Niechciani ludzie, moralni degeneraci. Ciemna strona szwajcarskiej administracji

Społeczeństwo, które decyduje, kto jest odpowiedni, a kto nie.

Społeczeństwo, które karze alkoholików, sieroty i ofiary gwałtu.

Administracja, która stosuje areszt za niemoralne zachowanie.

Administracja, która wykorzystuje ludzi do bezpłatnej, przymusowej pracy.

Państwo, które latami więzi ludzi bez wyroku sądowego.

Państwo, które nie chce się przyznać do wyrządzanej bezprawnie krzywdy.

Ludzie, którzy są wyrzuceni poza nawias „prawowitych” obywateli.

Ludzie, którzy od lat domagają się sprawiedliwości.

Witamy w Szwajcarii, w 1980 roku.

Dzięki pomocy moich czytelników dostałam linki do nowych artykułów źródłowych, przez co post został zaktualizowany 30.08.2019 o nowe dane.

W świetle prawa, z pominięciem prawa

Od lat 30-tych XX wieku władze szwajcarskie powszechnie stosowały tzw. areszty administracyjne. Pozbawienie wolności i internowanie na oddziałach zamkniętych nie było w żaden sposób poprzedzone oskarżeniem, procesem czy też wyrokiem sądowym, a jedynie decyzją administracyjną danego kantonu.  Przepisy ustalano lokalnie i różniły się w zależności od kantonu.

Dopiero w 1981 r władze federalne zrewidowały je i ustandaryzowały reguły, na mocy których działały areszty. Jednocześnie, po podpisaniu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w 1974 r, Szwajcaria znalazła się pod presją organizacji międzynarodowych, które wskazywały na jawne łamanie prawa. Władze zostały zmuszone do reorganizacji systemu aresztów na zgodne z panującymi standardami międzynarodowymi.

Kto był osadzany w areszcie administracyjnym?

Podstawą decyzji władz było przekonanie, iż dana osoba swoim zachowaniem naraża normy moralne społeczeństwa i powinna być z tego społeczeństwa „usunięta”.

Politycy i władze usprawiedliwiały istnienie aresztów administracyjnych potrzebą chronienia społeczeństwa przed jednostkami, których zachowanie uznawane było za niegodne. Większość osadzonych to osoby wywodzące się z biednych środowisk, określani jako „degeneraci, pijacy, niemoralnie się prowadzący”. Winą mężczyzn było niewywiązywanie się ze swoich obowiązków głowy rodziny, winą kobiet – domniemane łamanie surowych zasad moralnych.

Celem takich działań było odseparowanie „chorych” jednostek od zdrowego społeczeństwa i danie im szansy na poprawę zachowania w zamkniętych oddziałach.

Taki był cel. Poprzez ciężką pracę nauczyć ich, jak powinni żyć „dobrze” w społeczeństwie. W teorii – wyuczyć się zawodu, zdobyć doświadczenie, „poprawić się”, zdobyć kapitał na życie. W teorii. Praktyką była praca ponad siły, przez kilkanaście godzin dziennie, bez wynagrodzenia.

Jednocześnie to same władze kantonalne uznawały, kto do grupy „degeneratów” należy. Odwołania od aresztowań były nieliczne i nieskuteczne. Często nawet nie trafiały do odpowiednich władz.

Ofiarami aresztów administracyjnych padały zazwyczaj konkretne grupy społeczne.

Niezamężne kobiety w ciąży.

Alkoholicy i „lenie”.

Wdowy, samotnie wychowujące dzieci.

A nawet – jak zeznał jeden ze świadków – kobieta, która ufarbowała włosy na blond.

Niezdolni do zadbania sami o siebie, lub ci, o których dobro nie mogli zadbać inni. „Sami odpowiedzialni za swoje problemy.”

Winne są dzieci

Oddzielną grupą zatrzymanych stanowiły dzieci (niem. Verdingkinder, wł. bambini in apalto) . Z jednej strony  – wychowankowie domów dla sierot, których winą było to, że nie miał się o kto o nich upomnieć.

Z drugiej strony – dzieci z biednych oraz niepełnych rodzin odbierane rodzicom oraz głównie – wdowom i przekazywane do pracy w gospodarstwach rolnych. Czasami przez wiele lat, nigdy nie opłacane.

