Dziękuję Państwu bardzo, mersi filmol czyli Polak po szwajcarsku a la Król

Mersi filmol. To miał być taki ukłon w stronę dialektu szwajcarskiego. Francusko-niemiecka mieszanka ugrzecznionej, uprzejmiej Szwajcarii.

 

Tuż przed wydaniem dopadła go panika.

Sam nie wiedział, czego się bardziej bał – tego, że ludzie nie będą chcieli kupować jego książki, czy tego, że im się nie spodoba.

Ciekawe, czy będzie dużo hejtu? Bo to, że będzie jest prawie pewne. Pytanie tylko, czy mniej, czy więcej. Nauczył się już tego z polonijnych grup na fejsie. Pytanie o gruszkę czy pietruszkę, a tu 500 komentarzy, a co trzeci to: jak ci się nie podoba, to wracaj do Polski. Jak ci się tak w Polsce podobało, to po co wyjeżdżałeś do Szwajcarii?

Ale w sumie nie mógł narzekać na te fora Polaków. Dzięki nim też czerpał inspiracje do pisania. Czasami przeczytał jedno zdanie, zupełnie wyrwane z kontekstu i opowiadanie samo układało mu się w głowie.

Zawsze zaczynało się banalnie, od jakiegoś akcentu, małej bzdury, może jednego słowa, może obrazu. Ale meandry jego wyobraźni już, już pchały te historie dalej. Czasami lądowały w odmętach surrealizmu, czasami kończyły się istnym horrorem, a kiedy indziej były tylko wyśmianiem stereotypów.

Wiedział, że opowiadania będą o Polakach, ale tu, w Szwajcarii, a nie w Polsce. Takich jakby trochę innych Polakach, przesiąkniętych sztywnymi regułami i narzekaniem na wysokie ceny, ale nadal za wszelką cenę pragnących zachować tę prawdziwą polskość. Pamiętać smak swojskiej kiełbasy, a nie rozgniecionej kiszki cielęcej, spontanicznego wyjścia na piwo nad rzeką zamiast dobrze zaplanowanego w terminarzu spotkania w modnej knajpie w Zurysiu.

Spontaniczny wypad na piwo ze Szwajcarem…. Ze Szwajcarką 😉 Tak, o tym też napisał opowiadanie.

Sam już nie pamiętał, kiedy z tych małych, wyrwanych z rzeczywistości historyjek narodziła się myśl o napisaniu książki.

Może wtedy, kiedy kolejna osoba powiedziała mu : Słuchaj stary, uwielbiam Cię czytać! Ty tak świetnie piszesz, że powinieneś wydać książkę!

A może wtedy, gdy ktoś całkiem mu obcy wylicytował książkę na aukcji dla Owsiaka. Książkę, której wtedy jeszcze nawet nie było. Tak, chyba to go w końcu zmobilizowało.

Zastanawiał się czasami, czy to w ogóle ma sens?

Wydawanie książki na własną rękę, bez całej tej machiny marketingowo – sponsorskiej. Chociaż oprawę – skład, korekty, druk i wszystkie te wydawnicze bzdury powierzył specjalistom, to jednak cały ciężar jej wydania  leżał na jego barkach. Nikt go nie odkrył, żadna z niego Masłowska z Wojną polsko-szwajcarską pod flagą biało-czerwoną. Albo raczej czerwono-białą. Z krzyżem.

O, albo może Kundera, co? Nieznośna lekkość szwajcarskiego bytu. Dobry tytuł na książkę.

Debiutujący pisarz i tyle.

W sumie to wcale o sobie tak nie myślał, jak o pisarzu. Bo co, bo jedna książka i już pisarz?

Debiutujący też  właścwie nie był, pisał od prawie 20 lat. Od czasów studiów takie to tu, to tam, potem ten parentingowy blog o Ojcu-Polaku w Szwajcarii i w końcu Swiss Tales. Szwajcarskie opowieści.

Rozsiadł się wygodnie na kanapie i uśmiechnął sam do siebie. A może wieczór autorski sobie strzelę? Porozdaję autografy, przyjdzie trochę znajomych osób, może część całkiem nieznajomych, ale spodobała im się moja książka? 

