Poradnik mamy imigrantki w Szwajcarii

Jestem Mamą-Imigrantką w Szwajcarii.

W Bernie mieszkam od ponad 5 lat i wydaje mi się czasami, że już wszystko wiem.

Przyjechałam tu z jednym berbeciem w brzuchu, a teraz mam już dwoje. Przeszłam przez wszystkie etapy wtajemniczenia mamy-cudzoziemki.

Od tego, że czuję się jak kosmitka na oceanie i nie rozumiem, co mówią do mnie inne rybki – do momentu, kiedy spotykam inną kosmitkę i z zapałem opowiadam jej,  jak to U NAS w tym oceanie jest.

Zapomniałam już zupełnie, jak to jest, kiedy człowiek ląduje w innym kraju, nie wie, od czego zacząć, w którą stronę ruszyć i co właściwie z sobą na tej emigracji zrobić.

Dlatego powstał poradnik mamy-imigrantki, co by inne kosmitki nie musiały już tego wszystkiego ode mnie wysłuchiwać, tylko z gracją i swobodą mogły się zanurzyć w oceanie szwajcarskich rybek.

Mama idzie na kawę

Podstawowy problem nowo przybyłych tu mam to – gdzie tu poznać nowe ludki? Bywa często tak, że mąż zacieśnia więzi z kolegami w pracy, a mama zostaje w domu z dziećmi i próbuje nagabywać sąsiadów, bo nic innego jej do głowy nie przychodzi. W kawiarni ciężko do kogoś obcego zagadać (helloł – jesteśmy w Szwajcarii!), no to gdzie?

Internet

Internet to nieprzebrane morze możliwości. Szczególnie dla osób, które lubują się siedzieć na Facebooku. Jest kilka grup skupiających Polaków w Szwajcarii, a kilka z nich dedykowanych jest szczególnie mamom. Są grupy lokalne (n.p Polacy w Zurychu; Polacy w Ticino; Polacy w Bernie; Polacy-Suisse Romande), są grupy tematyczne (Polscy Blogerzy w Szwajcarii; Byliśmy, widzieliśmy, polecamy – ciekawe miejsca w Szwajcarii; Szwajcaria aktywnie itp).

Są też grupy typowo mamuśkowe. Polskie Mamy w Szwajcarii (PMWS), czy też Szwajcaria aktywnie z dzieckiem. Wystarczy napisać, że szuka się przyjaznej duszy w najbliższej okolicy i zawsze się ktoś znajdzie.

Ja osobiście poznałam kilka fajnych osób dzięki blogowi i artykułom o dzieciach.

Lokalne ELKI

Mam trochę problem, jak opisać ELKI po francusku i włosku, tak, żeby były zrozumiałe dla osób z tych części Szwajcarii.

ELKI to w niemieckojęzycznej części spotkania Eltern-Kind, czyli Rodzice-Dzieci. Organizowane zazwyczaj w salkach kościelnych lub w dzielnicowych klubach spotkań mieszkańców. Z założenia są to 2-4 godziny tygodniowo, zazwyczaj przed południem, gdzie rodzice mogą przyjść ze swoimi małymi pociechami, napić się razem kawy a bachorki – pobawić w grupie. Nie są to zajęcia zorganizowane, ani płatne, raczej taka nieformalna grupa spotkań.

Jeżeli ktoś jeszcze nie pojął, jak wygląda szwajcarski model rodzinny, to ELKI świetnie się w niego wpisują. Mamy, które zajmują się dziećmi w domu, mogą „odpocząć” od domowych obowiązków w lokalnym klubie.

Warto zwrócić uwagę, że kościoły w Szwajcarii pełnią bardzo aktywną, społeczną rolę – i to bez względu na wyznanie osób. Często organizują wspólne posiłki, giełdy rzeczy używanych, spotkania karnawałowe dla dzieci itp.

Mama uczy się języka

Nie ma się co oszukiwać, większość z nas przyjeżdżając do Szwajcarii nie zna żadnego z obowiązujących tu języków obcych. Na szczęście, nie jest to problem tylko i wyłącznie Polek, a  znakomitej części cudzoziemek (i cudzoziemców).

Dlatego więc warto rozejrzeć się dookoła i po internecie. Można znaleźć całkiem niezłą gamę kursów językowych zorganizowanych przez miasto, gminę, lub różne prywatne instytucje.

