Best of the best. Top 13 rekordów Szwajcarii

 

  1. Najbardziej zakręcony naród na punkcie kolei.

Powiedzieć, że koleje szwajcarskie są punktualne, to banał. Są tak punktualne, jak słynne szwajcarskie zegarki. Na świecie gonią się chyba tylko z Japonią. Dotyczy to nie tylko pociągów dalekobieżnych, ale też regionalnych i międzynarodowych – a zważywszy, że Szwajcaria sąsiaduje z Włochami, to nie jest to proste. Podstawowe pytanie, które zadaje sobie nowoprzybylec lub tylko chwilowoprzejezdny przez Szwajcarię, brzmi: „zdążę?” . Bo połączenia między kolejnymi przesiadkami mają zazwyczaj tylko kilkuminutowe przerwy, a każdy logiczny człowiek zakłada, że przecież pociąg ZAWSZE się spóźnia. I tu się ujawnia typowa szwajcarska precyzja: rozkład lokalnych i dalekobieżnych jest tak ze sobą skorelowany, żeby zawsze zdążyć. Co nie zmienia faktu, że jednak Szwajcarzy sami w swoją perfekcyjność wątpią i właśnie planują wprowadzenie zwrotu opłat dla pasażerów za spóźnienia sięgające powyżej godziny.
p1030037-w1024

2. Najgęstsza sieć kolejowa w Europie

To oczywista oczywistość punktu powyżej, nie da się mieć idealnych połączeń kolejowych, bez odpowiednio rozbudowanej sieci. Co ciekawe, jeszcze 150 lat temu Szwajcaria miała….najmniej rozbudowaną sieć kolejową w Europie. Wręcz biała plama na kolejowej mapie: Niemcy, Austria, Włochy – hulaj dusza po stolicach i kurortach, a w Szwajcarii jedna wielka dziura z małym, 30 km przecinkiem między Zurychem a Baden. Wyobrażacie sobie? JEDNA linia kolejowa, śmiech na sali.  Cały swój kolejowy rozwój Helweci zawdzięczają jednemu człowiekowi, Alfredowi Escherowi. Nawet ministrem transportu nie był, tylko miał dziką myśl doprowadzić do industrializacji i bogactwa kraju. Jak już zaczął, to tak się rozpędził, że porozrzucał te linie kolejowe na prawo i na lewo, a często też w górę i w dół. Tak przy okazji budowy gęstej sieci dróg żelaznych założył też Politechnikę w Zurychu (istniejącą do dziś, pierwszą techniczną uczelnię wyższą w Szwajcarii), pierwszy bank Credit Suisse oraz pierwsze towarzystwo ubezpieczeniowe, SwissLife. To dzięki niemu Szwajcaria kojarzy nam się dziś z tym, z czym się kojarzy: kolej+banki+ubezpieczenia. Można? Można. Tylko trzeba być szaleńcem z dyplomem inżyniera
p1030010-w1024

3. Najdłuższy tunel na świecie

Jak już mieć szalone wizje, to na całego. Escher zrealizował jeszcze jedno swoje wielkie marzenie, a mianowicie połączył północ i południe Szwajcarii (a tym samym Europy) tunelem kolejowym pod szczytem Św. Gotarda. Swego czasu zresztą był to najdłuższy, 15 km tunel kolejowy na świecie. Oczywiście, dzisiaj taki tunel to pikuś, dlatego też Szwajcarzy zbudowali nowy i dziś ponownie mogą się pochwalić najdłuższą dziurą w ziemi na świecie. Otwarty w czerwcu tego roku nowy tunel Św. Gotarda liczy sobie 57 km, a poczytać o nim można o tu: KLIK

4. Najwięcej czasu spędzonego na podróży pociągami

Bracia Japończycy są co prawda narodem, który odbywa najwięcej podróży kolejowych rocznie, za to Szwajcarzy pokonują statystycznie najdłuższy dystans, bo 2277 km.  Nie chodzi o to, żeby mieli złe autostrady bądź też drogie winiety. Tak chyba po prostu kochają swoje koleje, a patrząc na poprzednie trzy punkty powyżej nie ma się im co dziwić.
p1070354-w1024

