Koleją przez Szwajcarię. Pociąg panoramiczny Glacier Express

Nie podróżuje się po to, by przyjechać, tylko po to, by podróżować.

Gdyby Johann Wolfgang Goethe żył 100 lat później, te słowa wypowiedziałby z pewnością o Glacier Express.

Zapraszam na czwartą część podróży Koleją przez Szwajcarię.

Glacier Express – piękno podróży samej w sobie

„Lodowcowy Express” przemierzający Szwajcarię z zachodu na wschód wzdłuż Alp to najpiękniejszy – ale jednocześnie najwolniejszy pociąg ekspresowy w kraju. Dokładnie tak, jak powiedział Goethe – jego celem nie jest przybycie do celu podróży.

Celem Glacier Express jest podróż sama w sobie.

Kiedy ktoś pierwszy raz zobaczy trasę pociągu – z leżącego na zachodnim krańcu Zermatt do położonego na południowym wschodzie St. Moritz – złapie się za głowę. Osiem godzin! W dodatku trasa nie jest wcale taka długa, bo zaledwie 290 km.

Jeżeli jednak dobrze ją prześledzić to widać, że znaczna jej część prowadzi przez góry. Taki był też dokładnie cel utworzenia tej pięknej panoramicznej trasy. Z jednego popularnego kurortu do drugiego, podziwiając piękno ośnieżonych, alpejskich szczytów, położonych w dolinach zielonych łąk, rozpiętych nad przepaściami kamiennych mostów i czując wiatr we włosach, gdy pociąg rozpędza się w wąwozie Renu.

Pierwszy Glacier Express wyjechał w swą dziewiczą podróż w 1930 r. Szwajcarskie góry przeżywały w tym czasie swoisty boom turystyczny. Europejska arystokracja przyjeżdżała tłumnie nie tylko po to, aby podziwiać piękne widoki.

Brytyjczycy byli prekursorami wspinaczek wysokogórskich i sportów górskich. Kiedy w drugiej połowie XIX w jak grzyby po deszczu powstawały w Szwajcarii nowe linie kolejowe, równie dużym zainteresowaniem cieszyły się koleje górskie. Dostać się wyżej, osiągnąć nieosiągalne, zobaczyć więcej.

Wysokie szczyty Alp były do tej pory znane tylko pasterzom i nielicznym przewodnikom górskim. Nagle – dzięki kolei wspinającej się stromo pod niebotycznym pochyleniem  – to, co było zarezerwowane jedynie dla wybranych, cieszących się świetną tężyzną fizyczną, zaczęło być dostępne również dla mas. 

Glacier Express oferował w pigułce to, co w Szwajcarii było najlepsze. Luksus, komfort, niezapomniane widoki i przeżycia. Jednego dnia wyjazd z zielonej górskiej doliny, przejazd przez ośnieżoną przełęcz z widokiem na lodowce i powrót równie pięknej i zielonej doliny po drugiej stronie Alp.

Moja podróż Expresem Lodowcowym odbyła się w maju 2021 r i moje przeżycia od tych podróżujących 100 lat różnią się tylko jednym – dziś na trasie można oglądać jedynie jeden lodowiec. Pozostałe – od których nazwę wziął słynny pociąg już nie istnieją. Wszystko inne, związane z tą podróżą się nie zmieniło.

Glacier Express nadal zachwyca.

Zermatt – z widokiem na króla Alp

Zermatt to pierwszy – albo jak ktoś woli ostatni – przystanek na trasie pociągu. Żeby się dostać do uroczego miasteczka ukrytego w dolinie kantonu Walis, trzeba porzucić gumowe koła i dosiąść żelazną bestię jadącą z/przez Visp. Dojazd do multi-eko miasta jest możliwy tylko pociągiem. Porzuć swe płonne nadzieje kierowco czterokołowca. Nawet słynne żółte autobusy Post Auto tutaj nie dojeżdżają.

Zermatt – i rozciągający się z niego widok na Matterhorn – nie jest tylko przystankiem na trasie pociągu samym w sobie. To jedno z najpiękniejszych i najczęściej odwiedzanych w Szwajcarii miejsc.

Z Zermatt wyruszamy w naszą podróż.

Wiszący most Charles Kuonen -nerwy na uwięzi

Na wysokości miejscowości Randa z okien pociągu można obejrzeć najdłuższy (do niedawna) wiszący most Charles Kuonen. Zbudowany w zaledwie trzy miesiące most liczący sobie 494 m został wpisany do Księgi Rekordów Guinessa w 2017r. W tym roku na czele listy najdłuższych wiszących mostów znalazł się portugalski Arouca ze swoimi 516 m.

Alpejski most jest położony na wysokości 2100 m n.p.m. i w najwyżej położonym punkcie pohuśtamy się 86 m. nad ziemią. Dojść można do niego tylko pieszo – z Randa potrzeba na to 2,5 godzinnej wędrówki po górach. Brak dróg dojazdowych sprawił też, iż wszystkie materiały potrzebne do jego budowy zostały przetransportowane helikopterami.

Aby dodać trochę adrenaliny, cały most na ażurową konstrukcję – dzięki temu można oglądać również dno wąwozu. To dla tych, którym się znudzi widok na otaczające wierzchołki gór.

Niederwald – aby poczuć się jak w Ritzu.

Podróżując wzdłuż doliny Rodanu spotkamy na trasie pociągu małe miasteczko Niederwald – zagubioną w górach wioskę, która w 1850 przyniosła światu jednego z najsłynniejszych Szwajcarów – Cesara Ritz.  

Nazywany „królem hotelarzy” i „hotelarzem króli” Szwajcar stworzył pierwszą na świecie i najsłynniejszą sieć hoteli „Ritz-Carlton” i stał się tym samym prekursorem sieciowej oferty luksusowej. 

Zumdorf -mały, ale jary

Zumdorf w pobliżu Andermatt to najmniejsza wioska w Szwajcarii. Liczy sobie obecnie zaledwie 3 mieszkańców – ojca i dwóch synów. Ale nawet w czasach „świetności” mieszkało tam nie więcej niż 15 osób. Mini wioska okryła się złą sławą przez schodzące tędy lawiny. To wtedy mieszkańcy wynieśli się z odsłoniętego zbocza.

Mimo, że mikroskopijna, Zumdorf może się pochwalić własną kaplicą oraz restauracją. To właśnie restauracja, leżąca przy 20-sto kilometrowej trasie dla biegaczy narciarskich, przyciąga zgłodniałych sportowców i turystów chętnych na mikro-zwiedzanie mikro-wioski.

Jednego nie można odmówić.

W Zumdorf nie ma się zatargów z sąsiadami.

Andermatt – gdzie diabeł nie może

W Andermatt pociąg ma kilkuminutową przerwę, ale można się też tutaj zatrzymać na dłużej i kontynuować podróż kolejnym pociągiem Glacier Express godzinę później, bądź pociągiem standardowym.

To miasto jest obecnie znanym kurortem narciarskim ze względu na położenie i ukrycie doliny głęboko w górach. Ale ma też swoją historyczną stronę.

Zaledwie 15 min spacerem od dworca kolejowego znajduje się słynny Diabelski Most (Teufelbrücke). Malowniczy wąwóz Schöllenen rozciągający się między Göschenen a Andermatt to była niegdyś główna przeprawa górska prowadząca do przełęczy Gotarda. Wijąca się tu rzeka Reuss przysporzyła budowniczym mostu tyle problemów, że jeden z nich krzyknął w złości – a niech go zbuduje sam diabeł!