Witając się z przybyłymi gośćmi, zacznie od najważniejszego.

 Dziękuję Państwu bardzo. Mersi filmol.

**************************************************

Wakacyjne słońce chyba jej trochę padło na mózg, bo w nagłym przypływie entuzjazmu rzuciła : To ja ci napiszę recenzję książki! Ale wiesz, nie taką suchą, tylko taką fajną, coś wymyślę!

Urlop się skończył, a ona się zastanawiała się, jak ma napisać tę głupią recenzję, skoro nie ma nawet czasu przeczytać książki??

Dzieciaki skaczą po głowie od rana do nocy, wieczorami to ją stać jedynie na ruszanie dużym palcem stopy po dywanie, a nie na czytanie książek. I jeszcze na logiczne myślenie.

Właściwie to go nawet dobrze nie znała. Widzieli się tylko raz, przelotem na dworcu w Aarau, jak przyjechała z bąblami do marchewkowej stolicy Szwajcarii na marchewkowego hot-doga i marchewkowy ser.

Poznali się, jak dużo Polaków w Szwajcarii, dzięki internetowi. Znak czasów. On bloger, ona blogerka, takie pisarskie porozumienie dusz. I imię miał fajne, odlotowe, jak ona.  W dzieciństwie musiała powtarzać je parę razy, zanim ktoś załapał, jak się nazywa. Hanka? Danka? Anka? Pani w cukierni mówiła do niej Lalka.

Ciekawe, jak mówili na niego. Lombard?

Potem okazało się jeszcze, że mają urodziny tego samego dnia.

Tak jakoś od razu go polubiła, nawet mu trochę zazdrościła tej książki, bo w końcu ilu Polaków w Szwajcarii wydaje książki?

A teraz myślała usilnie, jak ma napisać tą nieszczęsną recenzję, i w końcu doszła do wniosku, że napisze ją…zanim przeczyta książkę.

W końcu jego opowiadania znała bardzo dobrze. Czytała je od samego początku, od kiedy założył bloga Swiss Tales. Niektóre dobrze pamiętała, jak to o szwajcarskiej seks lalce, czy o tajemniczym sposobie na poznanie wszystkich dialektów szwajcarskich. O, albo o zagładzie świata przez fondue. Tu to pojechał całkiem po bandzie, musiał się chyba nawąchać tego sera, żeby coś takiego wymyślić.

Albo o matce Polce w Szwajcarii. Jakby czytała swoje własne słowa….

Lubiła ten jego styl pisania. Zagadkowy, trochę ironiczny, czarny humor. Czasami wręcz horror. Wyrzucała mu ze śmiechem, że wiecznie kogoś uśmierca.

Jeżeli ma być w jego stylu, to w tej recenzji też musi się lać krew.

Wyjęła małą rybkę z akwarium i zaniosła ją do kuchni.

Zdychaj – wycedziła przez zęby  i walnęła ją w łeb trzonkiem noża.

Patrzyła się jeszcze przez chwilę na zwłoki ryby na desce kuchennej, po czym wyszła z kuchni, usiadła na kanapie i zaczęła czytać książkę. Mersi filmol.

życie Polaków w Szwajcarii

 

W lipcu 2019 wydana została debiutancka książka Lamberta Króla Mersi filmol. Mikroopowiadania ze Szwajcarii. To zbiór krótszych i dłuższych historii mocno wpisanych w realia życia Polaków w Szwajcarii. Część z nich ukazała się w ciągu ostatnich lat na blogu Swiss Tales.

Książka dostępna jest tu: Swiss Tales

30 sierpnia 2019 o godz. 19.00 odbędzie się spotkanie autorskie w Aarau. Więcej informacji o tym wydarzeniu znajdziecie tutaj:  Wieczór autorski

 

 

2 odpowiedzi do “Dziękuję Państwu bardzo, mersi filmol czyli Polak po szwajcarsku a la Król”

Dodaj komentarz