Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?

Świat się zmienia, właśnie teraz

W miniony poniedziałek Rada Federalna Szwajcarii ogłosiła na konferencji pełne „wyłączenie” kraju. Kto śledził w tym czasie niusy w swoim telefonie? A kto włączył radio lub telewizor? A może ktoś się dowiedział o zmianach dopiero z porannej gazety?

Koronawirus to nie tylko choroba, z którą walczy pół świata.

To wirus, który prawdopodobnie zmieni nasze zachowania społeczne szybciej, niż przypuszczaliśmy.

Jak będzie wyglądało nasze życie za parę miesięcy, jak przetrwać w czasach kryzysu i jak można z niego wyjść?

Opanowanie epidemii nie będzie trwało dwa tygodnie, jak niektórzy się jeszcze łudzą. Będzie trwało w najlepszym razie dwa – trzy miesiące. W tym czasie niektóre firmy upadną – można spodziewać się załamania na rynku turystyki, środków transportu, restauracji, hoteli, ale także drobnych usług, marketingu oraz kultury.

W tym samym jednak czasie inne firmy zanotują niespodziewane dla nich zyski, rozwiną się w przyspieszonym tempie i wskoczą do światowej czołówki. To firmy, które proponują usługi w digitalnym świecie. Dzisiaj życie przeniosło się z ulic do sieci. To czas pracy zdalnej, internetowej szkoły, zakupów online, webinarów, blogerów i mediów społecznościowych.

Jednym słowem – Internetu.

Wyłączenie państwa i obywateli  z życia codziennego oznacza nie tylko problemy finansowe dla wielu małych i dużych przedsiębiorstw. Oznacza też wielką zmianę, której właśnie stajemy się uczestnikami.

Tym, którzy właśnie sarkastycznie pomyśleli – ta, ten „kryzys” to chyba dla innych, bo ja zasuwam, jak zasuwałem-  pokażę na końcu artykułu, dlaczego sytuacja dotyczy również ich.

Go for Digital

Jeżeli w tej chwili myślisz sobie, że to temat nie dla Ciebie i nie dla Twojego biznesu, to pamiętaj, że zaledwie niewiele ponad 100 lat temu ludzie marzyli o koniach, które szybciej biegają.

Do czasu, aż Henry Ford pokazał im samochód.

Dzisiaj ja Wam pokażę, na czym polega „cyfrowy samochód XXI wieku” i dlaczego zaraz się wszyscy do niego przesiądziemy z dobrze nam znanych „koni’.

Kto potrzebuje biura do pracy?

Gdy Szwajcaria, podobnie jak wiele innych państw na świecie, ogłosiła  „lockdown”, tematem na ustach wszystkich stała się „praca zdalna”. Kto może, powinien pracować w warunkach domowych, bez konieczności przemieszczania się i korzystania z transportu publicznego.

No dobrze, ale co właściwie oznacza praca zdalna?

To nie tylko siedzenie przed komputerem we własnej sypialni. To przede wszystkim zapewnienie pracownikom takich warunków pracy i komunikacji, żeby byli w stanie pracować nadal, mimo że się fizycznie nie spotykają.

Duże koncerny, które w digitalizację inwestowały od dawna, zdały się przełknąć tę zmianę bez większych strat. Były na to już od dawna przygotowane, modele pracy „work smart”, „home office”, czy wliczanie czasu podróży pociągiem do godzin pracy to nowe standardy pracy, o których słyszy się w Szwajcarii coraz częściej.

Na świecie istnieją już koncerny, które nie mają żadnych biur, a zatrudniają po kilka tysięcy pracowników, wszystkich w trybie zdalnym.

Spotkajmy się w wirtualu

Czy ktoś z Was wie, co to jest ZOOM? To firma, która od początku kryzysu związanego z wirusem zanotowała wzrost użytkowników o 67%. Zaledwie w przeciągu kilku tygodni.  Zoom to najprościej rzecz biorąc narzędzie online do organizowania spotkań, konferencji itp dla dużej ilości osób.  Trochę jak SKYPE tylko w wersji premium. Wszyscy się widzą, wszyscy się słyszą, mogą pracować w mniejszych grupach i nie przeszkadzać sobie nawzajem. Dlatego taki program jak i jemu podobne stał się teraz jednym z najbardziej popularnych narzędzi.