5. Najwyżej położona kolej zębatkowa w Europie

Dla odmiany od kolei, będzie o kolei. Chociaż nie w poziomie, tylko w pionie. Kolej zębatkowa na przełęcz Jungfraujoch jest nie tylko najwyżej w Europie wspinającą się kolejką (3454 m.n.p.m), ale oferuje też największą różnicę poziomów przy gramoleniu się w górę – prawie 3 km. Tego nie mają w ofercie ani Andy, ani Himalaje.  Jakby ktoś nie wiedział, jak wyglądają zęby zębatki, to proszę bardzo:
p1030018-w1024
 

6.Najwięcej czterotysięczników na świecie

Ktoś mógłby się zapytać: a po jakiego grzyba wjeżdżać na te góry kolejkami? Ano chociażby po to, żeby sobie pooglądać panoramę największej ilości czterotysięcznych szczytów. Nie ma co gadać, tylko podziwiać:

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

7. Najwięcej na świecie pochłanianej czekolady

Jak można łatwo obrazić Szwajcara? Powiedzieć, że najlepsze czekolada na świecie to ta belgijska…. Szwajcaria słynie oczywiście z czekolady, i to nie tylko tej od komercyjnych fioletowych krów (KLIK), ale przede wszystkim tej ręcznie wyrabianej zgodnie z kilkusetletnią tradycją. A jak się ma takie niebo w gębie jak Toblerone (KLIK), Cailler czy Lindt, to nie dziwne, że pochłania się jej prawie 9 kg rocznie – co stawia Szwajcarów w światowej czołówce pospolitych zjadaczy czarnego złota. I jeszcze pytanie za 100 punktów: kto wymyślił czekoladę mleczną w tabliczce? No kto? (KLIK).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

8. Najdłuższa średnia wieku w Europie

Nie wiem, jak to się ma do ilości zjadanej czekolady, ale Szwajcarzy to najdłużej żyjący w Europie naród. To pewnie dlatego ma też największą (moim zdaniem) ilość dziarskich babć i dziadków na kilometr kwadratowy (KLIK)

9. Najmniejsze muzeum na świecie

Jest otwarte 24 godziny na dobę i ma tylko jeden eksponat. Żeby go obejrzeć, wystarczy spojrzeć przez szybę. To tak dla znudzonych narciarskimi akrobacjami w St. Moritz

10. Najszczęśliwszy naród na świecie

Podobno potwierdzają to jakieś statystyki, albo raporty, ale nie chciało mi się szukać, jakie.  Coś w tym jednak musi być, zważywszy, że na poziom zadowolenia wpływają takie czynniki jak: środowisko naturalne (a że Alpy są ładne to nikt nie zaprzeczy. I w ogóle tak sielsko i czysto dookoła); poziom życia (z własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że da się żyć. Całkiem poziomo); poziom opieki zdrowotnej (patriotycznie powiem, że jest taki sam, jak w Polsce. Dobra, ściemniam, jest o wiele lepszy, tylko taki nietaniutki); warunki do wychowywania dzieci (ja nie narzekam, można się przekonać: KLIK); stabilizacja polityczna i gospodarcza (ogólnie rzecz biorąc to strasznie nudnoprzewidywalny kraj, chyba że się frank zbiesi: KLIK); poziom spełnienia marzeń versus oczekiwania (z racji tego, że Szwajcarzy lubią być przezornie przeciętni, nie oczekują więcej, niż mogą dostać, to i rozczarowanie mniejsze. Ogólnie wychodzi im to na dodatni poziom zadowolenia).

11. Najwięcej psychiatrów przypadających na 1 mieszkańca

To chyba z tego szczęścia…Albo z dobrych warunków pracy i płacy lekarzy. Albo z niedostępności Szwajcarów vel – jak kto woli – skromności. Podobno Szwajcarzy nie chcą nikomu przeszkadzać, stąd siadają zawsze w rogu, gdzie jeszcze nie ma nikogo, sami się pierwsi nie odezwą i przypadkiem nie oferują też pomocy, co by się nikt nie obraził, że się pierwsi odzywają (strasznie to zakręcone). A ponieważ są do cna uczciwi i regulatorowi – to przyjaciołom przecież nie będą zawracać głowy swoją sielsko-alpejską depresją. I to w dodatku za darmochę. Lepiej pogadać z człowiekiem, któremu się za to całkiem słonawo zapłaci.