MuKI

Szczególnie godne polecenia są kursy językowe Mama-dziecko MuKi (Mutter-Kinder), na które można zabierać ze sobą trochę starsze już dzieci (takie, co potrafią mówić). Takie kursy są często dofinansowane przez władze, bo ich celem jest integracja w społeczeństwie.

Ośrodki dla imigrantów/uchodźców

W Szwajcarii mieszka 25% cudzoziemców, wielu z nich do uchodźcy, którzy – z jednej strony dostają wsparcie od władz, a z drugiej – bardzo często pomagają dalej innym osobom. Dlatego też w takich centrach można spotkać się z ofertą (bezpłatnych często) kursów językowych lub konwersacji, zazwyczaj na podstawowym poziomie.

Miasto/ Urząd ds bezrobotnych

Gminy same często organizują kursy językowe. Są one albo bezpłatne, albo po obniżonej cenie. Informacje można znaleźć na stronie internetowej swojej gminy lub swojego miasta.

W ogóle warto zajrzeć na stronę swojej gminy. Nawet, jeżeli gmina sama nie organizuje kursów, to na pewno znajdzie się tam informacja, gdzie takie kursy w najbliższej okolicy można szukać. Duże miasta mają swoje urzędy ds. imigracji i tego typu informacje (lub kursy) dostępne będą właśnie tam.

Kursy językowe organizowane przy miejskich urzędach ds imigrantów są często dofinansowane przez miasto i są przez to tańsze.

Osoby, które rejestrują się w Urzędzie ds bezrobotnych (po niem. RAV) a wykonują zawód, na który jest zapotrzebowanie w Szwajcarii, dostają skierowanie na kurs językowy (płatny przez RAV), jeżeli doradca uzna, że umiejętności językowe nie są wystarczające. Nie są to kursy na bardzo wysokim poziomie, zazwyczaj kończą się na B1.

Kościoły

Jak dopiero co wyżej wspomniałam, kościoły są tutaj bardzo społeczne. Nie ma co czekać na trwogę od Boga, nawet jeśli któraś mama jest antychrystem w spódnicy. Ewentualnie katoliczką, a nie protestantką – i tak warto zajrzeć na parafialną tablicę ogłoszeń.

Przy okazji, w wielu miejscach w Szwajcarii organizowane są msze polskie. W Bernie np. jest miła pani Polka, która w salce parafialnej uczy inne Polki niemieckiego. Może w innych salkach parafialnych też się znajdą uprzejme Panie Polki.

Kursy językowe

Oczywiście, można zawsze skorzystać z kursów organizowanych przez liczne szkoły językowe. Najpopularniejsze są kursy w Klubschule Migros (Ecole-Club Migros, Scuola Club Migros), dostępne niemal w całym kraju. Oprócz tego inne, popularne szkoły językowe typu Alemania, Inlingua, Benedict.

Co do jakości – ile osób, tyle opinii. Niektórzy uważają, iż kursy z Migrosa są na niższym, niż średnia poziomie, co jest odzwierciedleniem też niższej ceny kursów.

Generalnie jednak, co by nie mówić, to kursy językowe są drogie i oscylują w granicach 500-800 Franków za 40h lekcyjnych (czyli 2-3 miesiące kursu wieczorowego).

Dziecko jest chore

Jak wiadomo, dzieci zazwyczaj są chore w sobotę w nocy, ewentualnie tuż przed świętami – dokładnie wtedy, kiedy wszystko już pozamykane i nie wiadomo gdzie szukać pomocy.

Kasa chorych

W Szwajcarii każdy rodzic ma obowiązek samodzielnie płacić za ubezpieczenie dziecka. I teraz powstaje pytanie: jaką kasę chorych i jakie ubezpieczenie wybrać?

Co do kasy chorych: raczej wybrać tę, co mają rodzice. Firmy oferują zniżki za abonamenty rodzinne, lepiej też szarpać się z jednym ubezpieczycielem, gdy dochodzi do rozliczeń, niż z kilkoma.

A jaki zakres ubezpieczenia? Największy sen z powiek spędza rodzicom wybór ubezpieczenia dentystycznego i ortodontycznego. W szkołach/gminach prowadzona jest profilaktyka dentystyczna, w ramach której raz na rok dzieci mają sprawdzane ząbki i higienę jamy ustnej.