Słów nie rzuca się na wiatr, diabeł zjawił się niespodzianie i obiecał most za duszę pierwszej osoby, która go przekroczy. Po trzech dniach most był gotowy, a na jego drugim końcu diabeł czekał na swoją zapłatę. Budowniczy z kantonu Uri przechytrzyli jednak Rogatego i do towarzystwa wysłali mu równie rogatą duszę – kozła.

Diabła na pomoc nie wezwał natomiast Napoleon, który dokładnie w tym miejscu w 1799 r uległ potędze wojsk rosyjskiego generała Suworowa. Za sprawą Francuzów Szwajcaria w tym czasie była przez krótki czas Republiką Helwecką – jedyny w historii okres, gdy Szwajcarzy zostali zmuszeni do rezygnacji ze swojego przymierza kantonów. Republika jednakże nie wyszła im na dobre. Zaledwie po 5 latach Napoleon zrezygnował z krzewienia idei jedności i Szwajcaria do dzisiaj jest konfederacją. Tylko nazwa „Helwecja” się przyjęła i dziś ta waleczna dama utożsamia państwo – mimo że wywodzi się od Napoleona.

W tym roku Diabelski Most ugościł słynnego zuryskiego Bööga – kukłę o postaci bałwana, napchaną materiałami wybuchowymi. Co roku podczas święta Sechseläuten tłumy mieszkańców Zurychu zbierają się, aby odpalić biednego bałwana i odczytywać prognozę pogody na najbliższe lato. Im krótszy – tym cieplej. W 2021 r ze względu na obostrzenia pandemiczne Böög wyleciał w powietrze właśnie tutaj, a cała ceremonia była transmitowana w telewizji.

Przełęcz Oberalp – morze ciszy i bieli

Z Andermatt pociąg zaczyna się mozolnie wspinać w górę, ukazując położone w dolinie miasteczko kilka razy. Liczne zakręty na trasie powodują, że można oglądać Andermatt z każdej strony nie dowierzając wręcz – to tutaj przed chwilą byliśmy??

Najlepszym momentem podróży jest późna wiosna do wczesnego lata. To wtedy w dolinach wszystko się zieleni i kwitnie, a wjeżdżając pociągiem na przełęcz – wkraczamy w krainę białego śniegu, by po jej drugiej stronie ponownie zanurzyć się w zieleni. Podczas ciepłych letnich miesięcy śnieg na przełęczy praktycznie się rozpuszcza. W zimie natomiast – równie śnieżnie i biało jest w dolinach.  

Przejeżdżając przez przełęcz trzeba się dobrze wpatrywać, aby zobaczyć rozciągające się wzdłuż linii kolejowej jezioro Oberalpsee – pokryte warstwą śniegu jest niezauważalne dla oka.

Na szczycie przełęczy stoi latarnia morska – całkiem nie przypadkowa. Jest to bliźniacza latarnia tej stojącej w Rotterdamie. Szwajcarska Rheinquelle ma symbolizować źródła rzeki Renu, która wijąc się przez 1233 km po Europie i przepływając przez Liechtenstein, Austrię, Niemcy i Francję wpływa do Morza Północnego w holenderskim Rotterdamie.

Jak można łatwo się domyślić, stojąca na wysokości 2046 m. n.p.m latarnia to najwyżej położona latarnia morska na świecie.

Wąwóz doliny Renu – Grand Canion Szwajcarii

Po zjeździe z przełęczy Oberalp pociąg nabiera tempa i wjeżdża w „szwajcarski Grand Canion” – wąwóz doliny Renu. To chyba najwęższa część trasy – z prawej i lewej strony pociąg niemal ociera się się o skały, a wijące się w dolinie zielone wody Renu ukazują się nam raz z prawej, raz z lewej strony.

W porównaniu z poprzednimi odcinkami, gdzie Glacier Express powoli ukazywał piękno gór, teraz trzeba mocno trzymać aparat w dłoni, żeby pęd powietrza nam go nie wywiał.

Jako ciekawostkę mogę podać, iż pociąg panoramiczny – mimo że oferuje świetne widoki przede wszystkim na położone daleko i wysoko góry – przegrywa w starciu z nowoczesną technologią i … słońcem. Wielkie szyby nie ułatwiają zrobienia idealnego zdjęcia smartfonem, kiedy widać przede wszystkim odbijające się jak w lustrze refleksy.

Dlatego właśnie wychodząc na przeciw życzeniom turystów, złaknionym idealnych ujęć bez odbicia szyby, w najnowszych Glacier Express jest kilka otwieranych okien. Które dokładnie – napiszę na końcu, bo to tajemnica 😉

Chur – najstarsze miasto Szwajcarii

Centrum Gryzonii, stolica kantonu Graubunden – jedynego kantonu, gdzie jednym z języków urzędowych jest retoromański. Chur to drugi, dłuższy przystanek na trasie pociągu, jak również centrum kolei retyckich.

Uznawane za najstarsze szwajcarskie miasto, wywodzące się z czasów rzymskich. W 15 r. p.n.e. został w tym miejscu założony obóz wojskowy pod nazwą Curia Raetorum. Stąd też dzisiejsza nazwa – niemieckie Chur po włosku i francusku zwie się Coira. Raetrum – to łacińska nazwa prowincji Recja rozciągającej się od jeziora Bodeńskiego po północnowłoską dolinę Val Venosta. Stąd dzisiejszy odpowiednik tego słowa używany w kontekście kolei retyckich i języka retoromańskiego.

Nad miastem dominuje wieża gotyckiej katedry Najświętszej Marii Panny z XIII w z ciekawą historią – to jedyny kościół z tamtych czasów, którego nawa główna jest zgięta, a nie w linii prostej. Ten dziwny kształt nie wynika z błędu średniowiecznych architektów, lecz z położenia katedry na górującej nad starym miastem skale. To do jej kształtu – jako naturalnie położonego ośrodka obronnego – dopasowano budowlę.

Sama katedra znajduje się na terenie pałacu biskupiego, który do XVIII de facto tworzył miasto Chur. Otoczony olbrzymimi, zachowanymi do dzisiaj murami dawał rządzącym biskupom katolickim pełnię władzy. Założone już w V w biskupstwo było pierwszym na północ od Alp. Biskupi, posiadający również tytuł księcia, kontrolowali szlaki handlowe prowadzące do położonych na południu przełęczy alpejskich i zbierali podatki.

W Chur odnajdziemy ślady dwóch znanych szwajcarskich artystów.

Znany przede wszystkim dzięki swoim rzeźbom, światowej sławy artysta Alberto Giacometti spędził w Chur końcówkę swego życia. Co ciekawe, w latach 60-tych władze kantonu uznały, iż nie jest on wart 3 milionów franków, które musiałyby wydać, aby odkupić jego dzieła – nie był jeszcze tak uznanym artystą. Dzisiaj kolekcję rzeźb można oglądać w Kunsthaus w Zurychu, w Fondation Beyeler w Bazyeli i w Fondation Giacometti w Paryżu.

Dzieła lokalnego artysty Alois Carigiet znajdziemy natomiast w historycznym, 300-letnim hotelu Stern położonym na starym mieście. Ten drewniany w stylu i czarujący hotel jest jednocześnie muzeum Carigiet i miejscem czasowym wystaw współczesnych twórców.