12. Najbardziej demokratyczna demokracja na świecie

Gdyby mogli, zbieraliby się dwa razy w roku na wielkim placu w Zurychu albo Bernie i przez podniesienie ręki bądź tupnięcie nogą głosowali na wszystko, na co da się głosować. Ale ponieważ rzeczywistość zmusiła ich do pójścia z duchem czasu, to teraz głosują sobie w referendach, dwa razy do roku, pisemnie albo osobiście. Tak, tak, można wysłać swój głos pocztą, bo formularze dostaje się zawsze do domu na długo przed referendum. Co więcej – tematy do referendum zgłaszają zazwyczaj sami pospolicie-ludkowi Szwajcarzy. Partie polityczne oczywiście coś tam sobie gadają, jednych przekonują, a innym odradzają, ale o sprawach mniej lub bardziej ważnych Helweci decydują zawsze sami. Są przy tym tak obowiązkowi, że frekwencja rzadko spada poniżej 50%. Jednocześnie tak podzieleni w swojej jednomyślności, że wynik 55% kontra 45% jest uznawany za miażdżące zwycięstwo.
p1020305-w1024

13. Najmniejsza gmina, która sama ustala sobie podatki

Z tej demokratycznej demokratyczności wynika również fakt, że o własnych podatkach Szwajcarzy też sami decydują. A najmniejsza gmina w Szwajcarii liczy sobie zaledwie 12 osób i jest malutką mieściną Corippo w górskim Ticino. Tak mi się podoba, że już kiedyś o niej pisałam(KLIK). I pewnie jeszcze kiedyś napiszę.
P1040477
 
 