Sprawdzane, ale nie leczone – to już trzeba załatwić na własną rękę. Dużo osób zastanawia się, czy warto ubezpieczać dzieci już jednoroczne czy dwuletnie. W końcu za dużo tam w zębach nie ma do roboty.

Dentyści są w Szwajcarii straaasznie drodzy i większość Szwajcarów wychodzi z założenia, że jednak warto ubezpieczyć już nawet maleńkie dzieci. Gdzieś to się tam zbiera w worku z ubezpieczeniami i w odpowiednim czasie się przydaje. Nie umiem z własnego doświadczenia powiedzieć, czy warto ubezpieczać ząbki dzieciom (moje mają), czy jednak opłaca się iść na żywioł i leczyć zęby tuż za granicą Szwajcarii, gdzie o wiele taniej.

Co do ubezpieczenia ortodontycznego – tu już stawki ubezpieczycieli kształtują się bardzo różnie. Bywa tak, że kasa chorych zwraca połowę kosztów, albo tak, że zwraca 90%, ale wtedy składki są o wiele wyższe. Tak więc trochę na chybił trafił. Na pewno warto porównać ofertę i tu niekoniecznie się kierować ubezpieczycielem dla całej rodziny.

Pediatra

Nie warto też zwlekać z wyborem pediatry. W dużych miastach powiedziałabym nie tylko wyborem – co wyszukaniem!

Tutaj trzeba samemu znaleźć sobie lekarza, który zaakceptuje (!) nasze dziecko i wpisze go na listę swoich pacjentów. Jeżeli nasza pociecha zachoruje, nie trzeba już panicznie obdzwaniać lekarzy w okolicy i szukać takiego, który zgodzi się przyjąć „obcego” pacjenta.

Wiele mam poszukuje lekarzy mówiących po polsku, bo nie znają lokalnego języka. Warto być świadomym, że większość lekarzy zna doskonale angielski lub inny język obcy, niekoniecznie obowiązujący w tej części Szwajcarii, gdzie akurat mieszkamy.

Druga ważna rzecz – to znalezienie najbliższej apteki, która pełni dyżur 24h. Oraz szpitala, który w nagłych przypadkach przyjmuje 24h.

Dziecko idzie do żłobka

Specjalnie piszę oddzielnie do żłobka (kita, creche, asilo nido),  a oddzielnie do przedszkola lub szkoły, bo w przypadku żłobka mamy wybór. A w przypadku przedszkola – nie.

Do żłobka przyjmowane są dzieci od 4 miesiąca życia – bo dokładnie wtedy kończy się szwajcarski macierzyński (ho, ho – ale poszaleli!).

To, co godne uwagi, to dwie rzeczy:

a) żłobki są bardzo drogie. Za 5 dni żłobka w tygodniu trzeba się liczyć z opłatami rzędu 2200- 2700 Franków miesięcznie. Rodzinom przysługuje dofinansowanie, ale co kanton/gmina/pensja, to inna zasada. Nie ma wyjścia, trzeba się dowiedzieć samemu, jakie zasady obowiązują w naszej gminie

b) żłobki są trudno dostępne. Bajki o tym, że zapisuje się dzieci, które się jeszcze nie urodziły trzeba odkurzyć i włożyć do segregatora „czysta prawda”. Inaczej czeka nas obdzwanianie dwudziestu żłobków w okolicy i wiszenie na liście oczekujących.

 A po co mi żłobek?

Wiem, że bardzo dużo mam ma dylemat moralny z oddaniem berbeciów do żłobka. To, co można zapisać na plus to fakt, że nie trzeba dzieci oddawać od razu na cały tydzień. Przy istniejących tu warunkach społecznych dwudniowa opieka w żłobku jest jak najbardziej normalna.

Ważne jest również to, że nasze dzieci od małego będą się rozwijały z językiem lokalnym – szczególnie, jeśli wychowują się w rodzinie polskojęzycznej.

Moje dzieci są najlepszym przykładem na to, jak świetnie radzą sobie dzieci wielojęzyczne (Moje dzieci są dwujęzyczne. A właściwie trójjęzyczne). 

Dziecko idzie do Spielgruppe

A jeżeli nie do żłobka, to może chociaż do Spielgruppe? Google mnie przekonuje, że po francusku nazywa się to Garderie, a po włosku w ogóle się nie nazywa (Gruppo Mama ed io? Incontro di gioco?).