Wiadukt Landwasser – perełka inżynierii

Z Chur pociąg wyrusza w dalszą drogę na terenach kolei retyckich do St. Moritz, przejeżdżając przez jedną z największych atrakcji architektonicznych początku XX w.

Liczący 142 metrów wiadukt Landwasser wsparty na 7 przęsłach wyniesie nas na wysokość 65 metrów, a wygięty łuk wiaduktu sprawia, że oglądanie z okien mknącego po nim pociągu to prawdziwe widowisko. Szczególnie, że wiadukt kończy się tunelem w skale.

St. Moritz

Glacier Express kończy swą podróż w St. Moritz – ulubionym miejscu narciarzy. Ja też tam jeździłam na nartach, co prawda nie tym razem, tylko kilka lat temu. Ale z czystym sumieniem mogę każdemu polecić jako miejscówkę do szusowania.

Moja podróż zakończyła się trochę wcześniej – w Chur. Dlatego też pozwolę sobie zostawić lekki niedosyt na koniec i mam nadzieję, że St. Moritz poświęcę jeszcze kiedyś oddzielny wpis.

W końcu to, co cię kończy, to się też zaczyna. A z St. Moritz startuje kolejny panoramiczny pociąg – Bernina Express….

Gdzie dalej?

Na razie to koniec podróży Grand Train Tour of Switzerland. Jeżeli jeszcze nie przeczytaliście, koniecznie zajrzyjcie też do artykułu o Zermat, Gornergrat i okolicach.

5 dni podróży, w trakcie których zobaczyłam i zwiedziłam tyle interesujących miejsc – i to wszystko podróżując tylko pociągami (no prawie – była jeszcze jedna gondola Glacier Express).

Gdzie dalej?

Tego jeszcze nie wiem. Ale na pewno będzie to Szwajcaria.

Informacje praktyczne

Pociąg Glacier Express wyrusza dwa razy dziennie z Zermatt i z St. Moritz. o godz. 8.50 i 9.50.

Oprócz 1 i 2 klasy, pociąg ma również wagon Excellence Class – z własnym lokajem, całodniową obsługą i wyżywieniem.

W Glacier Express obowiązuje rezerwacja miejsc do zakupionych biletów ogólnych (np. Swiss Travel Pass, GA, Tageskarte). Bilety można kupić również na poszczególne odcinki trasy. Dzięki kodom QR dostępnym przy fotelach, z wagonu restauracyjnego można zamówić posiłki i napoje, które zostaną nam dostarczone. Dzięki temu nie trzeba maszerować po całym pociągu (po zakończeniu obostrzeń epidemiologicznych sytuacja może się zmienić).

Okna pomiędzy przedziałami (w przejściach) oraz w restauracji są otwierane – idealna okazja na zdjęcia bez refleksów słonecznych na szybie.

Do Andermatt można również dojechać samochodem lub PostAuto od strony Göschenen. Dzięki temu uda nam się przejechać malowniczą serpentynową drogą wąwozu Schöllenen i zrobić krótki przystanek przy Diabelskim Moście i skale upamiętniającej generała Suworowa.

Przydatne aplikacje i strony

Swiss Travel System – informacje o najważniejszych atrakcjach turystycznych w Szwajcarii, dostępnych dzięki publicznej sieci komunikacji. Są tu wymienione np. wszystkie pociągi panoramiczne i opcje kilkudniowych biletów turystycznych, które umożliwią nam zwiedzenie jak najwięcej za jak najmniejszą cenę. Szczegóły w skróconej formie wraz z cennikiem dostępne są tu.

Glacierexpress.ch – możliwość zarezerwowania biletu online, informacje o godzinach odjazdu i ilości dostępnych miejsc na daną datę.

Aplikacja na telefon Grand Train Tour – pokazuje trasy wszystkich pociągów panoramicznych oraz najważniejsze atrakcje turystyczne leżące po drodze. W aplikacji znajdują się też bony rabatowe i prezentowe z poszczególnych tras, a dla kolekcjonerów – wirtualne stemple z podróży (w aplikacji podane są adresy, gdzie można zbierać stemple.

Aplikacja pociągu Glacier Express – działa tylko przez wi-fi dostępne w pociągu. Umila czas długiej podróży, gdyby ktoś nie miał akurat ochoty podziwiać widoków za oknem. Pokaże nam, gdzie aktualnie znajduje się pociąg, przybliży sylwetki interesujących osób związanych z mijaną po drodze trasą. Można posłuchać szlagierów i współczesnej muzyki szwajcarskiej. Można w niej kupić pamiątki związane z pociągiem

Instagram -zdjęcia i wrażenia z podróży można również oglądać na moim profilu na Instagramie blanka_from_bern

Artykuły Koleją przez Szwajcarię powstały dzięki współpracy z Moja Szwajcaria, Swiss Travel System, My Switzerland, GoldenPass Express, Glacier Express, Jungfraujoch Bahn, Eiger Express, Matterhorn-Gottard Bahn, MOB.

Za gościnę dziękuje hotelom Lindner Grand Hotel Beau Rivage w Interlaken, Tralala Hotel w Montreux oraz 22 Summits w Zermatt

Zermatt z widokiem na Matterhorn. Koleją przez Szwajcarię

Zermatt – od rolniczej wioski do mekki alpinistów

Zermatt to początkowa stacja trasy panoramicznej pociągu Glacier Express. Dziś jedno z najsłynniejszych miasteczek w Szwajcarii, głównie z dwóch powodów.

Powód numer dwa to fakt, iż Zermatt jest całkowicie wyłączony z ruchu pojazdów spalinowych. Jedyna możliwość dojazdu to pociąg z/przez Visp. W dolinie uświadczymy jedynie małe elektronicznie autka, które służą też za taksówki lub mini-autobusy. Ale to tylko dla leniwych, bo samo miasteczko w sobie nie jest duże i przeznaczone głównie do ruchu pieszego.

Powód numer jeden – to Matterhorn. Król Alp.

Majestatyczna piramida i leżące u jej stóp Zermatt to bohaterowie trzeciej części serii Koleją przez Szwajcarię.

Czytaj dalej Zermatt z widokiem na Matterhorn. Koleją przez Szwajcarię

Koleją przez Szwajcarię – GoldenPass Line z Interlaken do Montreux

Pociągi mają w sobie pewien urok, a Szwajcaria do perfekcji opanowała uprzyjemnianie podróży na trasach prowadzących przez najpiękniejsze zakątki kraju.

Jeżeli dołożymy do tego podróż pociągiem panoramicznym, z widokiem jak z kabiny maszynisty, czy też pociągiem nostalgicznym z Belle Epoque – to nasza podróż stanie się przyjemnością samą w sobie.

Zapraszam na odkrywanie Szwajcarii z okien pociągu – ale nie tylko. Po drodze opowiem Wam o tym wszystkim, co warto wiedzieć, aby nasza przygoda nie była tylko podróżą po torach. Jestem pewna, że pod koniec każdy z Was powie – ja też chcę to zobaczyć na własne oczy!

Czytaj dalej Koleją przez Szwajcarię – GoldenPass Line z Interlaken do Montreux

Region Interlaken – u stóp Eiger, Mönch i Jungfrau. Koleją przez Szwajcarię

Moja podróż pociągiem panoramicznym GoldenPass Line zaczęła się w Interlaken i prowadziła do Montreux.