Święty Gotthard wpadł do czarnej dziury

Dzisiaj w Szwajcarii wielkie święto. I nie, wcale nie chodzi o Dzień Dziecka, bo go tu wcale nie celebrują. Widać, za dużo dzieci mają i już im się nie opłaca komercji napędzać z tego powodu. Imigranci zawsze chętnie sypną nowym przychówkiem, wiem coś sama na ten temat. Tak więc dziś do zabawy z okazji wcale nie Dnia Dziecka Szwajcaria zaprosiła kilka mądrych i mniej mądrych, za to znanych głów, jak niemiecka głowa pani kanclerz Merkel,  holenderska głowa Francanda (vel francuska głowa Hollanda, nigdy nie pamiętam), czy też makaronowa głowa Renzi. Szwajcarzy – jak wiadomo – to jajcarze nad jajcarzami, więc wszyscy się będą dziś razem bawić w otwarcie wielkiej czarnej dziury. Wielka, bo ma 57 km długości, a czarna – bo 2300 m pod górą. Żeby się pod tą górą nie pogubili, to im światełka, a przy okazji mnóstwo elektroniki zainstalowali, i jeszcze szyny wzdłuż poprowadzili, żeby wiedzieli, gdzie wejść, a gdzie wyjść. Jak już te szyny tam leżały, to ktoś mądry wpadł na pomysł, że właściwie to można by było po nich puszczać pociągi. I od tej pory zamiast majestatycznie wspinać się naokoło po Św. Gotthardzie w górę, po to żeby się po drugiej stronie naokoło spuszczać w dół, włoskie Popędoliły i inne bombardierskie Intercity będą do siebie mrugać w tunelu po linii prostej z prędkością 250 km/h.
Jak ktoś myślał, że warszawskie metro długo planowali, to się zdziwi. Przerżnąć Gottharda wzdłuż chcieli już w 1947 r, tylko tu jakieś kryzysy gospodarcze, tam protesty i w ogóle się dogadać nie mogli – normalka w sumie. W końcu 17 lat temu zaczęli się pukać w te swoje szwajcarskie zegareczki, że czas tik- tak- tik-tak, a tunelu ni widu,ni słychu i wzięli się do roboty. Przy budowie II linii metra stołeczna Marysia razem z koleżanką tarczą Anią poruszały się w tempie 100m na 2 tygodnie przez warszawskie podziemne błota i iły. Helwecka Helwetia (chyba jej oficjalnie nie nazwali? A szkoda…) w takim tempie to by do Włoch za 3 stulecia nie zajechała. Zresztą taka napasiona szwajcarskimi serami to by się nawet pod Wisłą nie zmieściła. No, ale jak chce się mieć najdłuższy i najgłębiej położony tunel świata, to bez 410 -metrowej wiertarki ani rusz.
Na zabawę w kolejkę górską dla politykierów i oficjałków przewidzieli całe 3 dni, szwajcarski i imigrancki plebs będzie się mógł pobawić w chowanego w tunelu dopiero w najbliższy weekend. Wszyscy się mają cieszyć, a co. Jak już ponad 12 miliardów  wydali na budowę, to kolejne parę frankoli na huczną bibę w całym kraju można dorzucić. Nie tylko ci przytunelowi Tesyńczycy i Uri…owcy? Urijczycy?, ale za państwową kolejową kasę będą się radować też Berneńczycy, Genew-czycy, Argow-czycy, Biel-czycy, Zurych-czycy i Wintertur-czycy. Albo – ianie. Albo- owcy. Polska język, trudna język.
I jak to za dawnych, dobrych, socjalistycznych czasów bywało, otwarcie – otwarciem, wstęga i fanfary muszą być, ale pociągi nową trasą pojadą dopiero od grudnia. Za dużo czasu nadrobią w tym tunelu, potem trzeba będzie swoje odstać na granicy z Włochami, bo się jeszcze Italiańcy nie pozbierają z nowym rozkładem jazdy, więc już lepiej wrzucić wszystko w standardową zmianę europejskich pociągów w grudniu. Jak coś się rypnie, to będzie można zwalić, że co roku się i tak rypie, więc to nie wina Gottharda. PKP na przykład będzie miało świetną wymówkę. Już nie „sorry, taki mamy klimat”, tylko pociąg relacji Szczecin- Gdańsk utknął w śniegu z powodu otwarcia tunelu Gottharda. I git.
Chcecie zobaczyć, jak się jedzie wielką czarną dziurą?

W ogóle z tym Gotthardem same problemy są. Jakby nie było, to najkrótsza droga z północy na południe Europy. Tylko taki jeden problem – Alpy se wzięły i wyrosły. I albo je górą, albo naokoło, albo dołem. Inaczej się nie da. Niemcy i Włosi i innej maści narody się pchają w te i wewte, a Szwajcarzy kombinują i kombinują, jakby tu przejazd usprawnić, ale nie podeptać przy okazji ciężarówkami i TIR-ami tych ich pięknych Alp. Kiedyś było prościej – samochodem można było przejechać tylko górami przez przełęcz. A że w górach zimą lubi padać śnieg, to się Gotthard na sen zimowy zamykał i szukaj sobie człowieku innych serpentynek. To teraz pytanie za 100 punktów, kiedy się budzi na wiosnę po zimowej przerwie. A to zależy. Czasami już w kwietniu przejadą spychaczami przez śnieg, czasami dopiero w lipcu, jak się Gotthard zbiesi i  ani du du nie popuści z lodowej skorupy. Czasami – jak to w tym roku – już, już się lisek witał z pierwszymi przejeżdżającymi gąskami a tu w maju sypnęło śniegiem i Gottharda zamknęli.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Tunel dla samochodów pod Gotthardem też już zbudowali. Jako makietę tego dla pociągów. Ten samochodowy ma tylko 16 km czarnej dziury, za to autostrada po obu stronach się wdzięcznie urywa i przez tunel oferuje tylko po jednym pasie w każdym kierunku, przez co napaleni turyści weekendowi czekają w kilkukilometrowych korkach. Teorie spiskowe mówią, że… Dobra, na jeden wpis jeden tunel wystarczy. O teoriach spiskowych tunelu samochodowego innym razem.
Hoop Schwiiiz!