Spielgruppe jest płatne, trwa 2-3 h, raz lub dwa razy w tygodniu. Dzieci są tu pozostawione pod czujnym okiem opiekunek, a nie mam. Mamy idą w tym czasie do kosmetyczki.

W Spielgruppe bachorki nie tylko rozwijają swoje umiejętności pracy w grupie (na co w Szwajcarii kładzie się bardzo duży nacisk), ale też mają pierwsze doświadczenia z lokalnym językiem. To bardzo ważne, jeżeli potem mają uczęszczać do przedszkola i mieć kłopoty ze zrozumieniem innych dzieci.

Tak w ogóle, im szybciej dzieci uczą się różnych języków, tym lepiej. Mówię Wam to ja, lingwistka z zawodu, która z niejednego obcojęzycznego pieca chleb jadła i nawet jako stara kwoka nauczyła się niemieckiego.

Dziecko idzie do szkoły

Obowiązek szkolny w Szwajcarii jest dla dzieci od – mniej więcej – czwartego roku życia. Mniej więcej, bo w niektórych kantonach jest od trzeciego. Czasami jest to dwu- ( lub trzy-) letnie przedszkole, czasami nazywa się już to szkoła.

Zazwyczaj jednak obowiązuje ta sama zasada, czyli że punkt odcięcia rocznika jest w lipcu/sierpniu. Dzieci z danego rocznika urodzone później muszą poczekać jeszcze jeden rok. Natomiast dzieci urodzone niewiele wcześniej – czyli w czerwcu lub lipcu – mogą wybrać. Jeżeli rodzice uznają, że chcą z dziećmi posiedzieć w domu dłużej, to maluchy rozpoczynają naukę szkolną w wieku 5, a nie 4 lat.

Zaczynamy przedszkole

Dzieci do przedszkola nie zapisuje się samemu. W okolicach grudnia rodzice z nowego rocznika dostają od gminy komplet dokumentów i formularzy do wypełnienia i to gmina decyduje, do którego przedszkola/szkoły nasza pociecha będzie zapisana.

Rodzice mają prawo do odwołania się od tej decyzji. Krążą legendy, że niektórym się udało – to w dużej mierze zależy od dobrej woli kierownictwa szkoły.

Można wybrać dla dziecka przedszkole prywatne (np. Montesori) i jeżeli zaznaczymy to w odpowiednim formularzu, to nasze dziecko spełnia obowiązek szkolny w rozumieniu szwajcarskich przepisów.

….i po przedszkolu

Najważniejsza informacja, od której każdej mamie grdyka zastyga nieruchomie w gardle, a oczy robią się większe od 5 Fr. Przedszkole jest do godz. 12, a szkoła ma przerwę obiadową – również od tejże 12.00. Wtedy dzieci karnie maszerują do domu na obiadek, który im karnie przygotowały mamusie.

A jak mama w pracy?

Trzeba się dobrze zorientować w ofercie dodatkowej, która jest u nas w okolicy. Maluchy przedszkolne często mogą być odbierane przez pobliskie żłobki – ale często też żłobki nie chcą „obcych” czterolatków i akceptują tylko swoje, „byłe” dzieci.

Inną opcją jest tzw. Tagesmutter, czyli mama na etacie opiekunki, która zajmuje się 4-5 dzieci do czasu powrotu ich rodziców z pracy.

Opiekunka? Ciężki temat. Opiekunki są w Szwajcarii bardzo drogie, to zawód jak każdy inny, trzeba ją oficjalnie zatrudnić i opłacić ubezpieczenie jako pracodawca. I dlatego mało kogo na to stać. Pozostaje opcja au-pair, która też jest regulowania prawnie, np może to być tylko osoba do 26 roku życia, która musi mieć przez pracodawcę opłacony kurs językowy i własny pokój.

Są jeszcze „świetlice”, czyli po niemiecku Tagesschule/ Tägi lub Horty. Ale – po pierwsze nie każda szkoła lub gmina ma obowiązek ich organizowania. Czasami po prostu ich nie ma.

Po drugie – często są poza budynkiem szkoły (który z zasady jest zamknięty na czas przerwy obiadowej), więc nasze małe jeszcze dzieci mogą sobie nie dać same rady. Zanim zapiszecie dzieci do Tagesschule, upewnijcie się, że ktoś przyjdzie odebrać biednego czterolatka ze szkoły i zaprowadzi do „świetlicy”.