Co można zobaczyć w regionie Interlaken i Jungfraujoch? Dziś druga część serii Koleją przez Szwajcarię – najważniejsze informacje dla żądnych widoków w okolicach Jungfrau, Eiger i Mönch.

Interlaken – od Młynu na Aare do międzynarodowej kariery

Jeszcze 130 lat temu ciężko by było komuś trafić do Interlaken – dzisiaj jednego z najczęściej odwiedzanych miast w Szwajcarii. Uwielbiane – szczególnie przez turystów z Azji – za swój idylliczny, szwajcarski krajobraz miejsce, jeszcze w XIX w nazywało się bardzo swojsko – Aarmühle. „Młyn nad Aare”.

Czytaj dalej Region Interlaken – u stóp Eiger, Mönch i Jungfrau. Koleją przez Szwajcarię

50 odcieni szwajcarskiej demokracji. O tym, jak Szwajcarki zburzyły Boski Porządek

prawa kobiet w Szwajcarii

Czy fakt, że kobiety w Szwajcarii mają prawa wyborcze od 50 lat to powód do dumy, czy do wstydu?

Rok 2021 jest w Szwajcarii politycznie przyporządkowany obchodom przyznania kobietom czynnych i biernych praw wyborczych na poziomie narodowym i – w większości – kantonalnym.

Co stało się w lutym 1971r, że 66% mężczyzn kraju leżącego w samym centrum Europy postanowiło zagłosować w referendum wyborczym na TAK? Dlaczego dopiero wtedy, a nie wcześniej? Czytaj dalej 50 odcieni szwajcarskiej demokracji. O tym, jak Szwajcarki zburzyły Boski Porządek

Jak oszczędzać w Szwajcarii? Sprawdzone i przetestowane patenty

jak oszczędzać w Szwajcarii
Czy w Szwajcarii jest drogo, to nie jest dobrze zadane pytanie. Pytanie brzmi, jak przeżyć na poziomie i jeszcze przy tym trochę zaoszczędzić. Bo tak, w Szwajcarii jest drogo, nawet bardzo! Ale…. są triki i ukryte sztuczki, aby co miesiąc zostawało nam w portfelu trochę więcej franków. Dzisiaj przedstawiam moje sprawdzone i przetestowane patenty na oszczędzanie w Szwajcarii Czytaj dalej Jak oszczędzać w Szwajcarii? Sprawdzone i przetestowane patenty

Pandemia?? Gospodarka, głupcze! Jak Szwajcaria wychodzi z kryzysu, w którym nie była

gospodarka Szwajcarii w czasie epidemii

Lockdown, home-office, załamanie branży restauracyjnej i hotelarskiej, upadek branży lotniczej.

Brzmi znajomo? Tak wyglądała rzeczywistość prawie każdego państwa na świecie w 2020 r.

A może by tak „sytuacja gospodarki na koniec roku 2020 jest zaskakująco silna”? Co powiecie na taki scenariusz?

W tym zdaniu kryje się odpowiedź, dlaczego Szwajcaria pomimo najgorszych w Europie statystyk zachorowań na korona wirusa, nie zdecydowała się ponownie na pełen lockdown.

Nie tam straszny diabeł, gdzie go malują

W zeszłym roku gospodarka Szwajcarii skurczyła się o 3%. To niewiele, porównując do sąsiednich Niemiec i Austrii (6%) czy też Francji i Włoch (9%). Biorąc pod uwagę zapowiadany wzrost o 1%, 4 punkty na skali to na prawdę dobry wynik w obecnej sytuacji.

Jak to się Szwajcarii udało?

Otóż sektory, których powolny upadek od kilku miesięcy oglądamy, nie przyczyniają się tak na prawdę w dużym stopniu do PKB Szwajcarii. Branża turystyczna, sportowa, restauracje – to jedynie odsetek wpływów w kraju zależnym od sektora usług.

Mocno w dół i stopniowo w górę

Mocne tąpniecie nastąpiło w marcu. To całkiem oczywiste. Ale od tego czasu większości sektorów udało się stopniowo stanąć na nogi. Szwajcaria jako jedna z pierwszych w Europie szybko zdecydowała się na powrót do szkół oraz ponowne otwarcie sklepów i restauracji późną wiosną. Pomoc finansowa dla małych i średnich przedsiębiorstw płynęła szerokim strumieniem, co pozwoliło im na przetrwanie kryzysu.

Późną jesienią sytuacja epidemiologiczna na zachodzie Szwajcarii na tyle się pogorszyła, że kantony francuskojęzyczne wprowadziły ponownie lockdown. Tym razem jednak nie cierpiały całe branże, bo w części niemiecko- i włoskojęzycznej sklepy i restauracje pozostały otwarte. Podobnie jak otwarte pozostały kina, teatry i siłownie, z dużymi jednak ograniczeniami.

Czy francuscy Szwajcarzy karnie trzymali się reguł narzuconych im przez władze kantonalne? Oczywiście, że nie. Turystyka sklepowo-restauracyjna wewnątrz kraju była aż nazbyt oczywista. Branża – jako ogół – przetrwała.

Gorzko-słone życie restauracji

Od grudnia restauratorzy pomstują na rząd i nie ograniczają się już jedynie do wyrażania niezadowolenia w mediach społecznościowych lub nielicznych (ze względu na obostrzenia) protestach.

Podczas, gdy zachodnia Szwajcaria już, już miała ponownie odetchnąć pełną piersią i przygotowywała się do odbicia od dna, rząd zastosował metodę kija i solidarnie przyłożył wszystkim. Restauracje, ośrodki sportowe i kulturalne pozostają zamknięte w całej Szwajcarii, prawdopodobnie do końca lutego.

Minister Zdrowia i członek Rady Federalnej Alain Berset zaczął dostawać pogróżki, a restauratorzy pytają się wyczerpani sytuacją, po co były wprowadzane stopniowe obostrzenia. Po co inwestycje w przygotowanie lokali do reżimu sanitarnego, skoro i tak na koniec wszystko jest zamknięte na cztery spusty.

Dzisiaj część lokali zapowiada jawny sprzeciw wobec władz państwowych i postanowiła otworzyć drzwi dla klientów, mimo zakazu.

Czy to branża restauracyjna będzie kozłem ofiarnym gospodarki?

Dlaczego sklepy, wyciągi narciarskie i szkoły nadal pozostają otwarte?

Turystyka szwajcarska zachwiana, ale stoi

Zamknięte hotele, zamknięte restauracje, brak turystów.

No, niekoniecznie.

Szwajcarskie hotele pozostawały otwarte przez cały czas pandemii, podobnie jak znajdujące się w nich restauracje. I chociaż odpływ cudzoziemców – głównie z dalszych rejonów – był widoczny, to jednak rodzimą branżę uratowały w lecie tysiące turystów lokalnych.

Szwajcarzy posłuchali rządu i w niewielkim tylko stopniu zdecydowali się na wakacje zagraniczne. Większość postanowiła nie tylko wesprzeć lokalny biznes, ale też obawiała się zmieniających się jak w kalejdoskopie wytycznych dotyczących kwarantanny. Do podróży nie zachęcała sytuacja we Francji ani we Włoszech.

Podobnie teraz, w samym centrum drugiej fali, na turystów czekają ośrodki narciarskie. Głównie na turystów lokalnych, bo Szwajcarzy nie mają dużego wyboru i nie mogą ani jeździć do sąsiednich państw na stoki, ani też swobodnie poruszać się bez obowiązku kwarantanny.

