Czy Polki w Szwajcarii mają prawo protestować?

Dzieje się źle. Nikomu nie trzeba tłumaczyć sytuacji.

Jest pandemia, są masowe strajki i demonstracje w Polsce. Rośnie zagrożenie epidemiologiczne, jak również zagrożenie wprowadzenia stanu wyjątkowego (czego zresztą domagała się kilka miesięcy temu opozycja w Polsce, aby przerwać impas z wyborami prezydenckimi).

My w Szwajcarii żyjemy trochę pod ciepłą pierzyną. Stosujemy się do zaleceń dotyczących zgromadzeń publicznych, sytuacja dotycząca zakazu aborcji nas nie dotyczy.

Dlaczego więc Polki w Szwajcarii i w wielu innych państwach strajkują razem z innymi?

Szwajcarzy się z Was śmieją

To jedna z opinii, którą przeczytałam w ciągu ostatnich dni w internecie. Żyjemy może z dala od Polski, ale nasza mała wojenka polsko-polska świetnie się ma w sieci. Liczne grupy polonijne m.in. na Facebooku pokazują, że poziom emocji jest równie wysoki, jak na ulicach w Polsce.

Z jednej strony – klasyka, to samo co zawsze przy każdych wyborach.

„Jak tak dobrze w Polsce, to wracaj tam, po co tu siedzisz”.

„Mieszkasz w Szwajcarii, nie masz prawa decydować, co się dzieje w Polsce”.

„To nie Twój kraj, nie siej zamętu”.

Teraz pojawiły się też nowe.

„Chcecie protestować, to jedźcie do Polski, a nie tutaj” (Jakby podróżowanie w czasach pandemii było rozwiązaniem na protesty).

Oraz „Szwajcarzy się z Was śmieją, przynosicie wstyd Polsce”.

Czy rzeczywiście? Co mówi „szwajcarska ulica” na temat wydarzeń w  naszym kraju?

To nie jest nasz temat

Po pierwsze, nadal najważniejszym tematem jest walka z epidemią. To zaprząta głowy Szwajcarom, a nie jakieś protesty, gdzieś tam.

Po drugie, dopiero po kilku dniach rzeczywistość w Polsce przebiła się do świadomości Szwajcarów.  O sytuacji w Polsce pisały dopiero co wszystkie najważniejsze gazety w kraju. NZZ, Blick, telewizja SRF, RTS.

Piszą ze szczegółami o licznych protestach, o sytuacji w parlamencie, o sytuacji politycznej w Polsce, o zaangażowaniu niektórych polityków i prezydentów miast oraz czym jest spowodowana taka sytuacja. O tym, że rządząca parta jest ultrakonserwatywna i decyzja Trybunału Konstytucyjnego oznacza de facto koniec aborcji w Polsce. O „fundamentalistycznych” głosach w rządzie.

Nikt protestów ani kobiet nie wyśmiewa. Zdaje się, że w Szwajcarii, gdzie aborcja jest (praktycznie) dozwolona, nikomu to raczej nie przyszłoby do głowy.

Przecież Ciebie to nie dotyczy

Nie dotyczy mnie. Osobiście.

W Szwajcarii  – nie w Polsce – urodziłam i wychowuję swoje dzieci. W kraju, gdzie aborcja jest dozwolona do 12 tygodnia ciąży (późniejsza w przypadku ciąży z powikłaniami)*. Badania prenatalne wykonywane są ze względu na przesłanki zdrowotne. Gdzie lekarz ginekolog spokojnym i stonowanym głosem przedstawił mi wszystkie możliwe opcje, istniejące w tym kraju. Co mi wolno, co mnie czeka, za co będę musiała zapłacić sama, a co pokryje kasa chorych.

Zwykłe przekazanie informacji. Bez emocji, bez podtekstów, bez narzucania swoich poglądów. Muszę uczciwie powiedzieć, że ta rozmowa była dla mnie, kobiety w ciąży bardzo ważna. Dała mi bardzo dużo pewności i gwarancji, że w razie problemów i komplikacji nie zostanę z tym sama.

W Szwajcarii nie używa się argumentów, że aborcja to fanaberia znudzonej nastolatki, która dla zabawy „się wyskrobała”.

Kraj, w którym aborcja nie dość, że jest dozwolona, to również bezpłatna, ma jeden z najniższych w Europie wskaźników dotyczących przerywalności ciąży. Przy wzrastającym statycznie wskaźniku podejmuje się działania, aby go powstrzymać. Nie zakazami, lecz edukacją. W wykształceniu młodych Szwajcarów kładzie się duży nacisk na edukację seksualną i antykoncepcję.