Mama ma problem

Z dzieckiem.

Czy to małym, czy też już takim pyskatym, co to od ziemi odrosło i nos ma wyżej niż własne ego.

O pomoc w problemach wychowawczych i opiekuńczych można się zwrócić do Doradztwa dla Matek i Ojców (Mütters- und Vätersberatung, Centre de Puericulture). Regionalne centra znajdują się m.in w Zurychu, Bernie, Zug, Aargau czy Baden.

Doradcy mówią często w więcej niż jednym języku, ale warto telefonicznie sprawdzić, czy przyjmie nas akurat ktoś, kto się z nami dogada.

O czym można porozmawiać w takim centrum doradczym? Od odparzeń po pieluchach i buncie trzylatka, po siedzenie godzinami przed komputerem czy podgryzanie warkoczy koleżankom z klasy. Od dzidziusia po nastolatka.

Przy centrach doradczych są też często zlokalizowane giełdy pracy dla latorośli – jeśli chcą sobie dorobić w wolnym czasie, lub jeżeli mamy ich już dosyć i mają sobie sami zapracować na kieszonkowe.

Dziecko uczy się polskiego

Polskiego dziecko może się uczyć, bo na przykład w Szwajcarii jest tylko parę lat i wróci do polskiej szkoły.

Albo rodzicom bardzo zależy, żeby nauczyło się poprawnie pisać i czytać po polsku.

W Szwajcarii jest kilka możliwości nauki polskiego.

Po pierwsze, Szkoła Polska przy Ambasadzie w Bernie, oraz ta sama Szkoła z siedzibą w Zurychu.  Oprócz tego jest szkoła polska w Genewie, w Bazylei, Polska Szkoła im. Macieja Płażyńskiego w Lozannie- Marly oraz  Polska Szkoła przy Polskiej Misji Katolickiej w Zurychu. 

Nauczanie zdalne oferuje Polska Szkoła Internetowa Libratus.

Uff, to prawie wszystko.

Jak tam, mamy kosmitki?

Czujecie się już trochę jak rybki w szwajcarskim oceanie?

15 najlepszych aplikacji, bez których ciężko jest żyć w Szwajcarii

Zauważyliście, że od czasu koronawirusa zrobiliśmy się bardziej digitalni? Więcej laptopów i home-office, więcej wiszenia na komórkach. Dzisiaj niezbędnik każdego „nowego Szwajcara” – 15 najlepszych aplikacji na telefon, bez których ciężko tu żyć.

A które bardzo ułatwiają nam życie.

Czytaj dalej 15 najlepszych aplikacji, bez których ciężko jest żyć w Szwajcarii

Szwajcaria stawia czoła wirusowi. Szkoły, transport, usługi

„To bardzo szwajcarskie, szukać rozwiązań razem z branżami, zamiast decydować z góry”

Te słowa padły 16 kwietni z ust Alain Berset, członka szwajcarskiej Rady Federacyjnej i Ministra Zdrowia.

Członkowie rządu jak co dzień przedstawili mieszkańcom obecną sytuację w Szwajcarii. Tym razem jednak – podobnie jak 13 marca, gdy ogłaszano „lockdown” – wszyscy oczekiwali konkretnych dat. Kiedy skończy się „zamknięcie” Szwajcarii? Czytaj dalej Szwajcaria stawia czoła wirusowi. Szkoły, transport, usługi

Szwajcaria walczy z koronawirusem. Sytuacja w służbie zdrowia i w gospodarce

koronawirus w Szwajcarii

Jak Szwajcaria walczy z koronawirusem?

Szwajcaria wysuwa się na czołówkę państw światowych dotkniętych koronawirusem. Zgodnie z danymi Worldometers, jest obecnie na 8 miejscu pod względem potwierdzonych przypadków zakażeń.

W jaki sposób kraj podszedł do walki z wirusem i jak to wpływa na lokalną gospodarkę?

Zaledwie tydzień temu napisałam post o tym, jak bardzo koronawirus zmieni nasze życie. Nie przewidziałam jednak dwóch rzeczy. Tego,

a)  jak bardzo moje przewidywania okażą się słuszne

b) że zmiany nastąpią tak szybko

Czytaj dalej Szwajcaria walczy z koronawirusem. Sytuacja w służbie zdrowia i w gospodarce

Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?