Pomimo restrykcji, na szwajcarskich stokach można też spotkać zagranicznych turystów, głównie europejskich, nie azjatyckich. Niektórzy uważają, że Szwajcaria skorzystała na tym, iż nie jest państwem członkowskim Unii Europejskiej i przez to solidarnie nie zamknęła stoków. Przy okazji gospodarczo na tym zyska, bo wygłodniali wrażeń narciarze z całej Europy rzucą się na szwajcarskie Alpy.

Tylko, że władzom Szwajcarii wcale na tym nie zależy. Ośrodki narciarskie są otwarte, bo to ważny sektor turystyki. Jednak i tutaj zaplanowane są ograniczenia w ilości osób korzystających dziennie z wyciągów i karnetów open. Nieczynne restauracje mają zniechęcić przybyszy z dalekich regionów. Branża dostała pozwolenie na tyle, aby przetrwać, ale nic więcej.

To jednak, czy ośrodki pozostaną nadal otwarte w szczycie sezonu, zależy od sytuacji na stokach podczas najbliższych tygodni ferii zimowych i od ogólnej sytuacji w kraju.

A ta, ogólnie rzecz biorąc, nie jest dobra. Liczba przypadków zachorowań nie spada, szczepienia się ślimaczą i wszyscy się zastanawiają, czy zamiast białego szaleństwa nie czeka nas już niedługo przykręcenie śruby.

Gospodarka się rozwija

Podczas, gdy jedni przeżywają ciężkie chwile, innym wiedzie się całkiem nieźle. Szwajcarska gospodarka oparta jest m.in. na eksporcie oraz produkcji farmaceutycznej, a w tych dwóch branżach sytuacja szybko się ustabilizowała.

Jednym z najbardziej obciążonych rynków jest paradoksalnie branża zegarmistrzowska oraz produkcji komponentów metalowych. Producenci luksusowych zegarków w dużej mierze opierają swój biznes na eksporcie do Azji. Od czasów pandemii ruch w tym kierunku praktycznie zamarł. To nie czas na luksusowe błyskotki, brakuje również azjatyckich turystów, którzy rokrocznie byli największymi klientami w Szwajcarii.

Podobny regres spotkał producentów i eksporterów komponentów metalowych, używanych głównie w produkcji pojazdów i samolotów.

O kryzysie natomiast nie może mówić branża ubezpieczeń ani farmaceutyczna. Podczas, gdy ciężar wydatków związanych z testami, szczepionkami i walką z korona wirusem wziął na siebie budżet państwa, kasy chorych nadal otrzymywały miesięczne składki od pacjentów, którzy to natomiast o wiele mniej korzystali z usług medycznych.  Odwołane planowane zabiegi i wielomiesięczne rehabilitacje, mniej wizyt u lekarzy – większość kas chorych zakończyła zeszły rok na plusie.

Branża farma natomiast szykuje się na wielki boom w 2021r. Kolejna, dopuszczana po woli do obrotu, amerykańska szczepionka Moderna, będzie produkowana przez szwajcarską firmę Lonza. Jej fabryka w Visp dostarczy szczepionki na cały świat poza rynkiem amerykańskim. Rocznie planuje się produkcję 300 mln dawek dla Europy, Azji i Afryki.

Dodatkowo, intratny kontrakt na logistykę i dystrybucję tych szczepionek na cały świecie dostał szwajcarski koncert transportowy Kuehne+Nagel.

O co chodzi ze szkołami? Dzieci zarażają, czy jednak nie?

W tym temacie Szwajcaria chyba najbardziej różni się od pozostałych państw.

Podczas, gdy jedne kraje co szybciej zamykały szkoły obawiając się rozprzestrzeniania wirusa, Szwajcaria broni nadal bastionu otwartych szkół.

Już w pierwszej fali na wiosnę, najpierw zostały otwarte szkoły podstawowe i przedszkola, jeszcze przed sklepami. Podobnie na jesieni, na zdalne nauczanie przeszły obowiązkowo tylko szkoły wyższe.

Podstawówki, przedszkola i żłobki pracują w reżimie sanitarnym, gdzie nauczyciele i opiekunowie muszą nosić maseczki, a rodzice najlepiej jakby trzymali się z dala od szkół.  Również uczniowie powyżej 12 r.ż mają obowiązek noszenia maseczek na terenie szkoły.  Nie ma masowego zamykania całych szkół przy wykryciu ogniska zakażenia.

Ryzyko zarażenia w dużej grupie dzieci jest niwelowane korzyściami wynikającymi ze stacjonarnego nauczania.

Podobnie cały czas działają szkoły średnie. Teoretycznie, ucząca się w nich młodzież również mogłaby przejść na nauczanie zdalne.  W ich przypadku, nie byłoby to już tak uciążliwe dla pracujących rodziców.

Ale… cały problem ze szkołami ponadpodstawowymi polega na tym, że 78% społeczeństwa szwajcarskiego kończy zawodówki. To szkoły, gdzie nauka trwa 1-2 dni w tygodniu, a w pozostałe dni uczniowie normalnie pracują w swoich przyszłych zawodach. Nie można przenieść ich praktyk do nauki online.

To właśnie uczniowie szkół zawodowych byli oczkiem w głowie rządu pod koniec zeszłego roku szkolnego. Państwo nie mogło sobie pozwolić na wypuszczenie na rynek kilkudziesięciu tysięcy bezwartościowych pracowników – bez odpowiednich kwalifikacji ani dyplomu zawodowego.

Aby lepiej zrozumieć ten fenomen, warto zwrócić uwagę na to, jak rozłożone są ministerstwa w rządzie. Radny Federalny odpowiedzialny za szkolnictwo jest jednocześnie odpowiedzialny za gospodarkę. To na jego barkach leży dostosowanie systemu nauczania tak, aby wychodzili z niego świetnie przygotowani do zawodu nowi pracownicy, którzy będą rozwijać gospodarkę. To on jest odpowiedzialny za dobrobyt kraju i bezrobocie.

Szwajcaria na 100%

Praca, gospodarka, przyszłość.

To hasła definiujące Szwajcarię w 100%.

Nie umniejszając tragedii osób, które zmarły z powodu wirusa, rząd prowadzi niebezpieczną grę na cienkim lodzie. Obostrzenia tylko tam, gdzie są absolutnie konieczne, tylko wtedy, gdy nie da się ich uniknąć.

Gospodarka, gospodarka i jeszcze raz gospodarka – te słowa słyszeliśmy wielokrotnie w czasie konferencji poświęconych walce z wirusem w Szwajcarii.

Ocena ryzyka, uwzględnienie interesu wielu stron – chociaż ta polityka nazywana jest też brakiem zdecydowania i ostrych kroków.

Krytykowana przez znaczną część społeczeństwa. Czy słuszna? Ocenimy to dopiero za kilka lat.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Zapisz się do newslettera, a kolejny otrzymasz bezpośrednio do swojej skrzynki mailowej.

Źródła: Swissinfo, NZZ

O epidemii w Szwajcarii można przeczytać jeszcze tu:

http://randkizfrankiem.pl/szwajcaria-stawia-czola-wirusowi/

http://randkizfrankiem.pl/szwajcaria-walczy-z-koronawirusem/

 

Gdzie spędzać wolny czas? Na cmentarzu!

Szwajcarskie cmentarze idą z duchem czasu

Od początku epidemii korona wirusa administracje szwajcarskich cmentarzy mówią o znacznie większej liczbie odwiedzających.  Ale nie chodzi tu wcale o nostalgię za zmarłym lub uczestnictwo w mszy pogrzebowej.