Ręka w górę, kto z nich już korzystał?

Ja. W ostatnim tygodniu miałam prowadzone zajęcia na uniwersytecie z udziałem ponad 20 osób. Dokładnie rzec biorąc warsztaty, a nie tylko wykład, gdzie jedna osoba mówi, a reszta słucha. Przyznaję, że nie było łatwo, ale się dało. 7 godzin pracy i wirtualna uczelnia sprawdziła się.

Do takich programów, jak ZOOM, Teams, Skype czy GotoWebinar dochodzą setki innych, usprawniających pracę zdalną. Wirtualna tablica, dokumenty współdzielone online, „podglądanie” na ekranie pracy innych. Idealne rozwiązanie nie tylko dla pracodawców, ale również szkół – bo jak wiemy, szkoły też pozostają zamknięte.

Szkoła sprzed ekranu komputera

Czy nauczyciele są w stanie uczyć skutecznie na odległość? Mieć z uczniami kontakt, wchodzić z nimi w interakcje, planować i sprawdzać postępy ich prac? Wydaje się, że to tylko kwestia czasu, jak wirtualne szkoły będą w pełni działały.

W Szwajcarii na razie działanie szkół zostało zawieszone, potrzebny jest czas na przeorganizowanie się. Pierwsze klasy dostają od nauczycieli materiały mailem, lub staromodnie – kserówki w paczce wysłanej do domu. Zadawane są prace domowe lub lektury do czytania, ale to jeszcze nie wirtualna szkoła. Czy jest możliwe zdalne, sprawne nauczanie? Jak najbardziej, tylko trzeba znać odpowiednie do tego (techniczne) narzędzia.

W tej chwili naglącym problemem jest dostępność do komputerów, bo co prawda komputer w domu wszyscy mają, ale jak ma na nim pracować cała rodzina? Rodzice i dzieci? Zostaną odkurzone stare laptopy z piwnicy, prawdopodobnie zyskają też na tym firmy sprzedające sprzęt IT oraz te oferujące platformy do nauki zdalnej.

Pozostaje pytanie: czy po zakończeniu epidemii będziemy chcieli wrócić do dawnych zwyczajów? A może okażą się już one zbyteczne? Po co tracić czas na dojazdy, pogaduchy przy kawie i przerwy obiadowe, skoro można tą samą pracę wykonać z domu?

Zakupy bez wychodzenia z domu

Zakupy w internecie to już taki standard, że mało kogo trzeba do niech przekonywać.  W Szwajcarii jednak zakupy online produktów spożywczych nie były do tej pory tak bardzo popularne. W obecnej sytuacji okazało się, że to najlepszy sposób i sklepy (nie tylko spożywcze i wielobranżowe) przeżywają takie oblężenie, że na realizację zamówienia trzeba czekać nawet tydzień.

To dziś jedyna strategia sklepów na przetrwanie.

To też idealne rozwiązanie dla osób starszych, które do tej pory niechętnie współpracowały z komputerem.  Ale, skoro sąsiedzi organizują pomoc i oferują chęć zakupów – to dlaczego nie mieliby tego zrobić online? W końcu wklepanie krótkiej listy produktów tak dużo czasu nie zajmuje, kurier przywiezie pod drzwi, to może już tak zostanie na zawsze…?

Zostaje tylko jedna kwestia, a mianowicie:

Płatności online

Szwajcarzy kochają pieniądze i to te prawdziwe, nie wirtualne.

Jak przyjechałam tu 5 lat temu z Polski to miałam wrażenie, że cofnęłam się do czasów epoki pieniądza łupanego. Wszędzie tylko monety i monety, banknoty szeleszczą w portfelu i każdy się jara, jak będą wyglądały nowe banknoty (jara to Was?).

Pieniądz jest brudny, przechodzi z rąk do rąk, a koronawirus sprawił, że nagle lepiej płacić jest kartą zbliżeniową lub aplikacją w telefonie, niż gotówką. Tylko że to nadal nie jest w tym kraju rozpowszechnione. Podejrzewam, że teraz masowo wszyscy zakładają TWINT lub inny ApplePay, nawet jak do tej pory się nie polubili z cyfrowymi metodami płatności.

