Zasady Swiss-etykiety prosto i logicznie. Czy wiesz, kiedy popełniłeś faux-pas w Szwajcarii?

Co wypada, a czego nie wypada robić w Szwajcarii?

Jak się zachować, żeby nie wyjść na totalnego gbura?

Kilka podstawowych zasad Swiss-etykiety

W prawicy Twej dźwigasz ciężar honoru Szwajcarii

Pierwszy, podstawowy i kardynalny błąd w Szwajcarii, to salut typu żołnierz na warcie i trzymanie w prawicy czegokolwiek innego, niż dłoń witającego Cię Szwajcara. Porzuć Polaku odmęty spodni, rączki od teczki czy torby i wznieś swą pięciopalczastą prawostronną w mocnym uchwycie przywitania.

Brzdącale uczone są witania się już od przedszkola, co skrzętnie właśnie obserwuję u mojego pierworodnego. Pani nauczycielka niczym smok na warcie czeka w progu drzwi i nie wpuści ani nie wypuści żadnego małego człowieka, dopóki ten nie poda jej ręki.

Uścisk dłoni to pierwsze przykazanie porządnego Szwajcara.

Legendy donoszą nawet, że pewna niezhelwetyzowana rodzina nie uzyskała czerwonego paszportu z białym krzyżem, bo młodociani konsekwentnie odmawiali witania się z nauczycielką w szkole.

Psze Pani, a on się przezywa….

Zapomnij o pani Krysi i pani Bożence. Pan Mietek też Ci kranu nie naprawi, a pan Heniek z czwórki nie skoczy po wspólne piwo.

Albo Krysia, albo pani Wiśniewska. Albo Heniu, albo obywatelu Kowalski.

„Pani”  i”Pan” połączyły się z nazwiskiem i z imieniem za nic nie chcą się swatać. Albo pipka, albo rybka.

Zasady są proste, albo jesteś na oficjalnej, „Szanowna Pani Meyer” stopie, albo już po większych czułościach przeszliście na imię i będziecie się od tej pory tytować. Jak porządek, to porządek.

Co lepsze, o sztywnych zasadach tytułowania trzeba też pamiętać skrobiąc co nie co w internetach lub sms-ach. Przynajmniej po niemiecku.

Jak z psiapsiółą, to „kochana psiapsióło (Liebe Pschapschula) ” i „czułe pozdrowionka” (Liebe Grüsse) . Jak na oficjalu to „Drogi Panie Oficjale” (Liebe Herr Ofiziel ) i „Serdecznie pozdrawiam” (Herzliche Grüsse).

Co do gardła, to w oczy

Jeżeli już przejdziesz przez etap bruderszafta i zaczniesz się z kolegą tytować, to nie zapomnij przy najbliższym wypadzie na piwko głęboko spojrzeć mu w oczy. Oczywiście ani przed, ani po piwie, tylko dokładnie w momencie podnoszenia kielichów na obopólne zdrowie, ewentualnie jak się chcecie nawzajem stuknąć. Kielichami oczywista.

Wzniesienie toastu i wypicie wspólnego drinka bez głębokiego patrzenia sobie w źrenice to wielkie faux-pas. Nie wahaj się ani chwili, wypluj to, coś miał w gębie i szukaj oczekującego Cię wzroku kolegi.

A potem już lej, gdzie ci wygodnie. Prost. En guete.

Nogi z ołowiu, a zydelka brak

Szwajcarzy lubują się w apero. To taka impreza bez imprezy. Generalnie się stoi i coś tam popija, lub podjada.

STOI. Nie siedzi. Nie próbuj być więc zbyt gościnny dla zaproszonych na apero gości i nie funduj im krzesełek. Apero to impreza dla wyprostowanych stawów, więc nie zapraszaj koleżanki na kolanko, bo nie zostaniesz zrozumiany.

Krzeseł brak, w ramach dużego zmęczenia można się podeprzeć na stoliku i udawać, że tak jest wygodnie.

Na podstawie osobistego doświadczenia muszę przyznać, że apero to idealne rozwiązanie na śluby, chrzciny i bankiety, kiedy to 8 centymetrowe szpilki są zachwycone przypominaniem swoim zachwyconym właścicielkom, po kiego diabła je kupiły, skoro nie chcą w nich teraz stać 3 godziny na trawie.