Szwajcarskie cmentarze stają się centrami spokoju, wypoczynku i …sztuki.

Ograniczenia w spędzeniu wolnego czasu spowodowały, że mieszkańcy upatrzyli sobie szwajcarskie, znane cmentarze jako miejsce spacerów i odpoczynku. Największe nekropolie w kraju, takie jak Freidhof am Hörnli w Bazylei czy w Siehlfeld  Zurychu to ostoje spokoju, natury i ciszy. Ale nie tylko. Czytaj dalej Gdzie spędzać wolny czas? Na cmentarzu!

Czy Polki w Szwajcarii mają prawo protestować?

Dzieje się źle. Nikomu nie trzeba tłumaczyć sytuacji.

Jest pandemia, są masowe strajki i demonstracje w Polsce. Rośnie zagrożenie epidemiologiczne, jak również zagrożenie wprowadzenia stanu wyjątkowego (czego zresztą domagała się kilka miesięcy temu opozycja w Polsce, aby przerwać impas z wyborami prezydenckimi).

My w Szwajcarii żyjemy trochę pod ciepłą pierzyną. Stosujemy się do zaleceń dotyczących zgromadzeń publicznych, sytuacja dotycząca zakazu aborcji nas nie dotyczy.

Dlaczego więc Polki w Szwajcarii i w wielu innych państwach strajkują razem z innymi?

Szwajcarzy się z Was śmieją

To jedna z opinii, którą przeczytałam w ciągu ostatnich dni w internecie. Żyjemy może z dala od Polski, ale nasza mała wojenka polsko-polska świetnie się ma w sieci. Liczne grupy polonijne m.in. na Facebooku pokazują, że poziom emocji jest równie wysoki, jak na ulicach w Polsce.

Z jednej strony – klasyka, to samo co zawsze przy każdych wyborach.

„Jak tak dobrze w Polsce, to wracaj tam, po co tu siedzisz”.

„Mieszkasz w Szwajcarii, nie masz prawa decydować, co się dzieje w Polsce”.

„To nie Twój kraj, nie siej zamętu”.

Teraz pojawiły się też nowe.

„Chcecie protestować, to jedźcie do Polski, a nie tutaj” (Jakby podróżowanie w czasach pandemii było rozwiązaniem na protesty).

Oraz „Szwajcarzy się z Was śmieją, przynosicie wstyd Polsce”.

Czy rzeczywiście? Co mówi „szwajcarska ulica” na temat wydarzeń w  naszym kraju?

To nie jest nasz temat

Po pierwsze, nadal najważniejszym tematem jest walka z epidemią. To zaprząta głowy Szwajcarom, a nie jakieś protesty, gdzieś tam.

Po drugie, dopiero po kilku dniach rzeczywistość w Polsce przebiła się do świadomości Szwajcarów.  O sytuacji w Polsce pisały dopiero co wszystkie najważniejsze gazety w kraju. NZZ, Blick, telewizja SRF, RTS.

Piszą ze szczegółami o licznych protestach, o sytuacji w parlamencie, o sytuacji politycznej w Polsce, o zaangażowaniu niektórych polityków i prezydentów miast oraz czym jest spowodowana taka sytuacja. O tym, że rządząca parta jest ultrakonserwatywna i decyzja Trybunału Konstytucyjnego oznacza de facto koniec aborcji w Polsce. O „fundamentalistycznych” głosach w rządzie.

Nikt protestów ani kobiet nie wyśmiewa. Zdaje się, że w Szwajcarii, gdzie aborcja jest (praktycznie) dozwolona, nikomu to raczej nie przyszłoby do głowy.

Przecież Ciebie to nie dotyczy

Nie dotyczy mnie. Osobiście.

W Szwajcarii  – nie w Polsce – urodziłam i wychowuję swoje dzieci. W kraju, gdzie aborcja jest dozwolona do 12 tygodnia ciąży (późniejsza w przypadku ciąży z powikłaniami)*. Badania prenatalne wykonywane są ze względu na przesłanki zdrowotne. Gdzie lekarz ginekolog spokojnym i stonowanym głosem przedstawił mi wszystkie możliwe opcje, istniejące w tym kraju. Co mi wolno, co mnie czeka, za co będę musiała zapłacić sama, a co pokryje kasa chorych.

Zwykłe przekazanie informacji. Bez emocji, bez podtekstów, bez narzucania swoich poglądów. Muszę uczciwie powiedzieć, że ta rozmowa była dla mnie, kobiety w ciąży bardzo ważna. Dała mi bardzo dużo pewności i gwarancji, że w razie problemów i komplikacji nie zostanę z tym sama.

W Szwajcarii nie używa się argumentów, że aborcja to fanaberia znudzonej nastolatki, która dla zabawy „się wyskrobała”.

Kraj, w którym aborcja nie dość, że jest dozwolona, to również bezpłatna, ma jeden z najniższych w Europie wskaźników dotyczących przerywalności ciąży. Przy wzrastającym statycznie wskaźniku podejmuje się działania, aby go powstrzymać. Nie zakazami, lecz edukacją. W wykształceniu młodych Szwajcarów kładzie się duży nacisk na edukację seksualną i antykoncepcję.

Szwajcarskie kobiety się buntują

Tak, podobnie jak Polki, Szwajcarki też strajkują.

W czerwcu 2019r Szwajcarki wyszły tłumnie na ulice, po raz drugi w historii po 38 latach. Strajki – w przeciwieństwie do pokojowych protestów – odbywają się tutaj niezmiernie rzadko. Dlatego było to wydarzenie bardzo ważne, które przyniosło za sobą bezpośrednio odczuwalne skutki.

W kolejnych po strajku wyborach parlamentarnych kobiety uzyskały najwyższą w historii, ponad 40% reprezentację w parlamencie. Trzy kobiety zostały członkiniami 7-osobowej Rady Federalnej – najwyższego urzędu wykonawczego.

Protest szwajcarskich kobiet nie przybrał formy agresywnej. Był to kolorowy, fioletowy, całodniowy happening, którym chciały zwrócić uwagę na nękające je od lat, nierozwiązane problemy. Nierówności w dostępie do pracy, płacy i emerytur, brak wsparcia państwa przy wychowywaniu dzieci, przemoc domową.

Jak też wzięłam udział w tym strajku. Mimo, że „to nie mój kraj” i „nie powinnam się mieszać w cudze sprawy”. Podobnie jak tysiące Szwajcarek, dla których ten dzień był ważny i dlatego zabrały ze sobą swoje małoletnie dzieci.

Dzisiaj swoje otwarte poparcie dla polskich kobiet pokazują również organizatorki tamtego strajku i największe instytucje feministyczne, takie jak Frauenstreik czy Aktivistin. Do akcji dołączyła również się JUSO, młodzieżówka partii socjalistycznej.

Musimy bronić kościołów

Czy w Szwajcarii strajk i gniew kobiet obrócił się przeciwko kościołowi?

Nie, bo w Szwajcarii kościół stanął po stronie kobiet. To właśnie bicie dzwonów w kościołach obwieściło Strajk Kobiet w zeszłym roku.