Ja też jeszcze do niedawna preferowałam płatność klasyczną kartą, ale jak pan na poczcie kazał mi zapłacić za nadanie paczki GOTÓWKĄ (poczta akceptuje tylko własne karty płatnicze), to zdębiałam – jak to, nie mogę płacić telefonem??? Wirus szybko zmienia nasze przyzwyczajenia.

Ps: W paczce była nagroda za wygrany konkurs „5 lat Randek z Frankiem„, więc musiałam iść na pocztę, bez względu na wirusa.

Płatności za zakupy internetowe też mają w Szwajcarii kilka technologii do nadrobienia – nie ma na przykład bardzo popularnej w Polsce opcji automatycznego przenoszenia na stronę banku, z wpisanym danymi do transakcji. Rachunki bardzo często dostaje się tradycyjną pocztą, trzeba przeklikać, albo robić zdjęcie, a potem i tak klikać…. Z niecierpliwością czekam, aż Szwajcaria się obudzi z płatniczego marazmu.

Kultura w sieci

No dobrze, ale wirtualna praca, szkoła, czy zakupy to nie wszystko, prawda? Chodzi też o to, żeby się spotykać, doświadczyć trochę kultury, wyjść do kina, teatru, muzeum.

Nie prawda.

Netflixa chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Kto jeszcze lubi chodzić do kina – chwała mu za to, ale ostatnio to filmy produkowane przez wirtualnych producentów są o wiele bardziej popularne, niż hity kinowe. Dlaczego? Czy telewizja internetowa to tylko zmiana formatu z kina, lub ze zwykłej telewizji?

Nie, to coś o wiele więcej. Filmy i seriale „wirtualne” stają się pożądane przez fanów, bo oferują im dokładnie to, co ci chcą oglądać. Serio. Do najnowszych produkcji wykorzystywane są techniki oparte na analizie Big Data – jaki aktor przyciąga widzów przed ekrany, jakie sceny się podobały, a jakie nie, jakie wątki sprzedają się najlepiej. Technologia, panie, a nie X muza.

Za parę lat będziemy oglądać w kinach „klasyki” z Netflixa….

A muzea? A teatry?

Teraz jest ciężki czas dla placówek oświatowych. Jeżeli jednak ktoś myśli, że dla nich nie ma miejsca w necie, to niech zerknie na te dwa linki:

Najlepsze polskie przedstawienia teatralne online

12 słynnych muzeów oferuje wirtualne spacery

Gazeta to nie tylko do zabijania much

Właśnie doświadczam sytuacji, że aby skutecznie dalej studiować, albo obkupię się w książki w sklepie online, albo – przerzucę na e-booki. Biblioteki są nieczynne, chociaż niektóre też już oferują zdalne wypożyczanie e-booków.

To teraz o gazetach.

Czytacie gazety papierowe, czy też internetowe? Ja takie i takie, ale w czasach wirusa jest tak jakby cieniej, ciszej… nie ma rubryki sportowej, nie ma wydarzeń kulturalnych, premier, oferty turystycznej. Kryzys.

A pamiętacie, jak 20 lat temu wyglądała Gazeta Wyborcza? 80 stron, dzień w dzień.

Dzisiaj Neue Zürcher Zeitung, najbardziej poczytny i prestiżowy dziennik w kraju oferuje gazetę na aplikacji sprofilowaną bezpośrednio pod czytelnika. Trzymiesięczna analiza zachowania danego użytkownika sugeruje kolejne artykuły do przeczytania. Mało tego, nawet wygląd (czcionka, tytuły itp) jest dostosowany pod czytelnika.  A poza tym można łatwo sprawdzić kto, co i gdzie czyta – jeżeli trzeba na przykład podjąć decyzję, co ma iść do druku.