Świat się zmienia, właśnie teraz

W miniony poniedziałek Rada Federalna Szwajcarii ogłosiła na konferencji pełne „wyłączenie” kraju. Kto śledził w tym czasie niusy w swoim telefonie? A kto włączył radio lub telewizor? A może ktoś się dowiedział o zmianach dopiero z porannej gazety?

Koronawirus to nie tylko choroba, z którą walczy pół świata.

To wirus, który prawdopodobnie zmieni nasze zachowania społeczne szybciej, niż przypuszczaliśmy. Czytaj dalej Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?

Zasady Swiss-etykiety prosto i logicznie. Czy wiesz, kiedy popełniłeś faux-pas w Szwajcarii?

Co wypada, a czego nie wypada robić w Szwajcarii?

Jak się zachować, żeby nie wyjść na totalnego gbura?

Kilka podstawowych zasad Swiss-etykiety

W prawicy Twej dźwigasz ciężar honoru Szwajcarii

Pierwszy, podstawowy i kardynalny błąd w Szwajcarii, to salut typu żołnierz na warcie i trzymanie w prawicy czegokolwiek innego, niż dłoń witającego Cię Szwajcara. Porzuć Polaku odmęty spodni, rączki od teczki czy torby i wznieś swą pięciopalczastą prawostronną w mocnym uchwycie przywitania. Czytaj dalej Zasady Swiss-etykiety prosto i logicznie. Czy wiesz, kiedy popełniłeś faux-pas w Szwajcarii?

Dziękuję Państwu bardzo, mersi filmol czyli Polak po szwajcarsku a la Król

ksiązka o szwajcarii

Mersi filmol. To miał być taki ukłon w stronę dialektu szwajcarskiego. Francusko-niemiecka mieszanka ugrzecznionej, uprzejmiej Szwajcarii.

 

Tuż przed wydaniem dopadła go panika.

Sam nie wiedział, czego się bardziej bał – tego, że ludzie nie będą chcieli kupować jego książki, czy tego, że im się nie spodoba.

Ciekawe, czy będzie dużo hejtu? Bo to, że będzie jest prawie pewne. Pytanie tylko, czy mniej, czy więcej. Nauczył się już tego z polonijnych grup na fejsie. Pytanie o gruszkę czy pietruszkę, a tu 500 komentarzy, a co trzeci to: jak ci się nie podoba, to wracaj do Polski. Jak ci się tak w Polsce podobało, to po co wyjeżdżałeś do Szwajcarii? Czytaj dalej Dziękuję Państwu bardzo, mersi filmol czyli Polak po szwajcarsku a la Król

Moje dzieci są dwujęzyczne. A właściwie trójjęzyczne

dwujęzyczne dzieci w Szwajcarii

Moje szwajcarskie dzieci są trójjęzyczne.

Posługują się w miarę biegle i zrozumiale po polsku, włosku i po niemiecku.

W miarę biegle uwzględniając oczywiście ich wiek, bo jedno ma trochę ponad dwa lata, a drugie trzy i pół. O teorii względności z nimi nie porozmawiam, ale już o tym, co dzisiaj jadły na obiad i co nowego słychać u Misia Uszatka – jak najbardziej.

Chociaż, kto ich tam wie.

Może w żłobku rozmawiają z nimi po niemiecku o Einsteinie, w końcu mieszkamy w Bernie, które bardzo lubi się chwalić swoim najsłynniejszym obywatelem.

W każdym razie ja na pewno tego nie zrozumiem, bo w przeciwieństwie do moich dzieci nie znam dialektu berneńskiego. Czytaj dalej Moje dzieci są dwujęzyczne. A właściwie trójjęzyczne

Mam wyższe wykształcenie, jestem ekspertem, szukam pracy w Szwajcarii. Dlaczego Szwajcarzy nie zatrudniają imigrantek?

kobiety na rynku pracy w Szwajcarii

Artykuł zaktualizowany 13 września 2019. Oryginalnie ukazał się  na blogu  Auslanderka w Szwajcarii 11 stycznia 2019r. 

Czy w Szwajcarii są potrzebni eksperci z zagranicy?

Nie, wcale nie.

Jest ich tutaj tysiące.

Wysoko wykwalifikowani, dobrze wykształceni, z odpowiednią wiedzą i doświadczeniem.

Siedzą w kuchni, gotują obiad dla dzieci i zdaje się, że nikt ich w tym społeczeństwie nie zauważa.