Szwajcarskie kobiety się buntują

Tak, podobnie jak Polki, Szwajcarki też strajkują.

W czerwcu 2019r Szwajcarki wyszły tłumnie na ulice, po raz drugi w historii po 38 latach. Strajki – w przeciwieństwie do pokojowych protestów – odbywają się tutaj niezmiernie rzadko. Dlatego było to wydarzenie bardzo ważne, które przyniosło za sobą bezpośrednio odczuwalne skutki.

W kolejnych po strajku wyborach parlamentarnych kobiety uzyskały najwyższą w historii, ponad 40% reprezentację w parlamencie. Trzy kobiety zostały członkiniami 7-osobowej Rady Federalnej – najwyższego urzędu wykonawczego.

Protest szwajcarskich kobiet nie przybrał formy agresywnej. Był to kolorowy, fioletowy, całodniowy happening, którym chciały zwrócić uwagę na nękające je od lat, nierozwiązane problemy. Nierówności w dostępie do pracy, płacy i emerytur, brak wsparcia państwa przy wychowywaniu dzieci, przemoc domową.

Jak też wzięłam udział w tym strajku. Mimo, że „to nie mój kraj” i „nie powinnam się mieszać w cudze sprawy”. Podobnie jak tysiące Szwajcarek, dla których ten dzień był ważny i dlatego zabrały ze sobą swoje małoletnie dzieci.

Dzisiaj swoje otwarte poparcie dla polskich kobiet pokazują również organizatorki tamtego strajku i największe instytucje feministyczne, takie jak Frauenstreik czy Aktivistin. Do akcji dołączyła również się JUSO, młodzieżówka partii socjalistycznej.

Musimy bronić kościołów

Czy w Szwajcarii strajk i gniew kobiet obrócił się przeciwko kościołowi?

Nie, bo w Szwajcarii kościół stanął po stronie kobiet. To właśnie bicie dzwonów w kościołach obwieściło Strajk Kobiet w zeszłym roku.

Kościół – zarówno protestancki, jak i katolicki – jest bardziej socjalny, niż polityczny. Co nie znaczy, że nie angażuje się w sytuację polityczną. Rok temu kobiety zaangażowane w działalność religijną protestowały przeciwko temu, że to na nie i na organizacje kościelne spada ciężar opieki nad potrzebującymi – rodzinami z problemami, długotrwale chorymi, kobietami uciekającymi przed przemocą domową, czy też uchodźcami. Domagały się większej, systemowej pomocy ze strony państwa. Państwa, które kultywując mocno konserwatywne tradycje „nie miesza się w sprawy rodziny”.

Przez wiele miesięcy na wieży kościoła w mojej okolicy wisiał wielki baner wzywający do ochrony Ziemi i środowiska. Kościół w Szwajcarii jest też proekologiczny.

A od niedawna kościoły angażują się w walkę przeciwko koncernom chemicznym. Już za niecały miesiąc Szwajcarzy będą decydować w referendum, czy najwięksi na świecie szwajcarscy producenci pestycydów nie będą mogli stosować zakazanych w Europie środków również w innych częściach świata.

Za tę decyzję na głowę kościoła szwajcarskiego posypały się gromy. Został oskarżony o mieszanie się w sprawy polityczne, o szkodzenie szwajcarskiej gospodarce. Odpowiedź była krótka: robimy to, co dziś zrobiłby Jezus – bronimy najsłabszych. 

Szwajcarskie kościoły nie występują przeciwko kobietom w kwestii aborcji.

Rząd nie zezwala na działanie tzw. „okien życia”, które były zakładane przy organizacjach kościelnych lub wspierających je szpitalach.  Zgodnie z obowiązującymi zasadami, dziecko ma prawo znać tożsamość swoich rodziców. Oddanie go anonimowo do „okna życia” pozbawia go prawa do własnej tożsamości. Rodzice mogą zawsze legalnie oddać dzieci do adopcji, bez negatywnych konsekwencji prawnych, więc „okna życia” są w tym wypadku nielegalne. Ich obecność jest co prawda tolerowana, ale działają w szarej strefie, nie uregulowane żadnymi przepisami.

Jednocześnie próby zalegalizowania ich, bądź też otwarcie kolejnego, kończą się fiaskiem z powodu dużego oporu społeczeństwa i elit rządzących. Rodzice są postawieni przed obowiązkiem wzięcia odpowiedzialności za swoje działania.

Ty też idziesz protestować?

Polki w Szwajcarii protestują.

Pierwsza manifestacja odbyła się w niedzielę, 25 października pod siedzibą Muzeum Polskiego w Rapperswil, z okazji 150-rocznicy jego powstania.  To miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo, jako kolebka polskiej tradycyjno-konserwatywnej myśli ideologicznej.