Gazety online to nie tylko wygoda i ekologia. W obecnej sytuacji to konieczność. Sytuacja zmienia się diametralnie z dnia na dzień, drukowana gazeta następnego dnia nie ma już aktualnych wiadomości. Poza tym nie wychodzimy z domu do kiosku po nowe wydanie. Czy to może oznaczać, że przez wirusa gazety znikną całkowicie z rynku?

Wirtualne urny

W ciągu najbliższych miesięcy kilka państw ma zaplanowane wybory, w tym Polska wybory prezydenckie. Powinnam napisać, że miało, a nie że ma, bo część z nich już te wybory odwołała.

Państwa nie są na razie gotowe na e-wybory, ale to nie znaczy, że taki system jeszcze nie istnieje. Szwajcaria już w zeszłym roku testowała odpowiednią aplikację, która jednak nie została wprowadzona do użytku. W normalnych czasach pierwsze i najważniejsze pytanie, jakie się nasuwa, to pytanie o bezpieczeństwo i wiarygodność takich wyborów, ale dzisiaj, w czasach wirusa – gdybyście mieli do wyboru głosować zdalnie, lub też odwołać wybory – to co byście wybrali?

I po co to wszystko?

Co ma nam niby dać ta wiedza, że wokół nas wszystko staje się coraz bardziej cyfrowe w obliczu kryzysu wywołanego wirusem?

Właśnie to, że ten kryzys można opanować i przetrwać, jeżeli zrobi się to w sposób odpowiedni.

Jak przetrwać kryzys tak, żeby nie stracić

Go online.

Go digital.

Jedyne, co teraz wydaje się słuszne, to rzucenie się w wirtualny ocean.

To nie jest tak, że niektóre branże są bardziej podatne na rozwój cyfrowy, a inne mniej. Jesteśmy w tym świecie zanurzeni bardziej, niż sobie to uświadamiamy i w obecnej sytuacji biznes będzie działał dzięki internetowi. Sklepy stacjonarne przetrwają tylko wtedy, jeżeli będą teraz oferowały usługi sprzedaży online. Podobnie restauracje i bary (na wynos lub z dowozem).

Operatorzy telefoniczni zarówno w Szwajcarii, jak i w Polsce ogłosili, że swoje call centra przenoszą do prywatnych domów pracowników. Podobnie jak tysiące innych firm, które były dostępne (telefonicznie, osobiście), a teraz nie są, a mimo to sobie poradzą.

Dostaliście już informację o miesięcznym darmowym dostępnie do gazety online? O odblokowaniu kanałów TV, o zwiększeniu oferty danych internetowych? O tym, że wasz sklep meblowy właśnie przerzuca się na sprzedaż internetową?

To wszystko „pomoże” Wam jeszcze bardziej zbliżyć się do cyfrowego świata, z którego po kryzysie już nie zrezygnujecie. Działania marketingowe,  na które w normalnych warunkach firmy wydałyby olbrzymie budżety, teraz przez wirusa stają się proste i łatwo wytłumaczalne klientom.

Łatwiej zaakceptujemy chatboty, jako gadających z nami agentów i agentki, bo wiadomo, że w czasach wirusa dostępność do żywych ludzi jest utrudniona.

Zmiana zachowań użytkowników wpłynie też mam nadzieję na szwajcarską administrację, bo jak na razie e-urząd pozostaje w sferze marzeń.

Jak wyjść z kryzysu, jak nic nie można robić?

A co, jeżeli się nie da? Nie ma jak obciąć włosów zdalnie, lub wirtualnie pojechać na wakacje.

Strategią na opanowanie kryzysu jest strategia. Czyli to, czego bardzo dużo firm nie ma i nigdy nie miała, bo biznes sam się kręcił i nie było czasu na takie bzdury.

A strategie są dwie:

  1. przebranżowić się na czas kryzysu i robić to, co się akurat da. Fabryka samochodów w Chinach zaczęła w trybie pilnym produkować maseczki ochronne.
  2.  zastanowić się nie nad tym, jak przetrwać kryzys, tylko co zrobić po zakończeniu epidemii wirusa, żeby odbić sobie miesiące straty. To dla tych, którzy teraz mają za dużo czasu na bzdury.

Rozwiązanie jest – go digital.

