Moje życie w Szwajcarii

Tylko napiszę jeszcze jeden post, odrobię pracę domową z niemieckiego, ugotuję obiad i mogę się ekscytować moją szwajcarską przygodą.

Nie, nic już więcej nie zrobię, bo pisklaki się właśnie obudziły i domagają się 100% uwagi.

No tak –  takie były plany, kiedy przeniosłam się 4 lata temu z korporacyjnego warszawskiego świata na łono zielonych szwajcarskich Alp.

Wyjdę za mąż, szybko urodzę dzieci, wskoczę w szwajcarskie życie, znajdę równie ekscytującą pracę i moje życie wróci na swoje dawne, normalne tory.

A tymczasem…. Nici z mojej świetnie zaplanowanej kariery domowej Project Managera, czas zakasać rękawy i wyjść na przeciw berneńskiej rzeczywistości.

Jacy są ci Helweci? Da się z nimi żyć? Czy to prawda, że są nudni, poukładani i do bólu porządniccy?

Czy jedzą tylko czekoladę i ser, a każdy ma udziały w banku?

W poszukiwaniu prawdy i obalaniu stereotypów odkrywajcie wraz ze mną jaka ta Szwajcaria jest na prawdę.

Idealna?

Nudna?

Bogata?

Pachnąca czekoladą, czy serem śmierdziuchem?

Jaka by nie była, na poważnie i bez emocji się nie da. Więc posypię ją humorem i ironią i wybiorę się z Frankiem Szwajcarskim na randkę.

Dlaczego z Frankiem, a nie z moim mężem?

Bo Frank to symbol Szwajcarii! Typowo szwajcarski – wiarygodny, godny zaufania, grzecznie leżący w portfelu każdego mieszkańca Helwecji.  Frank wie o tym kraju i jego mieszkańcach najwięcej.

Dlatego to właśnie z nim wybieram się na blogowe randki. Was również na nie zapraszam.

Blanka z Berna