Ekspertki, nie eksperci. Czytaj dalej Mam wyższe wykształcenie, jestem ekspertem, szukam pracy w Szwajcarii. Dlaczego Szwajcarzy nie zatrudniają imigrantek?

Śmierdzące jajo na wagę złota. O tym, co Berno zrobiło ze spadkiem, w którym łapki maczali bezpośrednio najwięksi zbrodniarze w historii.

Kolekcja Gurlitta w Bernie

Mili Państwo, dzisiaj będzie o gołych babach

O degeneratach, zniszczonych wojną ludziach, o złych nazwiskach i o tym jak polityka może wpływać na sztukę. Oraz o tym, jak  trudno 70 lat po wojnie osądzić jednoznacznie, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

Myślicie, że będzie o aktualnej sytuacji w Polsce, żołnierzach wyklętych i konflikcie z Izraelem i Ukrainą?

Otóż nie, ta historia dotyczy Szwajcarii. I tak jak w thrillerach Hitchcocka najpierw będzie trzęsienie ziemi, a potem napięcie wzrośnie.

A wszystko zaczęło się całkiem niewinnie od pewnego spotkania w pociągu z Zurychu do Monachium w 2010r.

 

Niemiecki strażnik celny zainteresował się starszym, dobiegającym do 80tki, dobrze ubranym panem, który przewoził w kopercie znaczną kwotę pieniędzy. Samo przewożenie gotówki przez granicę nie jest zakazane, ale starszy pan przyznał, że pieniądze uzyskał ze sprzedaży obrazu w Bernie. Padło podejrzenie o oszustwo podatkowe i dociekliwy celnik zapytał się wujka Google, co też ten wie o spotkanym pasażerze, niejakim panu Gurlitt. Czytaj dalej Śmierdzące jajo na wagę złota. O tym, co Berno zrobiło ze spadkiem, w którym łapki maczali bezpośrednio najwięksi zbrodniarze w historii.

Czego się musiałam nauczyć, jako matka szwajcarskiego dziecka?

Wychowanie dzieci w Szwajcarii

Moje dziecko zawsze jest brudne

Im bardziej deszczowy i ponury jest dzień, tym więcej moje szwajcarskie dziecko ma zabawy na najbardziej brudnym z możliwych placów zabaw. Takie jest przynajmniej założenie żłobków i przedszkoli.

Ogólnie przyjęta w narodowym referendum polityka prorodzinna mówi, że dzieci, aby się dobrze rozwijały muszą być brudne.

Do realizacji tego szczytnego celu służą oczywiście instrumenty ochronne takie jak kalosze i nieprzemakalne spodnie, ale i tak zdarzają się takie dni, kiedy z uśmiechem pełnym podziwu dla osiągnięć mojego berbecia żłobianka vel przedszkolanka mówi: Tak się dzisiaj dobrze bawił na placu zabaw, że był cały przemoczony, aż po pieluchę!

A ja, jako matka małego Szwajcara muszę pokazać, jaka jestem z tego dumna.

Z drugorodną było mi już łatwiej. Naprawdę?? Zjadała liście z ziemi? O, jak super!!! Tak, ja też uważam, że to słodkie.   Czytaj dalej Czego się musiałam nauczyć, jako matka szwajcarskiego dziecka?

Czy ja mówiłam, że nie znam niemieckiego? Ha! To już znam!

jak nauczyć się szybko niemieckiego

Jak najszybciej i najprościej nauczyć się niemieckiego?

4 miesiące popełniłam pewien wpis, w którym przyznałam się, że nie znam niemieckiego.

I posypały się na mnie z tu i owędzia gromy, że przecież ja znam niemiecki! Do kitu, bo do kitu, no ale znam!

Ja też co prawda nigdy nie twierdziłam, że nic nie umięę i nie rozumięę, tylko że znam do bani. Jak na mój wysoce zintelektualizowany poziom ambicji, to stanowczo za mało.

I właśnie z okazji Nowego Roku i dotrzymywania nigdy niedotrzymywanych noworocznych obietnic postanowiłam natchnąć wszystkich nieprzekonanych do swoich własnych planów i napisać post motywacyjny.

Żeby motywacji było zadość, oznajmiam wszem i wobec, że ZNAM NIEMIECKI. Ha!

Jak mi się to udało osiągnąć w tak krótkim czasie?