Dzisiaj dorosłe już ofiary mówią jednym głosem, jak wyglądało ich życie. Bicie, spanie ze zwierzętami w oborach i stajniach, wielogodzinna, mordercza praca. Mówi się również o przypadkach przymusowej sterylizacji i doświadczeń medycznych.

Kolejną kategorię stanowiły dzieci będące ofiarami gwałtów. Przez księży, członków rodziny, często też przez swoich „gospodarzy”, gdzie pracowały. Winne były dzieci, one ponosiły karę.

Szacuje się, że przez te wszystkie lata przymusową pracę w Szwajcarii wykonywało kilkadziesiąt tysięcy dzieci.

Krajobraz złożony z więzień, szpitali psychiatrycznych i ośrodków przymusowej pracy

Do aresztu trafiali nastolatkowie i ludzie dorośli. „Wychowawcze” ośrodki pracy, kolonie pracy przymusowej, domy poprawcze dla młodzieży, domy samotnej matki, szpitale dla uzależnionych od alkoholu, szpitale psychiatryczne, więzienia oraz domy prywatne – to przegląd miejsc, dokąd trafiali zatrzymani. Ogółem 648 ośrodków, głównie w północnej i wschodniej Szwajcarii.

Dzieci trafiały zazwyczaj do pracy w gospodarstwie.

Kantony same ustalały, kto zostanie przyznany do jakiego miejsca, wymieniały się też więźniami między sobą, jeżeli istniała potrzeba oddelegowania do pracy np. w prywatnych gospodarstwach rolnych.

Dziesiątki tysięcy osób, przetrzymywanych całymi latami. Osadzeni na rok do 3 lat, z możliwością przedłużenia o kolejny okres. Niektórzy w ten sposób spędzili 10-15 lat swojego życia, często jako bardzo młodzi ludzie. Bez podstawy prawnej, często też bez wiedzy, z jakiej winy zostali zatrzymani.

Areszty były odcięte od kontaktów ze światem zewnętrznym, były też samowystarczalne, żeby niegodne społeczeństwa jednostki nie przysparzały temu społeczeństwu dodatkowych kosztów.

Kobiety zajmowały się pracami gospodarczymi, domowymi i rękodziełem, sprzątały zakłady pracy, w których pracowali mężczyźni, prały i szyły ubrania robocze, gotowały. Niektóre pracowały jako służba lub personel pomocniczy w szpitalach, więzieniach itp.

Mężczyźni  pracowali w rolnictwie i fabrykach, trudnili się rzemiosłem.

Młodzież nie miała dostępu do edukacji, co niosło ze sobą negatywne skutki nawet wiele lat po wyjściu z aresztu. Mimo, że w założeniu zakłady pracy miały ich przygotować do przyszłego zawodu, wyuczyć konkretnego fachu, w rzeczywistości nastolatkowie nie mogli dokończyć szkoły, która dawałaby im większe szanse na samodzielność i zdobycie lepszych umiejętności.

Praca w ośrodkach była bardzo ciężka, była poniekąd karą za to, że ktoś ją odbywał. Wielogodzinny dzień pracy bez przerw, przez 6 lub 7 dni w tygodniu.  Upokorzenia i rygorystyczny tryb nadzoru były jej częścią.

Odnotowano wiele przypadków pobicia lub gwałtów przez służby porządkowe.

Zakaz korespondencji, surowe kary za nieprzestrzeganie regulaminu lub próby ucieczki. Tak wyglądało życie codzienne osadzonych.

Długotrwałe negatywne skutki zatrzymania

Władze na podstawie własnych kryteriów uznawały, kiedy daną osobę zwolnić z aresztu. Jednocześnie byli zatrzymani podlegali ciągłej kontroli zachowania i mogli się liczyć z ponownym osadzeniem.

Długotrwałe przetrzymywanie, zerwanie kontaktów z rodziną i społeczeństwem, brak wykształcenia niosły ze sobą negatywne skutki.