Kościół – zarówno protestancki, jak i katolicki – jest bardziej socjalny, niż polityczny. Co nie znaczy, że nie angażuje się w sytuację polityczną. Rok temu kobiety zaangażowane w działalność religijną protestowały przeciwko temu, że to na nie i na organizacje kościelne spada ciężar opieki nad potrzebującymi – rodzinami z problemami, długotrwale chorymi, kobietami uciekającymi przed przemocą domową, czy też uchodźcami. Domagały się większej, systemowej pomocy ze strony państwa. Państwa, które kultywując mocno konserwatywne tradycje „nie miesza się w sprawy rodziny”.

Przez wiele miesięcy na wieży kościoła w mojej okolicy wisiał wielki baner wzywający do ochrony Ziemi i środowiska. Kościół w Szwajcarii jest też proekologiczny.

A od niedawna kościoły angażują się w walkę przeciwko koncernom chemicznym. Już za niecały miesiąc Szwajcarzy będą decydować w referendum, czy najwięksi na świecie szwajcarscy producenci pestycydów nie będą mogli stosować zakazanych w Europie środków również w innych częściach świata.

Za tę decyzję na głowę kościoła szwajcarskiego posypały się gromy. Został oskarżony o mieszanie się w sprawy polityczne, o szkodzenie szwajcarskiej gospodarce. Odpowiedź była krótka: robimy to, co dziś zrobiłby Jezus – bronimy najsłabszych. 

Szwajcarskie kościoły nie występują przeciwko kobietom w kwestii aborcji.

Rząd nie zezwala na działanie tzw. „okien życia”, które były zakładane przy organizacjach kościelnych lub wspierających je szpitalach.  Zgodnie z obowiązującymi zasadami, dziecko ma prawo znać tożsamość swoich rodziców. Oddanie go anonimowo do „okna życia” pozbawia go prawa do własnej tożsamości. Rodzice mogą zawsze legalnie oddać dzieci do adopcji, bez negatywnych konsekwencji prawnych, więc „okna życia” są w tym wypadku nielegalne. Ich obecność jest co prawda tolerowana, ale działają w szarej strefie, nie uregulowane żadnymi przepisami.

Jednocześnie próby zalegalizowania ich, bądź też otwarcie kolejnego, kończą się fiaskiem z powodu dużego oporu społeczeństwa i elit rządzących. Rodzice są postawieni przed obowiązkiem wzięcia odpowiedzialności za swoje działania.

Ty też idziesz protestować?

Polki w Szwajcarii protestują.

Pierwsza manifestacja odbyła się w niedzielę, 25 października pod siedzibą Muzeum Polskiego w Rapperswil, z okazji 150-rocznicy jego powstania.  To miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo, jako kolebka polskiej tradycyjno-konserwatywnej myśli ideologicznej.

Kolejne planowane są w Bazylei, Zurychu i Bernie** – o ile pozwoli na to obecna sytuacja. Zgłoszone legalnie demonstracje, za zgodą lokalnych władz, przestrzegając obostrzeń dotyczących epidemii.

Po co protestować w Szwajcarii?

Przeciwko komu i przeciwko czemu mamy protestować w innym kraju?

Przeciwko rządowi pod placówkami dyplomatycznymi, żeby pokazać swoje niezadowolenie i swój gniew? Mamy protestować pod kościołami szwajcarskimi, które są tak różne od kościołów polskich?

Co chcemy przekazać i pokazać Szwajcarom? Że ten temat jest dla nas ważny, żeby było o nim głośno, bo…Europa nam pomoże?

Chcemy pokazać, że solidaryzujemy się z kobietami w Polsce? Bo ja znam osobiście – i pewnie większość osób też – rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi, które są pozbawione jakiekolwiek pomocy ze strony państwa. Znam kobiety, które poroniły, musiały dokonać aborcji martwego płodu i jak wielką traumą to dla nich było. Takich historii jest teraz pół internetu.

I dziwi mnie, że niektórzy udają, jakby te kobiety i ich komentarze nie istniały, jakby oni tego nie widzieli i nie słyszeli. Wolą słuchać głosu sumienia innych, sumienia smutnych panów w garniturach i koloratkach. Tylko kobiet nie.

W Polsce w zeszłym roku dokonano niewiele ponad 1000 aborcji z powodu wad płodu. To nie jest wiele, biorąc pod uwagę kilkaset tysięcy urodzonych dzieci i prawdopodobnie kilka- kilkanaście tysięcy nielegalnych aborcji. Ryzyko, że tragedia dotknie którąkolwiek z nas lub z protestujących kobiet w Polsce, jest na prawdę niewielkie.

To o co ta cała awantura? O co ta wojna?

************************

W 2016r, kiedy przez Polskę przetoczyła się pierwsza fala dyskusji o całkowitym zakazie aborcji, byłam w ciąży. Od mojego ginekologa usłyszałam pełne wyrzutu pytania: o co chodzi rządowi w Polsce? Jak można w pełni zakazywać aborcji? Jak można tak traktować kobiety?

I ja, Polka, chyba po raz pierwszy raz w życiu tak bardzo wstydziłam się za swój własny kraj, mimo że w żaden sposób z tą sytuacją się nie utożsamiałam.  Wstydziłam się że jestem Polką w ciąży w Szwajcarii, że mam komfortową sytuację, że mnie ta dyskusja nie dotyczy.

Łatki stereotypów przyklejają się bardzo łatwo i odklejają bardzo trudno.

Tak, jak teraz nikt nie postrzega Turcji przez pryzmat noblisty Orhana Pamuka czy dokonań historycznych Sulejmana Wielkiego, tylko przez „tego islamistę Erdogana”.

Właśnie tak, dokładnie tak, będą postrzegane Polki i Polacy w każdym innym kraju. Nie za Chopina, nie za Jana Pawła II i nie za Olgę Tokarczuk, tylko jako obywatele zradykalizowanego i konserwatywnego państwa.

 Protestuję w Szwajcarii, bo nie chce się wstydzić za to, że jestem Polką.

 

Strajk kobiet
Zdj. Olgierd Kajak

*Aborcja jest dozwolona po złożeniu przez kobietę pisemnego oświadczenie o trudnej sytuacji życiowej (Notlage po niem.) i przeprowadzeniu rozmowy z lekarzem. Dla kobiet poniżej 16 r.ż. obowiązkowa jest również wizyta w Punkcie Doradczym.

**Protest w Bazylei został odwołany z przyczyn formalnych. W Zurychu protest odbył się 31.10. W Bernie planowany jest na 7.11.

 

O Strajku Kobiet w Szwajcarii w 2019r przeczytasz tu: Jak kobieta chce, wszystko stoi. Fioletowy strajk kobiet w Szwajcarii

 

Poradnik mamy imigrantki w Szwajcarii

Jestem Mamą-Imigrantką w Szwajcarii.

W Bernie mieszkam od ponad 5 lat i wydaje mi się czasami, że już wszystko wiem.

Przyjechałam tu z jednym berbeciem w brzuchu, a teraz mam już dwoje. Przeszłam przez wszystkie etapy wtajemniczenia mamy-cudzoziemki.

Od tego, że czuję się jak kosmitka na oceanie i nie rozumiem, co mówią do mnie inne rybki – do momentu, kiedy spotykam inną kosmitkę i z zapałem opowiadam jej,  jak to U NAS w tym oceanie jest. Czytaj dalej Poradnik mamy imigrantki w Szwajcarii

Ticino na weekend! Dolina Verzasca

Verzasca

James Bond płakał, jak skakał.