Śmiech to zdrowie

No chyba że jesteśmy w Szwajcarii. Tutaj można być we względnie dobrym zdrowiu, takim na średnim poziomie. Uśmiech wystarczy. Gromki śmiech może powodować efekty uboczne, takie jak ogłuszenie sąsiada obok, ból skrętny mięśni brzucha, ewentualnie dobry humor – a tego przecież należy unikać.

Głośny, donośny śmiech to nie tyle faux-pas, co rzecz w przyrodzie nie występująca. Inaczej ryzykujemy zwrócenie na siebie uwagi całej restauracji.

Król jest tylko jeden

W teorii Szwajcaria jest republiką. W teorii ma nawet prezydenta rozczłonkowanego na 7 osobową Radę.

Ale to tylko teoria.

W praktyce rządzi król, a król jest tylko jeden.

Roger I Federer.

Król tenisa ma status świętego, jego aureola błyszczy w każdej reklamie telewizyjnej, jest nawet Roger witający przyjezdnych na lotnisku w Zurychu i zapraszający do zrobienia sobie wspólnego selfie.

Nie próbuj więc się wykręcać z rozmowy przy kawie o tenisie i nadrabiaj dobrą miną, gdy ktoś Cię spyta, jak oceniasz wczorajszy mecz. Szwajcarów rozgrzewają do czerwoności głównie meczyki z innym szwajcarskim rakietoplayerem, Stanem Wawrinką, mimo że obydwaj mają na koncie pewnie tyle samo wygranych, co przegranych.

Kanapka z rybą przy biurku

…nie ujdzie. Nie ujdzie też chowanie się po kątach i unikanie kolegów w czasie przerwy na lunch.

Wspólne wychodzenie na obiadek ( w większości firm zresztą niepłatne i doliczane skrupulatnie do Twojego czasu pracy) to przyjemność tak wielka sama w sobie, że żaden Szwajcar nie zrozumie, dlaczego nie chcesz mu w tym towarzyszyć.

Lunch to nie tylko napełnianie wygłodniałego brzucha, ale wspólny rytuał, socjalizacja na całego, lepsza niż wspólny papieros lub kawka.

Jeżeli ktoś Cię zaprosi na biznesowy lunch, to wiedz, że będzie się działo. Najprawdopodobniej będzie chciał z Tobą rozmawiać i jeszcze załatwiać jakieś sprawy przy okazji.

Niby niepłatny, ale biznes się musi kręcić….

Samotny wilk w pociągu

To, że na żarło idzie się stadnie nie oznacza, że z żarła ( i z pracy) wraca się stadnie.

Człowiek helveticus w pociągu to istota osamotniona. Siada w najdalszym, najbardziej opuszczonym kącie wagonu i nie ma zamiaru się socjalizować.

Nie próbuj go zagadywać. Ba! Nie próbuj nawet koło niego siadać, jak są jeszcze inne wolne miejsca w wagonie.

Szanuj prywatność – tak to się ładnie nazywa.

Jedynym dozwolonym pytaniem w środkach komunikacji miejskiej jest: czy to miejsce jest wolne? Tak, dokładnie to wolne miejsce, na którym byś normalnie ugniazdowił pupę bez pytania – w końcu jest przecież wolne, nie?

Kwadrans akademicki zostaw studentom w Polsce

Kwadrans akademicki nie istnieje. Ani nawet akademicka dycha, ani piątka.

Jak jesteś w Szwajcarii, musisz być punktualny. Nie pięć minut wcześniej, nie pięć minut później, tylko dokładnie wtedy kiedy wieża kościelna wybija Twoją godzinę.

Ja mogę nawet nastawiać zegarek według szwajcarskiego kolegi. Jak ma wpaść na piwo o 21, to dzwonek zadźwięczy dokładnie między drugim a trzecim biciem dzwonu. Tak, żeby dobiec jeszcze do drzwi przy akompaniamencie kurantów zegarowych i wciąż – punktualnie !!! – o godzinie 21 wpuścić gościa do domu.

Każdemu świstakowi i każdej krowie

Gdzie można uciec od zgiełku ulicznej wrzawy, wyjących syren, klaksonów i głośnej muzyki z głośników samochodów, tak popularnych w Szwajcarii?

Oczywiście w góry. Cisza, spokój, dzwonki krów. I tylko czasami spotkany na górskiej dróżce weekendowy turysta. Dzień dobry. I potem inny turysta. Dzień dobry. I jeszcze jeden, dzień dobry.