Jeżeli do tej pory nie mieliście czasu na porządną optymalizację strony – to teraz rzesza informatyków zdalnie wam to zrobi. Można też to zrobić samemu, youtube i wujek Google mają taaaaką wiedzę, że w czasach przestoju biznesu można się samemu skutecznie przeszkolić.

Jeżeli do tej pory tylko zastanawialiście się, do czego służą media społecznościowe i jak można w nich robić biznes – to teraz jest właśnie na to czas – na budowanie marki, pozyskiwanie nowych „fanów”, którzy kiedyś będą waszymi klientami, tworzenie wokół siebie społeczności. Blogerzy, vlogerzy i influencerzy Wam to wszystko dokładnie wytłumaczą, w końcu oni siedzą w tym biznesie i na tym zarabiają (ZARABIAJĄ!!).

Jeżeli nie wiecie, w jakim kierunku idzie Wasza branża – to czas na przewertowanie internetu, zanim zrobią to inni. Czas na odkrycie nowych narzędzi internetowych, które usprawnią wam pracę i pozwolą w przyszłości zaoszczędzić koszty. Czas na nawiązanie współpracy z firmami podobnymi jak wy, na wyjście ze swojego ogródka i zawitanie do wirtualnego ogródka sąsiada.

Spektakularne klapy online

Czy każdy biznes, który przeniesie się do wirtualnego świata, jest skazany na sukces?

Nie. I teraz będę strzelać w największych, którzy moim zdaniem mocno ucierpią w obecnej sytuacji.

Jak ma działać wirtualny Uber, jeżeli nikt nie będzie zamawiał taksówek?

Ile strat poniesie Booking.com, jeżeli nikt nie będzie za ich pośrednictwem rezerwował hoteli?

Jak przetrwają wirtualne agencje sprzedaży biletów lotniczych, usług turystycznych czy wyszukiwarki lotów, jeżeli nikt prawie nie lata?

Gdzie jest haczyk i regulamin „drobnym drukiem”

Haczyków jest kilka.

Po pierwsze, jeżeli wszyscy przeniosą się do internetu (szczególnie mobilnego), to sieć po prostu tego nie wytrzyma. Już teraz Netflix zapowiedział, że w przypadku większego zapotrzebowania na przepustowość sieci w związku z pracą zdalną będzie wyłączał kanały.

Po drugie, kto pamięta o protestach w związku z budową sieci 5G? Protesty, które w szwajcarskich gazetach były tematem jeszcze dwa, trzy tygodnie temu. Teraz priorytety się zmieniły i rozwój możliwości technicznych poszybuje jak nigdy. Ba! My sami będziemy tego wymagać!

Haczykiem jest również to, że nasze dzieci staną się cyfrowe o wiele bardziej i szybciej, niż sami byśmy sobie tego życzyli. Zamiast „nie siedź przed komputerem, wyjdź na dwór z kolegami” mamy teraz „nie wychodź na dwór, ucz się przed komputerem”. Znak czasów.

Cała ta sytuacja wpłynie też na relacje między nami samymi.

Ludzie są jacyś inni…

Szwajcarskie relacje międzyludzkie oparte są na dwóch filarach – podawaniu ręki na powitanie znajomym (kolegom, nauczycielom, lekarzom) oraz mówieniu „dzień dobry” na ulicy wszystkim innym nieznanym osobom.

Te dwa filary właśnie upadły.

Od czasu ogłoszenia wirusa istnieje zakaz podawania sobie dłoni. Szwajcarzy – zupełnie jak nie oni – zaskoczyli mnie swoją kreatywnością i spontanicznością, i teraz przybijamy sobie „łokieć”, „stopę” (po wewnętrznej i zewnętrznej stronie, żeby było bardziej z czego robić sobie jaja), albo po prostu „piątkę z dystansu”.

Obecnie nawet uprzejme dzień dobry zniknęło z życia publicznego. Lepiej się omijać szerokim łukiem i nie otwierać gęby, żeby kropelkowe wirusy nie urządzały sobie jatki.