Płakał, bo jego skok z tamy w dolinie Verzasca trwał zaledwie kilka sekund, a potem pobiegł ratować świat, zamiast odkrywać piękno kantonu Ticino.

Na szczęście my mamy więcej czasu – cały weekend na okolice jeziora Maggiore i jedną z najpiękniejszych dolin, Verzasca. Pierwszy dzień spędziliśmy na aktywnym zwiedzaniu Locarno, Ascony i Brissago. Dzisiaj czas na trochę adrenaliny i aktywności.

Czytaj dalej Ticino na weekend! Dolina Verzasca

Weekend w Ticino. Locarno, Ascona i Brissago

Locarno Verzasca

A może by tak na weekend w Ticino nad wodę?

Morza szum, ptaków śpiew… Weekend w Ticino to doskonała okazja. A moment, Szwajcaria nie ma dostępu do morza. Ale po co komu morze, jak ma Lago Maggiore! Śródziemnomorski klimat, plaże z widokiem na alpejskie szczyty, odpoczynek w cieniu palm a na deser skok do krystalicznie czystej, szmaragdowej toni. Czytaj dalej Weekend w Ticino. Locarno, Ascona i Brissago

Ostatnia Polka w Szwajcarii

ostatni szwajcar na ziemi

Tytuł dzisiejszego artykułu jest przewrotny, a o co chodzi wie na pewno ten, komu wpadła już w ręce najnowsza książka Lamberta Króla, „Ostatni Szwajcar na ziemi”.

Lambert to dobrze znany autor wśród szwajcarskiej Polonii. W zeszłym roku wydał debiutancki tomik opowiadań „Merci Filmol”, a wcześniej przez kilka lat prowadził lokalne blogi „Paparental Advisory” i „Swiss Tales”.  Jego książka spotkała się z tak gorącym przyjęciem w Szwajcarii, że tym razem Lambert podbija polski rynek czytelniczy. Czytaj dalej Ostatnia Polka w Szwajcarii

Najpiękniejszy kanton Szwajcarii – Ticino jest boskie!

1 dzień w Ticino

Ticino to najpiękniejszy region Szwajcarii – nie dziwne, że jest obiektem pożądania nie tylko samych Szwajcarów, ale też rzeszy turystów.

Ten południowy kanton jest trochę jak drogocenna perła – plecami muszli odwraca się na północ kraju, a cały swój urok czerpie z włoskiego, śródziemnomorskiego klimatu. Czytaj dalej Najpiękniejszy kanton Szwajcarii – Ticino jest boskie!

15 najlepszych aplikacji, bez których ciężko jest żyć w Szwajcarii

Zauważyliście, że od czasu koronawirusa zrobiliśmy się bardziej digitalni? Więcej laptopów i home-office, więcej wiszenia na komórkach. Dzisiaj niezbędnik każdego „nowego Szwajcara” – 15 najlepszych aplikacji na telefon, bez których ciężko tu żyć.

A które bardzo ułatwiają nam życie.

Czytaj dalej 15 najlepszych aplikacji, bez których ciężko jest żyć w Szwajcarii

Szwajcaria stawia czoła wirusowi. Szkoły, transport, usługi

„To bardzo szwajcarskie, szukać rozwiązań razem z branżami, zamiast decydować z góry”

Te słowa padły 16 kwietni z ust Alain Berset, członka szwajcarskiej Rady Federacyjnej i Ministra Zdrowia.

Członkowie rządu jak co dzień przedstawili mieszkańcom obecną sytuację w Szwajcarii. Tym razem jednak – podobnie jak 13 marca, gdy ogłaszano „lockdown” – wszyscy oczekiwali konkretnych dat. Kiedy skończy się „zamknięcie” Szwajcarii? Czytaj dalej Szwajcaria stawia czoła wirusowi. Szkoły, transport, usługi

Szwajcaria walczy z koronawirusem. Sytuacja w służbie zdrowia i w gospodarce

koronawirus w Szwajcarii

Jak Szwajcaria walczy z koronawirusem?

Szwajcaria wysuwa się na czołówkę państw światowych dotkniętych koronawirusem. Zgodnie z danymi Worldometers, jest obecnie na 8 miejscu pod względem potwierdzonych przypadków zakażeń.

W jaki sposób kraj podszedł do walki z wirusem i jak to wpływa na lokalną gospodarkę?

Zaledwie tydzień temu napisałam post o tym, jak bardzo koronawirus zmieni nasze życie. Nie przewidziałam jednak dwóch rzeczy. Tego,

a)  jak bardzo moje przewidywania okażą się słuszne

b) że zmiany nastąpią tak szybko

Czytaj dalej Szwajcaria walczy z koronawirusem. Sytuacja w służbie zdrowia i w gospodarce

Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?

Świat się zmienia, właśnie teraz

W miniony poniedziałek Rada Federalna Szwajcarii ogłosiła na konferencji pełne „wyłączenie” kraju. Kto śledził w tym czasie niusy w swoim telefonie? A kto włączył radio lub telewizor? A może ktoś się dowiedział o zmianach dopiero z porannej gazety?

Koronawirus to nie tylko choroba, z którą walczy pół świata.

To wirus, który prawdopodobnie zmieni nasze zachowania społeczne szybciej, niż przypuszczaliśmy. Czytaj dalej Świat w erze koronawirusa. Jak bardzo zmieni się nasze życie?

5 lat Randek z Frankiem Szwajcarskim – konkurs

Juhuuu!!!

Jesteśmy z Wami na „szwajcarskim łez padole” już 5 lat!

Przydałby się mały jubileusz i coś do świętowania, na przykład podsumowanie, co tu się przez te wszystkie lata działo, jak się zmieniał blog, jak się przez ten czas zmieniło moje życie w Szwajcarii….

I wszystkie takie inne bzdury, o których blogerzy lubią pisać, a nikt nie lubi czytać. Czytaj dalej 5 lat Randek z Frankiem Szwajcarskim – konkurs

Zagraniczne adopcje – szwajcarski skandal

nielegalne adopcje w Szwajcarii

Na ratunek dzieciom

Dzieci leżały na podłodze jedno przy drugim. Brudne, często nagie lub nieprzebrane przez wiele godzin. Kraj, w którym panowała wojna domowa, pogrążony był w chaosie. Tysiące dzieci zostały sierotami, bądź też były porzucane przez swoich biologicznych rodziców.

Rodzice adopcyjni z państw Europy zachodniej wiedzieli, że robią słusznie. Bez ich pomocy te dzieci nie miałyby szans na przeżycie.  Czytaj dalej Zagraniczne adopcje – szwajcarski skandal

11 niebanalnych pomysłów na spędzenie zimy w Bernie. Edycja 2019/2020

Zima w Bernie

Co robić zimą w Bernie?

Zima to taki czas, kiedy jest fajnie, bo biało i można jeździć na sankach, a z drugiej strony mrozi pupę, duje i wcale się nikomu nie chce siedzieć na tym mrozie. Szczególnie, jak dzieciakom już się leje woda z nosa i wiadomo, że będą potem przez tydzień kichać.

Oferta dla wszystkich, którzy chcą się ruszyć z domu, ale nie bardzo wiedzą, gdzie.

11 propozycji na niebanalne spędzanie czasu z dziećmi w zimie, w Bernie. Po zeszłorocznej edycji tym razem odświeżona i całkiem zimna edycja na sezon 2019/2020

Czytaj dalej 11 niebanalnych pomysłów na spędzenie zimy w Bernie. Edycja 2019/2020