Nie wypada nie pozdrowić mijającego Cię wędrowcy. Dotyczy to również każdego napotkanego świstaka i krowy z brzęczącym na szyi łańcuchem.  W zasadzie ta zasada dotyczy każdej napotkanej, kompletnie ci obcej osoby, nie zależnie czy w górach, czy w miastach. W dużych miastach to już może tak trochę głupio, ale na wsiach albo uliczkach osiedlowych – jak najbardziej.

Ale gadania co dzień.

To już lepiej wynieść się z Szwajcarii do spokojnego raju Meksyku, czy Indii.

I znowu te oczy

Nie wystarczy, że burkniesz sobie pod nosem takie tam „bry” sąsiadce. Podobnie jak z golnięciem sobie piwka, zasada „oko w oko” obowiązuje też przy przywitaniu.

Zgodnie z etykietą, jak kogoś pozdrawiasz to wytrzymaj gryzące, trwające 5 sekund spojrzenie, uśmiechnij się życzliwie i pozdrów równie wyraźnie i głośno.

Dzwonię do Ciebie, bo nie mogę teraz rozmawiać

Dzwonisz do kogoś i walisz z mostu, po co dzwonisz.

Albo co gorsza, napiszesz maila i w jednym zdaniu wytłumaczysz, o co ci chodzi.

Nieelegancko.

Najpierw trzeba oczywiście „Liebe Pszapszóło”, potem zapytać się, co słychać, pogadać o gaciach Maryni i dopiero wtedy wyjaśnić, po co zawracasz głowę.

Ja wiem, czas to pieniądz, człowiek lubi się streszczać. Szwajcarzy powinni to niby rozumieć, w końcu taki bogaty naród, ale wykładanie kawy na ławę jakoś im nie wychodzi.

Biedni bogaci

Dajmy na to, kupisz sobie Lexusa.

I co, chwalisz się każdemu, że Cię stać na takie drogie auto? E tam.

Chwalisz się tym, że w promocji było, że to model z zeszłego roku, więc tańszy, że jeszcze ci opony zimowe dorzucili w gratisie i listek zapachowy.

Bogatym w Szwajcarii można być, nawet wypada, ale chwalić się tym, ile się z tego bogactwa w momencie słabości zmarnotrawiło, to już nie wypada.

Chwal się swoim sprytem finansowym i oszczędnością.

Pan pierwszy. Ależ nie, nie, pan przodem, proszę bardzo

To, że masz tego tam Lexusa  i akurat masz pierwszeństwo przejazdu wcale nie oznacza, że możesz pierwszy przejechać.

Szczególnie na skrzyżowaniach równorzędnych, gdzie i tak, i tak trzeba przyhamować i sprawdzić, czy akurat łosie nie biegną z prawej.

Dobra zasada mówi, żeby przepuszczać tych z lewej. Tak jest ładniej i grzeczniej. On Ci oczywiście odmachnie, że no co ty stary, jedź, w końcu masz pierwszeństwo. To ty mu odmachaj, że taki akt łaski kierowcy i niech jedzie pierwszy.

Na autostradach jeszcze nie widziałam, żeby ktoś dawał po hamulcach i przepuszczał z podporządkowanej. Chociaż….wypada zjechać na pas po lewej, żeby ułatwić wjazd włączającym się do ruchu.

Niby nie trzeba, ale tak wypada.

A ty? Czy zaliczyłeś już swoją obyczajową wpadkę w Szwajcarii?

Podziel się z innymi w komentarzach, w końcu nie jesteś jedyny….

 

Podobał Ci się ten wpis?

Przeczytaj więc jeszcze koniecznie o Krótki poradnik, jak w 10 krokach zostać Szwajcarem oraz 10 oznak, że jesteś już Szwajcarem. 

Możesz też ocenić ten artykuł – służą do tego takie żółte gwiazdki gdzieś na dole – oraz zapisać się do newslettera.

 

 

 

 

 

2 odpowiedzi do “Zasady Swiss-etykiety prosto i logicznie. Czy wiesz, kiedy popełniłeś faux-pas w Szwajcarii?”

  1. Potwierdzam te spostrzeżenia. Zwłaszcza patrzenie w oczy podczas toastow. Mój szwajcarski TM popełnił niedawno niezłą gafe. Przy stole siedział polski, niestety bardzo zezujacy gość. Toast. A mój mąż do gościa: „Ale spójrz mi prosto w oczy!!!”😜

Dodaj komentarz