A co ze słynną pracą zdalną i opieką nad dziećmi? Każdy, kto ma w domu małe dzieci wie, że właściwie tak się nie da – albo rodzice podzielą się pracą i zajmą dziećmi na zmianę. Pojawiają się też teorie, że wirus spowoduje falę rozwodów za parę miesięcy, bo małżeństwa nagle „zmuszone” są przebywać ze sobą bardzo dużo czasu i co więcej – razem pracować.

A jeżeli się okaże, że te 4 godziny pracy w domu wystarczą? Że wcale nie trzeba przesiadywać godzinami w biurze, za to można więcej czasu spędzić z rodziną?

Albo może teraz Szwajcarzy zrozumieją, jak ważna dla społeczeństwa jest całodniowa opieka nad dziećmi, na którą rodziców stać? W Szwajcarii żłobki – jako jedyne placówki oświatowe – nie zostały zamknięte. Oficjalnie w celu ochrony babć i dziadków przed koronawirusem – rząd przytomnie założył, że to oni w głównej mierze przejmą opiekę nad małymi dziećmi pracujących rodziców. Intuicja jednak podpowiada mi, że problem leży gdzie indziej. Najbardziej sfeminizowane zawody stały się nagle zawodami strategicznymi. Szwajcaria nie może sobie pozwolić na to, żeby pielęgniarki i opiekunki osób starszych odeszły ze swoich miejsc pracy i zajęły się dziećmi w domu.

Kryzys mnie nie dotyczy, to tylko nadmuchiwana sztucznie bańka

Właśnie że tak, dotyczy nas wszystkich.

Kto pamięta, co się wydarzyło w 2008r? Przez to, że żyjemy w globalnym i zdigitalizowanym świecie, kryzys finansowy jest samonakręcającą się spiralą. Dotknie jedną branżę – i poleci jak kula śnieżna po wszystkich. Może nie dzisiaj i nie w czerwcu, ale za pół roku. Nawet jeżeli dziś miejsca pracy nie są zagrożone (bo wirus nie uderza przecież bezpośrednio we wszystkich), to  bankructwo małych przedsiębiorstw doprowadzi do ich niewypłacalności. Nie będą opłacali faktur usługodawcom, a ci z kolei nie będą mieli na pensje dla swoich pracowników.

Nie ma się co łudzić, że „duzi” dadzą sobie jakoś radę. Pierwsze, co robią duże koncerny w obliczu strat finansowych, to zwalnianie pracowników.

Nie piszę tego po to, żeby straszyć, tylko żeby zdawać sobie z tego sprawę – rozejrzeć się dookoła, w które branże z mojej okolicy to najbardziej uderzy i starać się im pomóc, korzystając z ich usług.

Bardzo budujące jest to, jak w obliczu problemów społeczeństwo się mobilizuje. Pomoc starszym osobom w robieniu zakupów czy wyprowadzaniu psa na spacer nie ogranicza się tylko do najbliższych sąsiadów. Powstają grupy Whatsapp czy na Facebooku, które organizują się w najbliższej dzielnicy. Widzisz panie, digitalizacja.

i słowo na niedzielę

Czy po zakończeniu kryzysu wszystko wróci „po staremu”? Raczej nie. Zmiany w  świecie cyfrowym i tak by nastąpiły, obecna sytuacja tylko je przyspieszy.

Ja właśnie idę na sesję jogi przed komputerem.

 

A wy, jak sobie radzicie w obecnej sytuacji? Spędzacie teraz więcej czasu w internecie, niż wcześniej? Czy Wasz biznes jest bezpośrednio zagrożony?

Podzielcie się swoimi sprawdzonymi metodami na opanowanie wirusa.

 

2 odpowiedzi do “Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?”

  1. Super artykuł! Mega. Zgadzam się z Tobą, w kwestii biznesu, że ta chwila na kwarantannę powinna być przede wszystkim czasem na poszukanie i wdrożenie pomysłu na ” biznes internetowy” a nie siedzenie i czekanie na to, że za chwilę wszystko wróci do stanu sprzed kwarantanny. Bo to nie wróci. Co do rodzin to naprawdę można wszystko poukładać, choć łatwo nie jest – zwłaszcza przy małych dzieciach. Damy radę i „jeszcze będzie normalnie..” ,,:) Pozdrawiam z Polski

Dodaj komentarz