Kolejne planowane są w Bazylei, Zurychu i Bernie** – o ile pozwoli na to obecna sytuacja. Zgłoszone legalnie demonstracje, za zgodą lokalnych władz, przestrzegając obostrzeń dotyczących epidemii.

Po co protestować w Szwajcarii?

Przeciwko komu i przeciwko czemu mamy protestować w innym kraju?

Przeciwko rządowi pod placówkami dyplomatycznymi, żeby pokazać swoje niezadowolenie i swój gniew? Mamy protestować pod kościołami szwajcarskimi, które są tak różne od kościołów polskich?

Co chcemy przekazać i pokazać Szwajcarom? Że ten temat jest dla nas ważny, żeby było o nim głośno, bo…Europa nam pomoże?

Chcemy pokazać, że solidaryzujemy się z kobietami w Polsce? Bo ja znam osobiście – i pewnie większość osób też – rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi, które są pozbawione jakiekolwiek pomocy ze strony państwa. Znam kobiety, które poroniły, musiały dokonać aborcji martwego płodu i jak wielką traumą to dla nich było. Takich historii jest teraz pół internetu.

I dziwi mnie, że niektórzy udają, jakby te kobiety i ich komentarze nie istniały, jakby oni tego nie widzieli i nie słyszeli. Wolą słuchać głosu sumienia innych, sumienia smutnych panów w garniturach i koloratkach. Tylko kobiet nie.

W Polsce w zeszłym roku dokonano niewiele ponad 1000 aborcji z powodu wad płodu. To nie jest wiele, biorąc pod uwagę kilkaset tysięcy urodzonych dzieci i prawdopodobnie kilka- kilkanaście tysięcy nielegalnych aborcji. Ryzyko, że tragedia dotknie którąkolwiek z nas lub z protestujących kobiet w Polsce, jest na prawdę niewielkie.

To o co ta cała awantura? O co ta wojna?

************************

W 2016r, kiedy przez Polskę przetoczyła się pierwsza fala dyskusji o całkowitym zakazie aborcji, byłam w ciąży. Od mojego ginekologa usłyszałam pełne wyrzutu pytania: o co chodzi rządowi w Polsce? Jak można w pełni zakazywać aborcji? Jak można tak traktować kobiety?

I ja, Polka, chyba po raz pierwszy raz w życiu tak bardzo wstydziłam się za swój własny kraj, mimo że w żaden sposób z tą sytuacją się nie utożsamiałam.  Wstydziłam się że jestem Polką w ciąży w Szwajcarii, że mam komfortową sytuację, że mnie ta dyskusja nie dotyczy.

Łatki stereotypów przyklejają się bardzo łatwo i odklejają bardzo trudno.

Tak, jak teraz nikt nie postrzega Turcji przez pryzmat noblisty Orhana Pamuka czy dokonań historycznych Sulejmana Wielkiego, tylko przez „tego islamistę Erdogana”.

Właśnie tak, dokładnie tak, będą postrzegane Polki i Polacy w każdym innym kraju. Nie za Chopina, nie za Jana Pawła II i nie za Olgę Tokarczuk, tylko jako obywatele zradykalizowanego i konserwatywnego państwa.

 Protestuję w Szwajcarii, bo nie chce się wstydzić za to, że jestem Polką.

 

Strajk kobiet
Zdj. Olgierd Kajak

*Aborcja jest dozwolona po złożeniu przez kobietę pisemnego oświadczenie o trudnej sytuacji życiowej (Notlage po niem.) i przeprowadzeniu rozmowy z lekarzem. Dla kobiet poniżej 16 r.ż. obowiązkowa jest również wizyta w Punkcie Doradczym.

**Protest w Bazylei został odwołany z przyczyn formalnych. W Zurychu protest odbył się 31.10. W Bernie planowany jest na 7.11.

 

O Strajku Kobiet w Szwajcarii w 2019r przeczytasz tu: Jak kobieta chce, wszystko stoi. Fioletowy strajk kobiet w Szwajcarii

 

Jedna odpowiedź do “Czy Polki w Szwajcarii mają prawo protestować?”

  1. Dokładnie! Ja protestuję w Berlinie, bo nie chcę się wstydzić za prawa kobiet w Polsce. Chce chwalić się naszą ojczyzną, a nie cały czas tłumaczyć co się u nas dzieje… Chciałabym, żeby nasz kraj był równie piękny i kolorowy dla wszystkich i najbardziej cenił sobie WOLNOŚĆ.

    Dziwi mnie to, że mimo, tego co przeżyliśmy jako naród, cały czas dajemy odbierać sobie prawa wolnościowe. 🙁

Dodaj komentarz