Ostatnim razem było o tym, jak się nie nauczyć języka, nawet jak się bardzo chce.

To tym razem będzie o tym, jak się go nauczyć, jak standardowe metody zawodzą. Coś tam jednak co nieco z tego dojcza sklecę, więc dziś podzielę się tajemną wiedzą, jak można się samemu uczyć języka obcego.

A najlepsze – uważajcie, na sam koniec. Czytaj dalej Czy ja mówiłam, że nie znam niemieckiego? Ha! To już znam!

O świętym Mikołaju, szwajcarskich zegarkach i wyprzedaży na odpustach. Jak się religijnie zreformowała Szwajcaria

Grudzień na przednówku, za oknem biało, więc najwyższy czas pomyśleć o prezentach dla rodziny. Dla siebie też, bo co będzie jak nam kolejną parę skarpet i majtek kupią. Dzisiaj będzie więc post o kupczeniu. Co powiecie na małe odkupienie win? Albo wyprzedaż grzechów? Może kilka dodatkowych lat w czyśćcu? No niestety, na takie zakupy w Szwajcarii jest szlaban. A przynajmniej w mojej, protestanckiej części Szwajcarii. I to już od dobrych 500 lat, wszystko przez niejakiego Martina Lutra, średniowiecznego pastora. Nie mylić z Martinem Luther Kingiem (dla niezorientowanych – to też co prawda pastor, tyle że amerykański i taki bardziej dwudziestowieczny).
A więc tenże Martin Luter uznał, że sprzedawanie- w zamian za odpuszczenie grzechów –  kopytek osiołka ze żłóbka Jezuska lub też małej kości czwartego palca świętego Nepomucena to marketing rodem z mikołaja Coca-Coli, a nie zachowanie godne świątobliwych średniowiecznych mnichów, nie mówiąc już o biskupach. Spisał więc listę wszystkich To-Do i Not-to-Do w kościele katolickim i 31 października 1517 r. przybił swoje słynne 95 tezy na drzwiach kościoła w Wittenberdze, co by się ludziska dowiedzieli, iż pobłądzili i muszą wrócić na drogę praworządności. Tak w skrócie można by opisać początki reformacji, największego rozłamu w historii chrześcijaństwa.
A tak na marginesie, przyznać się bez bicia, kto w listopadzie słyszał w kościele w Polsce na kazaniu, że przypada właśnie 500-lecie protestantyzmu? Czytaj dalej O świętym Mikołaju, szwajcarskich zegarkach i wyprzedaży na odpustach. Jak się religijnie zreformowała Szwajcaria

Czy język może być uparty jak osioł? Dlaczego nie mogę się nauczyć niemieckiego?

jak się nauczyć łatwo niemieckiego

Co jest nie tak z tym językiem? Dlaczego nie mogę się nauczyć niemieckiego?

 

Za każdym razem, jak jestem w Polsce na wakacjach, to słyszę to samo zdanie:

Ty to już pewnie w tej Szwajcarii zostaniesz, co? Niemiecki znasz, pracę sobie dobrą znajdziesz, to po co masz do Polski wracać?

No i właśnie tutaj jest taki mały niuansik.

Bo ja wcale niemieckiego nie znam.

Więc o szukaniu pracy na lokalnym rynku nawet nie mam co myśleć.

Wiem, że zaraz znajdą się ekspaci, co powiedzą, że w korporacjach niemiecki nie jest konieczny i można dać sobie radę z angielskim, tylko że moje małe i kochane Berno tak trochę mało korporacyjne jest.

Dla tych, co nie w temacie – ekspaci to białe kołnierzyki przeniesione z ziemi nad Wisłą do ziemi pod Alpami.

Zazwyczaj na dobrze płatne kontrakty, werbowani u siebie w kraju, więc nikt od nich niemieckiego na dzień dobry nie wymaga.

To tak w skrócie rzecz ujmując – to nie ja.

Ja – to już mieszkam w Szwajcarii od dwóch i pół roku i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że po takim czasie powinnam już się z lokalsami dogadywać.

Więc uczę się tego niemieckiego i uczę i nie mogę się go nauczyć. W celu uniknięcia tak zwanych wielce pomocnych i dołujących rad w komentarzach od razu zaznaczę, co zazwyczaj jest zapisane małym drukiem na końcu strony: Czytaj dalej Czy język może być uparty jak osioł? Dlaczego nie mogę się nauczyć niemieckiego?