ten lejący się i spływający nam z widelca ser w zmielonym pieprzu na włanym (sic!) talerzu. Nie należy próbować korzystać z pieprzu na talerzu siedzącego akurat obok współfonduownika, bo na 100% ściekający ser spadnie akurat na obrus pomiędzy talerzami. Co oznacza prostą zasadę – zanim sięgniesz do kociołka po kolejną porcję sera – najpierw obficie posyp swój talerz pieprzem.WP_20150323_003
4) Po czwarte – fondue to danie zimowe. Nie należy się zadręczać kalorycznością tej potrawy, bo jakby nie licząć przekraczamy jedną kolacją tygodniowe dawki potrzebnej nam energii żywieniowej. Ale w zimie – jak wiadomo – jest ZIMNO. I dlatego można jeść fondue i się nie przejmować pozostałościami w biodrach i udach. Panuje też prosta logiczna zasada – ponieważ sery śmierdzą i zostawiają w domu specyficzny zapach przez kilka kolejnych godzin, fondue należy jest na zewnątrz (na balkonie, również restauracyjnym). A ponieważ w zimie na balkonie jest zimno, trzeba zjeść sycące fondue, żeby nie zmarznąć. Proste, prawda?
5) Dla zabicia wyrzutów sumienia zjadanymi kaloriami (ok, też dla podkreślenia smaku) w ramach przystawek podaje się piklowane ogóreczki lub marynowane cebulki. Ja usilnie próbuje wcisnąć swoją polskość i nachalnie serwuję też typowe polskie surówko-sałatki, przez co narażam się zazwyczaj na wyrzuty mojej szwajcarskiej połówki: nie rób tyle sałatki bo nikt nie będzie chciał potem jeść FONDUE. Odwieczna walka nabiału z warzywem. W Polsce sałatko- surówki cieszą się uznaniem na równi z serem, w Szwajcarii biedne warzywa stoją samotnie wciśnięte w róg stołu, skazane na bycie wyjadanym przeze mnie następnego dnia.
Dobre rady:
a) Najlepsza mieszanka serów do fondue to moitie-moitie: pół Vacherin, pół Gruyere. Żeby zaspokoić wyrafinowane gusta serowych smakoszy, moja wszystkowiedząca-o-serach połówka jedzie w tym celu na zakupy do jednego, wyspecjalizowanego sklepu we Fryburgu. Podejrzewam, że w Szwajcarii jest więcej sklepów z serami do fondue, ale ja słyszałam zawsze o tym jednym. (Dla przypomnienia o serach szwajcarskich).
b) dla lepszego smaku do kociołka wlewamy najpierw białe wino do odparowania, a potem mieszamy pozostałą ilość z serem
c) na sam koniec najważniejsze: po skończonej kolacji koniecznie trzeba wlać wodę do brudnego kociołka z resztkami przypalonego sera. Inaczej będzie to nasze pierwsze kilkugodzine szorowanie kociołka i ostatnie fondue w życiu.
Smacznego!
*wiedelec znaczy się
** w mundurkach, oczywiście galowych. W Szwajacarii każdy obywatel płci męskiej ma obowiązek odbycia służby wojskowej, z tego też powodu – jak sądzę – ziemniaki w mundurkach do fondue są dość popularne
*** jak zanurzysz całą kromkę w serze, to potem w całości musisz ją umieścić w otworze gębowym i będziesz udawać, że manewr z wylewającym się z buzi gorącym serem był zamierzony
Dla mocno poruszonych niniejszym tekstem załączam stronę serów Vacherin z Fryburga, skąd można sobie ściągnąć uroczą tapetę na ekran komputera z rodzajowym obrazkiem tematycznym, np taką krową.krowaTrzeba kliknąć tutaj
Ewentualnie wysłać takąż pocztówkę e-mailem znajomemu. To tutaj