Większość osób napotkała duże trudności w znalezieniu pracy, kończąc w skrajnym ubóstwie lub borykając się z problemami psychicznymi. Po odbyciu kary nie otrzymywali od państwa żadnej pomocy, ani materialnej, ani zawodowej.

Trauma, która została na całe życie – tak swoje doświadczenia opisują dziś świadkowie.

Odpowiedzialność zbiorowa, czy odpowiedzialność prawna

Czy zwykli obywatele zdawali sobie sprawę z tego, jak funkcjonują takie ośrodki? W dużej mierze tak. Przekonani byli jednakże o słuszności rozwiązania. Każdy, kto spotkał uciekiniera z aresztu administracyjnego był zobowiązany powiadomić o tym policję, za pomoc takim osoby mogła czekać kara. Dlatego też ucieczki z przymusowych ośrodków i powrót do swojego środowiska były tak trudne.

W 1981 r władze federalne wycofały prawo do stosowania aresztu administracyjnego. Stało się to po narastającej latami krytyce systemu i większej świadomości społeczeństwa co do prawdziwego charakteru ośrodków internowania.

Władze kantonalne zmuszone do zatrudnienia fachowej kadry penitencjarnej, psychologów i pedagogów stopniowo zamieniały areszty w ośrodki wychowawcze.

Do głosu doszły ofiary niesprawiedliwego systemu i domagały się rekompensaty za zniszczone życie. Ich walka trwała prawie 30 lat.

Czy to już koniec tej historii?

Dopiero w 2010r* Minister Sprawiedliwości Simonetta Sommaruga złożyła ofiarom oficjalne przeprosiny w imieniu państwa.

Z kolei cztery lata później Parlament przyznał, iż ofiary systemu były niewinne i należy im się z tego tytułu odszkodowanie. Stało się tak dzięki prywatnej inicjatywie „Odszkodowania dla pokrzywdzonych”, która została przegłosowana w referendum. Inicjatywa zakładała ustanowienie budżetu w wysokości 500 milionów franków.

W 2016 r. rząd przeznaczył na ten cel 300 milionów franków, zakładając, iż  poszkodowanych jest między 12.000 a 15.000.

W tym samym też roku powołano Niezależną Komisję Ekspertów (CIE/UEK/CPI) do zbadania skali procederu i udokumentowania jawnych przypadków naruszeń.

Od początku 2019 roku Komisja publikuje stopniowo dane, które pozyskała z archiwów władz kantonalnych oraz zeznań osób prywatnych. We wrześniu  z końcowym raportem zapoznają się członkowie Parlamentu.

W 2018 roku 7200 byłym osadzonym (na ich wniosek) wypłacono po maksymalnie 25 tys. Franków, co niektórzy uznają za rażąco niskie zadośćuczynienie.

Czy ta historia odkryje przed nami jeszcze inne, ciemne strony?

Ostatnio prasa donosiła o skandalicznym potraktowaniu ofiar i wliczeniu przyznanego odszkodowania do wysokości prywatnego majątku, od którego należy odliczyć podatek. Dla niektórych osób oznaczało to także zmniejszenie przyznanego im zasiłku socjalnego i obniżenie miesięcznej renty.

Szwajcarska administracja nadal stawia prawa społeczeństwa nad prawa jednostki.

 

*Źródła różnią się co do daty. Według RSI było to w 2013 r, natomiast według The Local w 2010r.

 

Chcesz przeczytać o innych ciemnych stronach Szwajcarii?

Brudna czekolada, brudna woda, zabijane zwierzęta, zatrute jedzenie. Na ile szwajcarskie koncerny są odpowiedzialne za swoje produkty?

 

 

Źródła:

thelocal.ch

uek-administrative-versorgungen.ch

Swiss Info

Bei den Schweinen schlafen und misshandelt: Verdingkinder sollen rund 25’000 Franken erhalten

«Du hast gar keine Mutter!» – Ex-Verdingkind Charles Probst erzählt

Sklavin in der Schweiz: Ein Gespräch über die schreckliche Geschichte der Lina Zingg

Verdingkinder: Ein düsteres Kapitel der Schweizer Geschichte

 

2 odpowiedzi do “Niechciani ludzie, moralni degeneraci. Ciemna strona szwajcarskiej administracji”

Dodaj komentarz